^  góra strony

  • 1

SP 368 WARSZAWA

w e r s j a   i n t e r n e t o w a   g a z e t k i   s z k o l n e j

2018/2019 NR 1 - Felieton: Czy zasady olimpijskie mogą być praktykowane przez społeczność szkolną?

W sporcie najważniejsze jest codzienne pokonywanie swoich słabości i dążenie do postawionych celów, a przez to realizacja marzeń. Ważna jest uczciwość, nie tylko wobec innych uczestników rywalizacji, ale przede wszystkim wobec siebie. Dbanie o zdrowie, bezpieczeństwo i uczciwy trening są równie ważne co bycie fair play wobec innych. Niezależnie od tego, czy jest się sportowcem, czy nie, te zasady świetnie sprawdzają się w życiu każdego ucznia.

Rozpoczynając kolejne etapy nauki, stawiamy sobie cele. Aby osiągnąć te cele, codziennie walczymy, uczymy się i pokonujemy chęć pójścia na łatwiznę. Bo czy nie fajniej byłoby pójść do kina na nowy film lub spotkać się z koleżanką, zamiast wkuwać jakieś rzeczy, które jak nam się wydaje, są nam do niczego niepotrzebne? Zawsze na klasówce można przecież skorzystać ze ściągi lub zerknąć na pracę sąsiada, niby to przypadkiem. Wierzę, może trochę naiwnie, że większość z nas jednak tak nie robi. A czy to nie jest właśnie fair play? Nieświadomie stosujemy zasadę ze sportu, jesteśmy uczciwi wobec kolegów i siebie. To co nauczymy się rzetelnie przecież zostanie, a ściąga zgubi się i w głowie pusto.

Ten nasz codzienny proces edukacyjny nie uda się bez nauczycieli. Oni też w swojej pracy powinni kierować się zasadami. Część nauczycieli traktuje nas indywidualnie, tak jak trener sportowca, który ma swoje mocne i słabe strony, kontuzje i wytrzymałość organizmu. Przygotowuje trening tak, aby zawodnik osiągnął sukces. Tak samo my, uczniowie, jedną rzecz robimy lepiej, inną gorzej. Chodzi o to, aby pomóc nam wzmacniać nasze słabe strony i rozwijać to, co w nas najlepsze. Wtedy edukacja jest pełna i kształtuje silnego, świadomego swoich możliwości człowieka. Jest też niestety tak, że są nauczyciele, którzy wszystkich widzą tak samo. Wrzuceni jesteśmy do jednego worka. Lekcja przeprowadzona, temat zrealizowany i ma być zaliczony. Kolejny punkt z listy odhaczony. W taki przypadku uginamy się do sytuacji. Wkuwamy bez przekonania, zaliczamy i zapominamy. Niestety. Dobrych nauczycieli, pasjonatów, pamięta się przez całe życie. Innych nie pamiętamy, tak jak wiedzy, którą nam przekazali.

Czy warto zatem być jak sportowiec? Uparciuchem konsekwentnie pokonującym swoje słabości? Warto! Bo niezależnie od wszystkiego, szkoła średnia naszych marzeń jest na wyciągnięcie ręki. Powodzenia!

Zuzanna Dziedzic (3d gim.)

2018/2019 NR 2 - Felieton: Idee olimpijskie w życiu szkoły. Wolność jednostki.

Podstawowe zasady olimpizmu głoszą, że rywalizacja sportowa powinna zastąpić konflikty zbrojne, a młodzież całego świata, zamiast walczyć na frontach wojennych, winna mierzyć swoje siły na stadionach. Pojawia się akceptacja wobec jednostki, otwartość na wspólną przyszłość dla wszystkich ras, narodów, kultur i światopoglądów. Olimpizm ma zatem bardzo ukierunkowany charakter. Idee szlachetne, ale czy rzeczywiste w czasie, w którym żyjemy? Czy takie idee olimpijskie da się zastosować we współczesnej szkole?

Czym jest akceptacja wobec jednostki? Tak sobie myślę, że każdy, niezależnie kim jest, jaki jest lub jak wygląda, powinien móc odnaleźć się w szkole. Tyle teoria. Praktyka jest jednak trochę inna. Jak łatwo szukamy w grupie inności – nie po to aby ją wspierać, ale po to by wykpić lub wyśmiać. Ktoś jest za gruby lub za chudy, za niski lub za wysoki, za mądry lub za głupi, za wesoły lub za poważny. I tak źle i tak niedobrze. Szukamy ofiary i atakujemy, zawsze w grupie (bo tak raźniej), nigdy indywidualnie (bo do tego trzeba mieć odwagę). A tam, gdzie nie możemy schować się za grupą, wybieramy anonimowość. Wtedy to hulaj dusza, piekła nie ma! Pod pseudo „gość” lub „życzliwy”, życzymy Temu Innemu/Tej Innej wszystkiego co najgorsze. Wylewamy kubeł pomyj komuś na głowę, tylko po to by poczuć się lepiej.

Powinniśmy być otwarci na wspólną przyszłość dla wszystkich ras. Powinniśmy, ale przecież nie jesteśmy. Politycy, ludzie publiczni, różne organizacje podsycają nasz strach przed tym, czego tak naprawdę nie poznaliśmy. Wszyscy znamy przypadki z europejskich szkół, kiedy to kierowca autobusu szkolnego białych sadza po prawej stronie, a czarnych po lewej. W jednej części stołówki jadają miejscowe dzieci, a w kącie uczniowie-uchodźcy. W Polsce nie znajdziemy chyba w żadnej szkole ucznia pochodzenia romskiego. Nie jest tak tylko dlatego, że nie są oni przez nas akceptowani. Często to Romowie nie chcą posyłać swoich dzieci do szkól z nami. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem. Oburzają nas takie zachowania, ale nic w tym temacie się nie zmienia.

Ostatnio zaskakuje mnie awantura wokół tematów światopoglądowych w szkołach. Jesteśmy młodymi, ale przecież inteligentnymi ludźmi. Interesujemy się tym, co dzieje się wokół nas, słuchamy autorytetów (różnych, bo przecież różni jesteśmy) i wyciągamy własne wnioski. Jakie wnioski mogliśmy wyciągnąć z zamieszania wokół „Tęczowego piątku”, jaki zafundowali nam doświadczeni w „tych” kwestiach dorośli? Takie, że są tylko ludzie o jednej, „słusznej” orientacji, mają jedne, „słuszne” poglądy i w jeden, jedyny i „słuszny” sposób postrzegają świat. Jedni dorośli pokłócili się z innymi dorosłymi o to, że nam – młodej, szarej i chyba głupiej masie może ktoś w jeden piątek w roku wyprać mózg! A czy dzieci nie wychowuje się codziennie, bez względu na dzień tygodnia, od urodzenia? Podstawy wychowania młodego pokolenia muszą być tak mocne, żeby dać siłę na całe życie i żeby nie obawiać się, że wszystko czym jesteśmy, runie w trakcie jednego spotkania. Bo szacunku do drugiego człowieka i tolerancji uczymy się całe życie.

Ten tekst nie jest tylko krytyką nas, ludzi. Napisałam go trochę przewrotnie. Bo mimo wszystko myślę, że warto być po prostu porządnym, przyzwoitym człowiekiem. Możecie się ze mną nie zgadzać, ale właśnie to jedna z idei olimpijskich daje mi możliwość wolnej wypowiedzi. Możemy dyskutować na poglądy, ale nie kłócić się i wzajemnie obrażać.

Zuzanna Dziedzic (3d gim.)

2018/2019 NR 3 - Felieton: Kilka słów o upadkach niefizycznych

Olimpizm to zbiór zasad, którymi można kierować się w codziennym życiu. Rywalizacja, zasada fair play, dążenie do szczytu swoich możliwości. To się sprawdza, jeśli nasze życie da się zamknąć w zbiór spisanych dawno temu na papierze zasad, wywodzących się pewnie jeszcze od starożytnych Greków. Życie nie jest jednak takie proste i nie da się go sprowadzić do kartki papieru lub definicji w Wikipedii.

Kiedy na prostej drodze potykamy się, czasem udaje nam się utrzymać równowagę i nie upaść. Są jednak takie dni, kiedy równowaga zawodzi. Przewracamy się, upadamy, zdzierając boleśnie kolana, drąc ulubione spodnie, parząc, jak na naszych oczach pojawiają się siniaki. Jeśli w tym momencie uśmiechacie się, myśląc: „O czym ona mówi?”, to udowodnię Wam, że to niestety dotyczy nas wszystkich.

Jest bowiem coś takiego jak upadek niefizyczny. Najczęściej określamy to zjawisko jakże mało lubianym słowem „porażka”. A kto z nas jej nie doświadczył? Nie każdy sprawdzian udaje się tak, jak tego byśmy chcieli, nie każdy felieton jest udany, nie zawsze w danej chwili pamiętamy, ile jest dwa razy dwa i wydaje się nam, że pięć. W takiej chwili myślimy, że znowu się nie udało, znowu jestem do niczego, znowu, znowu i znowu… Wszyscy przerabiamy to codziennie.
W tym momencie, w którym czujecie w ustach ten gorzki smak porażki, zatrzymajcie się na chwilę i rozejrzyjcie dookoła.

Spójrzcie na nauczycieli, swoich rodziców, obcego człowieka w autobusie i zastanówcie się na chwilę. Przecież oni też to przeszli. Każdemu z nich kiedyś nie poszedł jakiś sprawdzian, a matmy z trójki nie udało poprawić się na cztery. Dziś są dorosłymi ludźmi, którzy śmieją się z takich porażek, o ile jeszcze o nich pamiętają.

Życie nie kończy się tu i teraz. Wszystko co piękne jest przed nami, więc nawet jeśli w tym semestrze się nie udało, uda się w następnym. Trzeba tylko wstać, nakleić plaster na rany, naszyć łaty na spodnie lub kupić nowe i iść dalej przed siebie. Tego serdecznie Wam życzę jako skromne podsumowanie pierwszego półrocza.

Zuzanna Dziedzic (3d gim.)

2018/2019 NR 4 - Felieton: Olimpizm kontra zazdrość

Nikomu z nas nie jest obcy ten smak, kiedy koleżanka ma nowy, fajny ciuch a kolega ładniejszą dziewczynę. W sporcie też tak jest. Boli nas, kiedy nasz wynik w rywalizacji jest gorszy. Nie ma w tym nic złego. Zazdrość to normalne uczucie dla każdego człowieka. Jest motywatorem do podjęcia większego wysiłku, starań w dążeniu do doskonałości. Już w trakcie starożytnych igrzysk tak było. Najlepsi sportowcy ówczesnego świata zmagali się ze swoimi słabościami i potęgą swoich przeciwników. Myślę, że byli uczciwi i nie wprowadzali do swojej walki elementów podstępu. Bo to wtedy właśnie zaczyna się problem. Kiedy zazdrość bierze górę nad rozsądkiem. Kiedy sięgamy po rozwiązania pozwalające nam wygrać, jednocześnie poniżając przeciwnika.

Wyobraźcie sobie olimpiadę jak z filmu „Asterix i Obeliks na Olimpiadzie”. Można by się nieźle pośmiać z zachowania Brutusa, który skorzystał z prymitywnego dopingu. Wszystko, byle tylko wygrać. Nawet jego konie były na „magicznym wywarze”. Współcześnie taka forma wspomagania jest mało realna, ale przecież pojawiły się inne, bardziej subtelne. Bo jak inaczej, jak nie dopingiem, nazwać wziewne leki na astmę, które sportowcy biorą na potęgę? Czy naprawdę naiwnie mamy wierzyć w to, że cała drużyna w jakiejś dyscyplinie to astmatycy? (nie ujmując niczego chorym na tę chorobę).

Tak jest i w naszej rzeczywistości. Dochodząc do granicy swoich możliwości, widząc, że inni są jednak od nas lepsi, pchamy się w rozwiązania ułatwiające (tylko pozornie) nam życie. Zaczynamy na sprawdzianie lajtowo od ściągi, można też zajrzeć przypadkiem do sąsiada, potem gdzieś pod ławką w ruch idzie telefon. Jak koleżanka ma fajnego chłopaka, to zawsze można ją obgadać i go odbić. Kiedy ma fajną bluzę czy buty, udać, że się tego nie widzi. Zazdrość bowiem to właśnie takie uczucie, które zaciera granicę przyzwoitości a budzi w nas zwierzaka, wrednego, złośliwego i bardzo gryzącego. Gryzie innych, tych których chcemy, żeby pogryzł, ale przede wszystkim nas samych. Gryzie tak bardzo naszą duszę, że na całe życie zostają blizny i niesmak, że nie udało się był uczciwym człowiekiem.

Nad zazdrością da się zapanować, nawet jeśli nasze osiągnięcia nie do końca dają nam satysfakcję. Są przecież nasze, są wynikiem ciężkiej pracy i powinny cieszyć nas i naszych rodziców. Bo jak mówi klasyk: „szklanka jest zawsze w połowie pełna”.

Zuzanna Dziedzic (3d gim.)

2018/2019 NR 5 - Felieton: Nowe cele

Wszyscy wiemy, że jako uczniowie nie mamy łatwego życia. Z każdym rokiem stajemy przed nowym etapem edukacyjnym, nową klasą, szkołą. Kiedy już wydaje się, że teraz „pójdzie z górki”, okazuje się, że wręcz odwrotnie, jest trudniej.

Często rodzice i nauczyciele podnoszą poprzeczkę swoich oczekiwań tak bardzo, że patrzymy na nich z litością i myślimy, śmiejąc się w duchu: „Naprawdę? I co jeszcze?”. Potem jednak, kiedy rozsądek wygrywa, okazuje się, że to my sami szukamy sobie kolejnych wyzwań. Lepiej napisany sprawdzian, poprawa oceny, następny konkurs, czerwony pasek, średnia powyżej pięć.

Jesteśmy jak sportowcy. Taki np.: lekkoatleta-biegacz trenuje całe życie, każdego dnia, pokonując swoje słabości. Któregoś dnia pobija rekord życia i jedzie na Olimpiadę. Staje z teoretycznie równymi sobie i kiedy słyszy strzał startowy, pędzi tak, jakby gonił go bardzo wściekły i bardzo szybki zwierz. Publiczność krzyczy z emocji, komentatorzy tracą głos, a nasz biegacz wpada na metę z nowym rekordem, tym razem olimpijskim. Adrenalina opada, po chwili szoku przychodzi nawa myśl: „za cztery lata będzie lepiej”.

Zastanawiam się, czy jest jakaś granica? Teraz właśnie jesteśmy na takim etapie. Zdaliśmy egzaminy. Ukończyliśmy jakiś bieg, ale jutro w kalendarzu mamy kolejny trening. Kolejny etap, nowa szkoła i kolejny rekord do pobicia.

Biegnijmy więc dalej przed siebie tak szybko, jak tyko się da. Życzę nam tego naprawdę szczerze. Życzę, żeby nie dogonił nas żaden wściekły zwierz. Bo tak naprawdę rywalizacja nie jest zła, zwłaszcza, kiedy pokonuje się własne słabości. Dzięki temu jesteśmy lepsi, silniejsi i mądrzejsi i nikt nam kiedyś w życiu nie wmówi, że białe jest czarne, a czarne jest białe. Życie ma wiele kolorów, ale my będziemy umieli je rozpoznać. Powodzenia!

Zuzanna Dziedzic (3d gim.)

  • 2018-2019-1
  • 2018-2019-2
  • 2018-2019-3
  • 2018-2019-4
  • 2018-2019-5
Copyright © 2013. Marcin Leśniewski  Rights Reserved.