^  góra strony

  • 1

SP 368 WARSZAWA

w e r s j a   i n t e r n e t o w a   g a z e t k i   s z k o l n e j

×

Uwaga

There is no category chosen or category doesn't contain any items

2018/2019 NR 3 - Wiersz: "Nauka"

Nauka

Historia, biologia, chemia, matematyka,
Ja ze zmęczenia oczy zamykam,
Jeszcze fizyka, potem lektura,
Już sama nawet nie liczę która.
Kartkówka, sprawdzian, próbny egzamin,
Jak to ogarnąć, znacie to sami.
Chociaż się staram różnie wychodzi,
Wszystkim wokoło się nie dogodzi.
Nie chce mi się uczyć tyle,
wolę w galerii czas spędzić mile.
Jednak trzymam kciuki, żebyśmy egzamin
świetnie napisali i ze wszystkim się uporali!

71

Joanna Pietrzak (8d)

2018/2019 NR 4 - Opowiadanie: "Myself" Chapter 4: "Unmatched piece"

Po raz pierwszy całkowicie nie kryłam się, wchodząc do domu Grega i Marylin, używając dorobionego kilka lat wcześniej klucza. W salonie rozejrzałam się po tak znajomym mi wnętrzu i zdałam sobie sprawę, że wraz ze śmiercią Marylin również i tutaj czegoś ubyło. Powoli weszłam po schodach, nasłuchując jakichkolwiek znaków obecności Grega. Zobaczyłam uchylone drzwi do jego gabinetu i schowana za cieniem szafki na książki, zajrzałam do środka. Siedział przy biurku, ubrany w kapcie, spodnie od piżamy i elegancką koszulę. Włosy miał idealnie ułożone, rozmawiał z podobnie eleganckim mężczyzną przez kamerkę w laptopie. Dla zabicia czasu udałam się do sąsiadującej z gabinetem sypialni. Przeciągnęłam ręką po wiszących na wieszakach ubraniach Mar, wciągając jej zapach. Posmarowałam ręce jej ulubionym cynamonowym kremem do rąk, który wciąż leżał na szafce nocnej po jej stronie łóżka. W końcu udałam się do ich wspólnej łazienki, do której można było wejść przez drzwi po lewej stronie pokoju. Spojrzałam na duże okno wychodzące na ogród i ogarnęły mnie wspomnienia, kiedy schowana za krzakami dzikiej róży obserwowałam Marylin w długie letnie wieczory. Otworzyłam szafkę, w której kobieta trzymała swoje kosmetyki i perfumy. Przejechałam ręką po jej zawartości. Wtedy jakiś przeklęty ptak zagwizdał za oknem i przestraszona, zabierając rękę, strąciłam jedną z droższych buteleczek perfum. Spadła na kafelki, rozpryskując się po całym pomieszczeniu i roznosząc wręcz duszący i zdecydowanie zbyt intensywny zapach. Wiedziałam, że już tylko sekundy dzielą mnie od tego, kiedy wpadnie tu Greg, byłam więc zmuszona improwizować. Jedynym dogodnym przedmiotem była tutaj metalowa ładowarka do szczoteczki elektrycznej. Uzbrojona w nią schowałam się za drzwiami łazienki, słysząc już Grega przekraczającego próg sypialni.

************************

Po upływie kilku dobrych godzin od przywiezienia Grega do towarzystwa Emily, mężczyzna wciąż nie wyglądał, jakby w najbliższym czasie zamierzał się ocknąć. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie uderzyłam go wtedy za mocno i czy on w ogóle zamierza się kiedykolwiek obudzić. Zachowanie Emily zdawało się potwierdzać moje obawy. Po zmierzeniu mu pulsu, nie próbowała mu w żaden sposób pomóc, tylko siedziała wciśnięta w kąt swojego tymczasowego szklanego więzienia, jak najdalej od leżącego na ziemi Grega i kołysała się zwinięta w kłębek w przód i w tył, patrząc w przestrzeń nieobecnym wzrokiem. Westchnęłam i ruszyłam powoli w jej stronę, na co od razu zerwała się na równe nogi i przemieściła na środek "klatki", wciąż starając się utrzymać jak największą odległość od Grega.

-Zabij mnie już, proszę. Mimo że tyle razy ci mówiłam, że nie mam nic wspólnego ze śmiercią Marylin, wiem od początku, co planujesz. Po prostu zrób to, co musisz, byle szybko. Nie męcz mnie już proszę... - przy ostatnim zdaniu załamał się jej głos i resztę wypowiedziała już niemal szeptem.

-Karen, Karen... Gdybym chciała cię zabić, zrobiłabym to już dawno temu. Mimo tego, co zapewne o mnie myślisz, nie jestem złym człowiekiem. Ja jedynie szukam sprawiedliwości dla biednej zamordowanej Mar. Dopóki uczciwie się nie przyznasz albo nie znajdę na ciebie dostatecznych dowodów, mogę cię zapewnić, że nic ci się nie stanie. A jeśli naprawdę okaże się, że to nie ty, mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz - uśmiechnęłam się do niej, licząc, że to choć trochę poprawi jej humor, bo nagle, nie wiem czemu, zaczęłam wierzyć w jej wersję zdarzeń i to, że to nie ona stoi za śmiercią Marylin.

-Powiedz mi, Karen... Emily - poprawiłam się, widząc, jak krzywi się, słysząc to imię - zakładając, że naprawdę to nie ty zabiłaś swoją siostrę... Zrobił to Greg, prawda? Musiał ci coś o tym mówić.

Dziewczyna nadal tylko się we mnie wpatrywała, twarzą całkiem wypraną z emocji. Westchnęłam więc i odezwałam się raz jeszcze:

-Posłuchaj, jeżeli mamy się dogadać, musisz ze mną rozmawiać. Nie musisz się już obawiać Grega, możesz powiedzieć prawdę. Jak sama widzisz, - spojrzałam w jego kierunku - problem w pewnym stopniu sam się rozwiązał.

-Sam się rozwiązał?! Sam się rozwiązał?! Ty go zabiłaś! Jesteś nienormalna! Chora psychicznie! Szalona! Morderczyni! To ci nie ujdzie na sucho! Przysięgam, że jeśli tylko kiedykolwiek uda mi się stąd wydostać... - zostawiłam ją samą, wrzeszczącą i uderzającą w szklane ściany. Opuściłam piwnicę, nie dając jej dokończyć jej marnego przedstawienia. Kiedy tylko zamknęłam dźwiękoszczelne drzwi, jej głos się urwał i nastała przyjemna cisza. Teraz nie pozostawało mi nic, jak tylko pojechać jeszcze raz do domu Grega, skoro Emily wciąż nie dojrzała do tego, aby ze mną współpracować.

************************

Siedziałam właśnie w salonie mojego domu, na podłodze rozłożyłam wszystkie znalezione potencjalnie podejrzane rzeczy Grega, kiedy usłyszałam walenie do drzwi. Początkowo nie ruszyłam się z miejsca, bo byłam już w połowie złamania pin-u do komputera Grega. Jednak pukanie nie ustawało, a ktokolwiek stał za drzwiami, chyba zaczynał się niecierpliwić.

Westchnęłam zirytowana, szybko zakryłam wszystko kocem, przeczesałam włosy palcami i poszłam otworzyć. Na zewnątrz stała cała grupa uzbrojonych mężczyzn w mundurach i kamizelkach odblaskowych.
-Josephine Scott? - zapytał jeden z policjantów, pokazując mi swoją odznakę, niczym w scenie z tych wszystkich filmów detektywistycznych.
-Tak, o co chodzi? - odpowiedziałam powoli, mając coraz gorsze przeczucie.
-Mamy nakaz przeszukania domu, a pani pojedzie z nami na przesłuchanie na komisariacie w Seattle.
-Słucham? W jakiej sprawie? Ja przecież nic nie zrobiłam - grałam na zwłokę, myśląc o wszystkich rzeczach osobistych Grega w salonie i wszystkich innych rzeczach łączących mnie bezpośrednio z Emily i przede wszystkim Marylin - rzeczy, które na pewno mogą udowodnić naszą wieloletnią jednostronną "relację".

Pamiętam jeszcze jak przez mgłę, kiedy próbowałam zaryglować drzwi, a potem ich trzask, kiedy policjant wywarzył je jednym, mocnym kopnięciem. Chwilę potem czułam już zimno metalu na obu nadgarstkach i w pełni odzyskałam świadomość dopiero w radiowozie, kilkaset metrów po przejechaniu mostu łączącego Black River oraz Seattle. Widząc przesuwające się obok mnie światła budynków, przez moją głowę przewijało się tyle myśli, że nie byłam w stanie skupić się na chociażby jednej z nich. W dalszym ciągu ogarniało mnie jednak przeczucie, że coś tu jest nie tak, tak jakby jeden, niepasujący kawałek układanki. I właśnie wtedy, kiedy moją twarz oświetliły niebiesko-żółte światła sklepu Marcell, uświadomiłam sobie, co to było. Próbowałam, jak mogłam, schować się przed prawdą i poczułam, jak brakuje mi tchu. To nie może być prawda. Ostatnią rzeczą jaką pamiętałam, przed tym jak zrobiło mi się ciemno przed oczami, była brudna podłoga wozu policyjnego i podtrzymująca mnie ręka jednego z funkcjonariuszy.

Sara Różycka (3d gim.)

2018/2019 NR 4 - Wiersz: "Przerażająca wiosna"

Przerażająca wiosna

Wreszcie zima już przemija, słońce i ciepły powiew wiatru pąki kwiatów rozwija.
Wszystko by tak piękne i urocze było, gdyby nie to, że w tym roku coś się zmieniło.
Ten magiczny, ciepły czas przerażający się stanie, gdy każdy uczeń przez naukę przygnieciony zostanie.
Gimnazjaliści, ósmoklasiści czas okrutny będą przeżywać, gdy nowe repetytoria egzaminacyjne będą odkrywać.
Dużo nauki, Drodzy Uczniowie, przed nami, ale mam nadzieję, że poradzimy sobie z tym sami.
Ja polecam osobiście Wasz znienawidzony przedmiot jako pierwszy postawić na liście.
Internet, książki, repetytoria, zadania, to wszystko są rzeczy warte zainteresowania.
Pamiętajcie, by nie bać się błędów robić, z czasem próbne egzaminy będą Wam coraz lepiej wychodzić.
Mam nadzieję, że szkoły średnie macie już wybrane, a w dni otwarte będą przez Was odwiedzane.
Trzeba dojazd i atmosferę sprawdzić, z uczniami porozmawiać, by o nic się nie martwić.
Nie wiem, gdzie iść dalej, tyle rzeczy chciałam, tak jak pewnie wielu z Was jeszcze nie zdecydowałam.
Jaki obrać kierunek, jaka lepsza szkoła, tyle możliwości teraz dookoła…
Dziś każdemu życzę dobrego wyboru, byście nie musieli przeżywać horroru.
Żeby każdy odnalazł w sobie jakiś talent, żeby w nowej szkole czuł się doskonale.

Joanna Pietrzak (8d)

2018/2019 NR 5 - Opowiadanie: "Myself" Chapter 5: "Here we go again"

Jeden z policjantów podtrzymywał mnie, prowadząc przez komisariat, czułam na sobie wzrok innych ludzi oraz kajdanki wrzynające mi się w nadgarstki. Z całej siły zaciskałam oczy, nie patrząc nawet dokąd idę, starając się z całych sił wyprzeć z głowy to, co uświadomiłam sobie, jadąc radiowozem. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się przez drzwiami na końcu korytarza i jednym uchem słyszałam rozmowę dwóch funkcjonariuszy. Według tego, który mnie prowadził, nie byłam gotowa na przesłuchanie z powodu, jak to on błyskotliwie określił, "stanu głębokiego szoku". Wymienili też parę uwag o przyjmowanych przeze mnie lekach, zwolnieniu warunkowym z oddziału psychiatrycznego oraz kilku innych sprawach wynikających z mojej kartoteki. Potem zostałam poprowadzona dalej i po przejściu niezliczonej liczby korytarzy zamknięta w dosyć obszernej celi z jednym, jak to w tych wszystkich filmach bywa, zakratowanym oknem.

***************************

Szesnaście dni, osiem godzin i dwanaście minut później zostało osądzone, że jestem wreszcie według nich gotowa do przesłuchania, czy bardziej wysłuchaniu mojego werdyktu. Siedziałam w przyciemnionym pokoju z drewnianym biurkiem na środku i dwoma krzesłami po jego przeciwległych końcach. Chwilę potem do środka weszła pulchna policjantka w średnim wieku i zajęła miejsce na drugim krześle naprzeciwko mojego.
-Josephine Scott. Jestem Rebecca i przeprowadzę dzisiaj z tobą rozmowę na temat niejakiej Marylin Pinnock. Pamiętasz Marylin, prawda? - skrzywiłam się, słysząc, że zwraca się do mnie jak do dziecka i nie odezwałam się, wpatrując się w nią oczami całkowicie wypranymi z emocji. Kobieta widząc, że nie doczeka się odpowiedzi, westchnęła i zaczęła mówić dalej:
-Sprawa nie jest jeszcze w pełni zakończona i nie mogliśmy też póki co wiele zrobić bez rozmowy z tobą, ale nie będę ukrywać, że twoja sytuacja nie wygląda za ciekawie. Przejdę może od razu do konkretów. Podczas przeszukania twojego domu znaleźliśmy wiele niepokojących rzeczy. Po pierwsze, wygląda na to, że bardzo dobrze znałaś Marylin, nawet za dobrze, mamy niezbite dowody na to, że od co najmniej roku regularnie ją stalkowałaś, twój komputer posiada nielegalny program, pozwalający ci korzystać z ukrytych kamer i podsłuchu w domu Marylin i jej męża Grega. Miałaś też dostęp do jej wszystkich kont, w tym bankowych, maila, mediów społecznościowych. Posiadamy też kilka rzeczy bezpośrednio łączących cię z jej siostrą bliźniaczką - Emily. Po złamaniu bardzo skomplikowanego systemu na twoim sprzęcie zostało znalezione niepodważalne nagranie pani oraz zamordowanej Marylin. Oto wstępna rekonstrukcja zdarzeń, jak dotąd ustalona przez policję, w dowolnej chwili może mi pani przerwać i sprostować przebieg oraz prawdziwość wydarzeń. Noc z 22 na 23 września spędziła pani, ukrywając się w bluszczu naprzeciwko posesji państwa Pinnock. Mamy powody, aby przypuszczać, że nie był to pierwszy raz. Dzięki podsłuchowi dowiedziała się wtedy pani o tym, że Marylin i Greg spodziewają się dziecka - "Marylin nie zrobiłaby tego. ZWŁASZCZA TERAZ." Przypominam sobie tę myśl, którą uznałam za nic nieznaczącą, kiedy byłam pod mostkiem krótko po tym, jak zabrali stamtąd ciało Marylin. - Kiedy domownicy spali, weszła pani do budynku, odłamała kawałek lustra z łazienki na piętrze i wróciła do poprzedniej kryjówki. Nad ranem, kiedy Marylin Pinnock około godziny 6.40 wyszła na poranny jogging, dogoniła ją Pani pod mostkiem Black River, udusiła, co było właściwą przyczyną śmierci, według niedawnych wyników autopsji, a następnie przecięła nadgarstki wcześniej wspomnianym kawałkiem lustra, by finalnie zostawić ją wykrwawiającą się na poboczu drogi. Narzędzie zbrodni również zostało znalezione w obrębie pani posesji. Czy zgadza się Pani z częścią przedstawionych wydarzeń? Co chce pani dodać od siebie? Czy posiada też pani jakieś informacje o miejscu pobytu Grega Pinnock, zaginionego od ponad dwóch tygodni męża Marylin?
Czułam ból i pulsowanie w skroniach, nie chciałam o tym jeszcze wtedy myśleć. Moją głowę zajmowało w tamtym momencie coś innego, przerażającego, o czym, nie wiedzieć czemu, przypomniałam sobie to dopiero wtedy i w końcu wydusiłam z siebie szeptem:
-Emily...
-Słucham? Proszę głośniej.
-Emily Pinnock - powtórzyłam łamiącym się głosem i opowiedziałam policjantce prawdę o dziewczynie zamkniętej wraz z ciałem Grega w szklanym bunkrze w piwnicy domku w lesie.
-Szesnaście dni? - kobieta patrzyła na mnie przez chwilę zdumiona, a potem, kiedy uświadomiła sobie to co ja, na jej twarzy odmalował się szok i z wyraźnym trudem zadawała kolejne pytania. - Czy ktokolwiek oprócz pani miał dostęp do tej piwnicy? Czy ktokolwiek mieszka w pobliżu? Czy była jakaś szansa, aby pani Pinnock się stamtąd wydostała? Czy przez te szesnaście dni miała jakikolwiek dostęp do jedzenia albo wody?
Nie byłam w stanie powiedzieć nic więcej, dlatego tylko powoli pokręciłam głową. Kilka sekund potem kobieta zakryła usta dłonią i wybiegła z pomieszczenia, zostawiając mnie sam na sam ze swoimi myślami. Wtedy wszystko w mojej głowie zaczęło się układać w całość, zaskoczyło nagle, kiedy znalazłam też jeden niepasujący do reszty kawałek układanki. Kiedy do środka wszedł inny policjant wstałam i powiedziałam z uśmiechem, zanim on zdążył się chociażby odezwać.
-Tak. To ja to zrobiłam. To ja zabiłam Mar.

10 lat później

-Proszę o powstanie i wysłuchanie werdyktu w sprawie zwolnienia warunkowego Josephine Scott za dobre sprawowanie ze szpitala psychiatrycznego numer DCXXII w Malcourne. Prośba oskarżonej o zabójstwo Marylin Pinnock oraz nieumyślne spowodowanie śmierci dwóch osób z jej rodzin ze względu na nieprzyjmowanie przypisanych leków została rozpatrzona pozytywnie. Kobieta musi jednak przez pierwsze dwa lata zwolnienia być pod stałą kontrolą osób pracujących w zakładzie, w którym do tej pory przebywała. Dziękuję Państwu, dzisiejszą rozprawę uważam na zamkniętą.
Wpatrywałam się oczarowana w wydającą właśnie mój wyrok kobietę i nie mogłam ukryć dla niej uznania. Czułam do niej ten sam nieuzasadniony rodzaj podziwu, jak w przypadku Marylin. Ciekawe jak ma na drugie imię, co robi poza pracą w sądzie, czy i jak dużą ma rodzinę, skąd pochodzi, na jakie dodatkowe aktywności uczęszcza, jak wielu ma przyjaciół? Znajome uczucie w środku mówiło mi, że skoro jestem teraz znowu prawie wolna, już za bardzo niedługo złożę jej wizytę, pomijając fakt, że ona nie będzie musiała o tym wiedzieć…

Sara Różycka (3d gim.)

2018/2019 NR 5 - Wiersze uczestników szkolnego rodzinnego konkursu poetyckiego

Wiersze uczestników szkolnego rodzinnego konkursu poetyckiego na wiersz propagujący idee olimpijskie bądź nawiązujący do koncepcji szkoły "Przez naukę i sport ku dorosłości".

                

Martyna Miszewska, klasa II b
I miejsce w kategorii: Uczniowie klas I-VI SP

(Pędzą jak wiatr, skaczą daleko…)

Pędzą jak wiatr, skaczą daleko,
Bramki strzelają i wielkie sukcesy osiągają
Mierzyć wysoko i spełniać marzenia
To Olimpijska piękna idea.

Zawsze fair i zawsze do przodu,
Nawet gdy po drodze zdarzy się porażka,
Żadnemu Olimpijczykowi to sprawa nie straszna.
Ociera łzę i walczy dalej
Bo by osiągnąć sukces pracować trzeba wytrwale.

Naszej Szkole, Polskich Olimpijczyków
Szczytne ideały przyświecają,
Niczym olimpijski znicz drogę oświecają
Każdemu uczniowi cel wyznaczają.
Być konsekwentnym i wytrwałym
Nie tylko dla sławy oraz chwały
Lecz dla własnej satysfakcji
Te zasady są ważne i w sporcie
I w naszej ścieżce edukacji!

Kinga Zbieska, klasa III c gimnazjum
I miejsce w kategorii: Uczniowie klas VII-VIII SP oraz klas III gim.

(Przed laty w Olimpii ogień zapłonął…)

Przed laty w Olimpii ogień zapłonął.
Iskra wielkiej idei.
Wszelkie konflikty sobą pochłonął.
Polis na czas krótki skleił.

Na starcie olimpijczycy stanęli
Do równej rywalizacji.
Za wygraną wiązkę oliwną mieli.
Pełni byli siły i gracji.

Choć w czasach antycznych to się odbyło,
Ogień nie został stłumiony.
Co rozpoczęte wtedy, wróciło
Po wiekach znów w tamte strony.

Iskra, jak pożar rozprzestrzeniona,
Objęła teraz świat cały.
Gra olimpijska została wznowiona,
Okryta słowami chwały.
Jak dawniej, tak dzisiaj sportowcy stają
Hasłem równości zjednoczeni.
Ćwiczą wytrwale, dyskiem miotają,
Wracają na zawsze zmienieni

By na podium wspiąć się, każdy z nich marzy.
W oczach ich błyszczy płomień.
Zwycięzców Igrzysk szacunkiem się darzy
I nie brak dziś o nich wspomnień.

Samotny człowiek, po tak długiej męce,
Kończy wreszcie swój wyścig.
Ku nieba błękicie wyciąga ręce.
Radość wypełnia mu myśli.

Pani Katarzyna Rewucka wraz z synem Jakubem z klasy VI a
I miejsce w kategorii: Rodzice

(Hej chłopaki, hej dziewczyny…)

Hej chłopaki, hej dziewczyny,
Chyba każdy z nas to wie,
Chcesz być zdrowy raz dwa ruszaj się!
Tak mówiła moja mama,
gdy uczyła mnie pływania.
Wciąż mówiła ruch to zdrowie więc pobiegaj truchtem sobie.
W lewo w prawo w przód i tył,
hop do góry raz dwa trzy.
Też zachęcaj do biegania
gimnastyki i skakania,
w zdrowym ciele zdrowy duch, a Ty jesteś przecież zuch.
Hartuj Ciało... Biegaj walcz,
Wzmacniaj mięśnie
raz ciach ciach.
Sport to świetna jest zabawa
ma dyscyplin co nie miara,
Każdy znajdzie tu rywala
Graj fair play jak każe zasada,
ta od wieków zapisana.
Królowa nauk Matematyka,
Bez wiedzy o niej człek się potyka.
I Język polski, nasz śpiew ojczysty,
Z czasem nauki - będzie świetlisty.

A w między czasie, Kubusiu kochany,
Żebyś mógł modnie być ubierany,
Uprawiaj sporty, różne różniste,
A zdrowie Twoje będzie złociste.

Wybór ogromny jest w dyscyplinach.
Bieg, pływanie, chodzenie po linach,
Hokej na lodzie, wspinaczka górska.
Energia niech w Tobie tryska.
Piłkę podrzucaj, kop, łap i strzał
Bramka zdobyta, na hali gwar!

To bardzo miłe uczucie będzie,
Kiedy mądrością Świat wielki zdobędziesz,
Swym duchem walki i osiągami
Przemierzysz życie własnymi drogami.

Copyright © 2013. Marcin Leśniewski  Rights Reserved.