^  góra strony

  • 1

SP 368 WARSZAWA

w e r s j a   i n t e r n e t o w a   g a z e t k i   s z k o l n e j

2018/2019 NR 1 - Opowiadanie: "Unusual usual"

Myself

Patrzyłam tępo na policjanta stojącego po przeciwnej stronie pokoju i doskonale wiedziałam, że nie obchodziło go to, co miałam mu do powiedzenia. Powiedziałabym raczej, że był poirytowany moją osobą. Widziałam w wyrazie jego twarzy, że jedyne o czym marzył, to to, żeby wreszcie się mnie pozbyć. Ale nie zamierzałam tak po prostu odejść. Nie tym razem.

-Niech mnie pan posłucha, mówię prawdę! Proszę, niech mi pan uwierzy... Wiem, że to nie brzmi wiarygodnie i nie mogę tego w żaden sposób wyjaśnić, ale ja to po prostu wiem. Ona... nie mogłaby! Nie byłaby w stanie czegoś takiego zrobić! Nie miała powodu. To w ogóle nie jest do niej podobne. Mówię panu: ona nigdy by tego nie zrobiła.

-Proszę pani - zrobił krok w moja stronę i spojrzał mi prosto w twarz. -To co pani w tym momencie mówi jest absurdalne! Nawet jej pani nie znała. Skąd pani się w ogóle wzięła?! Jeśli zna pani jakieś potwierdzone i realne fakty w sprawie, proszę złożyć doniesienie na miejscowym posterunku policji, a w przeciwnym razie proszę przestać mnie nękać. Już nie prowadzę nawet tej sprawy, która zresztą zakończyła się już kilka tygodni temu! Marylin Pinnock popełniła samobójstwo. To jest oficjalny wynik prowadzonego śledztwa i sprawa została oficjalnie zakończona. W tej sytuacji nie widzę innego rozwiązania jak życzyć pani dobrej nocy.

Przez kilka sekund stałam, patrząc na niego w milczeniu i marząc o tym, żeby uderzyć go prosto w środek tego kpiącego uśmieszku, przy okazji wybijając mu kilka zębów. Poczułam łzy zbierające się w kącikach moich oczu. Dlaczego nikt nie chciał mnie słuchać?! Jak oni mogli tak po prostu odpuścić?! To znaczy, wiedziałam, że nie mogę udowodnić swojej racji, ale... Ja po prostu to wiedziałam. Tak dobrze jak nic wcześniej w moim życiu. Nie wiedziałam jeszcze jak, ale musiałam to udowodnić. Skoro nie chcą mi pomóc, trudno. Zrobię to na własną rękę i będę z satysfakcją patrzeć na ich miny, kiedy już to zrobię. Nic z tego, co oni mówili, nie jest prawdą. Oni wszyscy byli tacy ślepi albo po prostu zbyt leniwi. Cóż, obstawiałabym bardziej tę drugą opcję. Ich to nie obchodziło, ona była dla nich tylko kolejną z miliona nieżywych kobiet w systemie, więc najwygodniejszą opcją było załatwienie kilku fałszywych testów i posłużenie się przecięciem na nadgarstku jako dowodu samobójstwa. Banda ciemnych kretynów.

-Dobranoc.

Chapter 1 Unusual usual

Odkąd pamiętam, zawsze kochałam obserwować innych ludzi. Potrafiłam spędzić cały dzień, po prostu siedząc przy oknie i patrząc. Ale nigdy tak naprawdę nic o nich nie wiedziałam. Czasami zastanawiałam się, kim jest dana osoba, jak jej na imię i o czym myśli, ale potem zawsze to zostawiałam i zaczynałam patrzeć na kogoś innego, w moim odczuciu ciekawszego. Ona była inna. Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, nie wiedziałam dlaczego, ale po prostu nie mogłam oderwać od niej oczu. Wyglądała w zasadzie całkiem zwyczajnie. To znaczy, nie była brzydka, wyglądała po prostu tak, jak te wszystkie inne zwyczajnie „ładne” kobiety. Na pewno nie była niczym hollywoodzka piękność, ale dla mnie była wyjątkowa. Chociaż, do tej pory nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego. Tego dnia, kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, szła przed siebie ulicą, dokładnie na przeciwko mojego okna. Miała na sobie brązowy płaszcz i czarne botki na obcasach, a średniej długości jasne włosy związała w wysoki kucyk. To było dwa lata temu i od tej pory już codziennie siedziałam w oknie, wypatrując jej. Po niecałym miesiącu znałam już na pamięć czas, kiedy wychodziła i wracała z pracy. Wiedziałam, kiedy ma dodatkowe zajęcia fitness, cotygodniowe spotkania w kawiarni z jej najlepszą przyjaciółką i kiedy szła na spacer ze swoim psem, mieszanką spaniela. Po pół roku znałam już praktycznie wszystkie szczegóły z jej życia, jedyne czego nie znałam to jej samej. A ona mnie. Nie wiem, dlaczego tak urzekło mnie jej życie. Może dlatego, że było tak szalenie zwyczajne, że aż fascynujące. Dwudziestopięcioletnia, młoda mężatka, zaczynająca pracę w dobrej firmie po skończeniu studiów magisterskich, właśnie wprowadzająca się do swojego pierwszego domu, dokładnie dwie przecznice od mojego, tuż obok płynącego kanałku, którego most oddzielał część mieszkalną od wielkiej polany, za którą znajdował się stosunkowo mały, ale i przytulny brzozowy las.

63

Tak więc, tego dnia, 23 września, od razu zauważyłam, kiedy nie przeszła tak jak zwykle obok mojego domu, w drodze na wielki parking naszego osiedla. Doskonale wiedziałam, że dzisiaj miała się odbyć jej rozmowa z szefem, który prawdopodobnie zaproponuje jej awans i pracę na wyższym stanowisku, tak więc początkowo zdziwiłam się, że ryzykuje spóźnieniem. Wiedziałam też, że nie jest chora - kiedy wczoraj wracała do domu, aż promieniała i wyglądała tak dobrze, jak chyba nigdy dotąd. Zresztą jeszcze koło 10 wieczorem, kiedy jak zwykle kręciłam się w mroku po polanie, zaglądając w okna ich domu, widziałam, jak przygotowuje mężowi kolację. Niecałe pół godziny później naprawdę zaczęłam się denerwować. Nawet patrzenie przez okno na innych mnie nie uspokajało, więc ubrałam się i postanowiłam przejść się w pobliżu jej domu i to sprawdzić.

Sara Różycka (3d gim.)

2018/2019 NR 1 - Wiersz: "Jesień"

Jesień

O tej porze roku świat wydaje się ponury,
Patrzysz w niebo, a tam zamiast słońca
Szarobure chmury.
Jesień jest smutna cała, gdy żegnać trzeba wakacje
Ale choć różna od lata też ma swoje atrakcje.
Jedni siedzą pod kocem z gorącą herbatą,
Wpychają w siebie słodycze wspominając lato.
Ja zamiast tego wolę ruszyć się osobiście
I popatrzeć czasami jak wirują liście.
Jak czas pędzący naprzód ich kolory zmienia
Witały zielenią słońca, żegnają brązem cienia,
Gdy zawieje wiatr chłodny nagle odfruwają
Gołe drzew gałęzie do wiosny zostawiają.
Czasem sama już nie wiem co powiedzieć na to
Że znowu jak co roku skończyło się lato.
Ale wciąż coś się kończy i coś się zaczyna
Po lecie przychodzi jesień, potem będzie zima.
Po niej wiosna nastąpi, by przywitać lato,
które jak zwykle skończy – nie ma rady na to.

61

Joanna Pietrzak (8d)

2018/2019 NR 2 - Opowiadanie: "Myself" Chapter 2: A piece of mirror

Niecałe pół godziny później naprawdę zaczęłam się denerwować, więc ubrałam się i postanowiłam przejść się w pobliże jej domu i to sprawdzić. Kiedy wyszłam, wiał silny wiatr, więc opatuliłam się mocniej płaszczem i ruszyłam wolnym krokiem w stronę domu Marylin, cały czas zastanawiając się, co mogło ją zatrzymać. Jakoś nic szczególnego nie przychodziło mi do głowy, oprócz tego, że mogła pójść przez las na pociąg, ale nie wiem, po co miałaby tak robić, szczególnie w taki chłodny dzień.

W chwili kiedy wyszłam zza rogu błękitnych segmentów zamarłam w połowie kolejnego kroku. Wokół jej domu stała karetka pogotowia i dwa samochody policyjne. Wstrzymałam oddech. Przecież to niemożliwe, żeby coś jej się stało. Prawda? Ale w chwili gdy zobaczyłam jej męża siedzącego w środku karetki z obłędem i rozpaczą wymalowaną na twarzy, już wiedziałam, że coś jest nie tak. Z paniką próbowałam zobaczyć cokolwiek w środku domu i rozejrzałam się dookoła. Wtedy zobaczyłam drugą i trzecią karetkę stojącą koło kanałku obok lasu, a konkretnie pod brukowanym mostkiem. Zmusiłam się, żeby pójść w tamtą stronę. Na mostku zebrało się już kilka gapiów, zobaczyłam płaczące dziecko i szlochającą staruszkę, mieszkającą w okolicy. I wtedy ją zobaczyłam. Marylin leżała ułożona na czarnym, termicznym materiale, oczy miała otwarte i pełne szoku, a z jej obu nadgarstków intensywnie sączyła się krew, tworząc wokół niej przerażającą mozaikę. Poczułam się jakby coś we mnie pękło, zakryłam usta, żeby nie zwymiotować. Czułam jak w mojej głowie włącza się ten przerażający stan, którego nie potrafię kontrolować. Miałam wrażenie, że zamykam się w środku, wypieram cały ból, nie dopuszczam do siebie tego, co się wydarzyło. Nie kontrolowałam już mojego ciała i nie zważając na wiatr, który chciał rozerwać poły mojego płaszcza, gnałam na oślep przed siebie w kierunku, z którego przyszłam, w granicy świadomości czułam jeszcze gorące łzy na moich policzkach.

Ocknęłam się na podłodze w moim salonie kilka godzin później. Ostatnią rzeczą w mojej głowie był obraz Marylin. Przez chwilę miałam nadzieję, że to tylko sen, ale szybko pozbyłam się tej myśli i po raz kolejny ogarnęło mnie poczucie, jakby moje życie straciło sens, jakby Marylin zabrała ze sobą znaczną część mnie. Usiadłam powoli, nadal nie do końca przytomna i zamrugałam kilkakrotnie. Nie pamiętałam nawet, jak się tutaj znalazłam, co robiłam przez ten czas i dlaczego leżałam na podłodze w salonie, ale nie szczególnie się tym wtedy przejmowałam. Czułam tylko wszechogarniającą potrzebę wrócenia tam, pod kamienny mostek.

Wstałam i nie fatygując się nawet, by spojrzeć w lustro, czy zamknąć drzwi, ruszyłam na drżących nogach dwie przecznice na prawo. Wokół wszystko było ciche i spokojne. Żadnej policji, lekarzy, gapiów, lamentujących ludzi. Przeszedł mnie dreszcz, sama nie wiem, czy z zimna, czy ze strachu. Obeszłam na około kanałek i zeszłam na dół do miejsca, gdzie ją widziałam. Na poboczu leżało jeszcze kilka pozostałości po foliach i zabezpieczeniach sprzętu medycznego, a na trawie odbiły się odciski wielu chaotycznych śladów stóp. Czując już całkowitą obojętność, patrzyłam na powoli zasychające ślady jasnej krwi na drodze i ścianie filaru. Z drugiej strony zabawne są te zmiany nastrojów, jakie odczuwam od czasu zmiany leków. Kilka godzin temu byłam praktycznie obłąkana, płacząc i krzycząc, kiedy zobaczyłam ciało Marylin owinięte płachtą z odległości kilkudziesięciu metrów, a teraz stojąc w miejscu, gdzie ona zakończyła swoje życie, krok od jeszcze świeżych śladów jej krwi - czuję, że to wszystko mało mnie obchodzi. Zaczynam się z siebie śmiać. Z każdą chwilą śmieję się coraz głośniej i nie mogę przestać. Kładę się na zimnym betonie i zamykam oczy. W pewnym momencie mój płacz przeradza się w szloch i przez dłuższą chwilę znowu nie mogę się opanować. Przewracam się na bok i widzę odłamek szkła prawie całkiem wbitego w ziemię w szparę między kafelkami chodnika. Podnoszę się dopiero wtedy, kiedy do głowy wpada mi pewien pomysł. Przeszukuję kieszenie płaszcza i znajduję tam mój telefon. W wyszukiwarkę internetową wpisuję hasło "zabójstwo kobiety, Melstreet". Klikam w jeden z pierwszych artykułów i aż zapowietrzam się z oburzenia, czytając początek: Młoda kobieta tego ranka popełniła samobójstwo, podcinając sobie żyły na bocznej drodze osiedla Melstreet w stanie Waszyngton. Kto mógł to napisać?! Czy oni są nienormalni?! Nawet by mi nie przyszło do głowy, że Marylin mogłaby zrobić coś takiego! Nawet nie ma takiej możliwości, znałam ją nawet lepiej niż samą siebie, ona nigdy w żaden sposób nie targnęłaby na swoje życie! Szczególnie teraz. Ta myśl niespodziewanie pojawia się w mojej głowie, ale nie mam pojęcia, co może oznaczać. Przez chwilę się nad tym zastanawiam, ale dochodzę do wniosku, że jeśli byłoby to coś ważnego, pamiętałabym o tym. Ze wściekłością zaciskam pięści, kiedy czytam dalszą część artykułu. Do śmierci doszło około godziny 7 rano, ciało kobiety znalazł jej mąż, który wyszedł jej szukać, po tym jak przez dłuższy czas nie wracała do domu z porannego joggingu. Narzędziem zbrodni był prawdopodobnie szklany, ostry element. Nie został on jednak znaleziony mimo przeszukania okolicy przez policję. Więcej szczegółów w sprawie wkrótce. Ktokolwiek posiadający informacje na ten temat, proszony jest o kontakt z policją. Mój wzrok od razu padł na dziurę w chodniku i błyszczący kawałek, który widziałam. Był mocno wbity, ale w końcu udało mi się go wyciągnąć. Obejrzałam go dokładnie ze wszystkich stron. Był to odłamany, średniej wielkości kawałek lustra. W niepopękanej części zobaczyłam swoje odbicie, potargane włosy i przerażający wyraz twarzy. Obróciłam odłamek i na drugiej stronie zobaczyłam wytarte przez ziemię, ale wciąż widoczne smugi jasnoczerwonej cieczy. Wstałam, chowając go do kieszeni i ruszyłam powoli w stronę mojego domu.


73Przez następne dwa tygodnie żyłam, pogrążając się w swojej rutynie i nie odczuwając żadnych emocji. Dopiero po szesnastu dniach odważyłam się wydłużyć o dwie godziny czas przyjmowania leków i sprzątając dom, znalazłam zapomniany kawałek lustra w kieszeni płaszcza. Zastanawiając się przez chwilę, ubrałam się i ruszyłam na pociąg w stronę Seattle.

**********

Wychodząc z posterunku policji, czułam ogarniającą mnie wściekłość. Zacisnęłam palce na odłamku w mojej kieszeni. Skoro nie chcą mi pomóc to nie, sama poradzę sobie doskonale. Udowodnię, że śmierć Marylin to nie było samobójstwo, ha! Nawet znajdę jej zabójcę i dostarczę im pod sam nos. I tak z narzędziem zbrodni (dosłownie) w kieszeni jestem krok przed nimi. Trzydzieści dziewięć godzin później byłam ledwo żywa i praktycznie zasypiałam na stojąco, ale patrzyłam z dumą na moją własnoręcznie wykonaną tablicę zbrodni i dwa zakreślone czerwonym markerem zdjęcia.

Sara Różycka (3d gim.)

2018/2019 NR 2 - Wiersz: "Świąteczna magia"

Świąteczna magia

Uciekają miesiące i rok za rokiem goni,
lecz zdarza się czas magiczny by zwolnić w tej pogoni.
Gdy ubieram choinkę w bombki kolorowe
to mam świąteczne marzenia, ciągle nowe i nowe.
I lubię to chyba od zawsze co roku o tej porze
Kiedy przychodzi Mikołaj i śnieg pada na dworze.
I choć już w niego nie wierzę wciąż ten czas pamiętam,
gdy śpiewaliśmy kolędy to były wspaniałe święta.
Byliśmy wszyscy razem i było super miło
jakby nic piękniejszego się nigdy nie zdarzyło.
Potem były prezenty jak baśń nie z tego świata,
nie miałam wtedy pojęcia, że to przebrany tata.
Czerwony strój, siwa broda – dla mnie Mikołaj Święty
I tak to wciąż wspominam – choinka i prezenty....

71

Joanna Pietrzak (8d)

2018/2019 NR 3 - Opowiadanie: "Myself Chapter 3: The one and only"

Jako pierwsze zakreśliłam zdjęcie Emily. Było to dla mnie wręcz oczywiste, nawet zanim zaczęłam się nad tym na dobre zastanawiać. Siostra bliźniaczka Marylin miała zdecydowanie największy motyw, aby ją skrzywdzić. Według oficjalnej wersji była wtedy na spotkaniu biznesowym na Karaibach.

Emily od lat nienawidziła siostry i była o nią tak zazdrosna. Podczas gdy ona była idealnym przykładem zdesperowanej osoby, której nic w życiu nie wyszło, Marylin znalazła miłość swojego życia i osiągała sukcesy zawodowe. Jakiś miesiąc temu, kiedy z braku zajęcia zalogowałam się na konto mailowe Marylin, widziałam jak siostra znowu próbowała wziąć ją na litość i wyłudzić od niej pieniądze. Dzień później, dzięki podsłuchowi w telefonie dziewczyny, słyszałam jak się kłóciły. Po części rozumiałam Emily, ale historia, kiedy siostra, podszywając się pod nią, dostała się na staż w znanej firmie, w której zresztą dostała potem pracę na wysokim stanowisku i poznała Grega - zastępcę kierownika, a potem swojego męża, wydarzyła się już ponad pięć lat temu. Jednak Emily wciąż nie mogła jej tego wybaczyć, wiedziałam, że uważa, że wszystko co ma jej siostra, tak naprawdę należało się jej. I może po części była to prawda. Nie zrozumcie mnie źle, Marylin była dla mnie idealna, nawet ta intryga mi imponowała, ale wiedziałam, że nie jest bez winy we wszystkich kwestiach. Jednak według mnie

Emily nie miała po prostu tego czegoś, co miała jej bliźniaczka, tego, czego nie potrafiłam ubrać w słowa, a co tak bardzo mnie do niej ciągnęło, od dnia, kiedy zobaczyłam ją wracającą do domu ponad dwa lata temu.
-Emily Pinnock?
-Przy telefonie.
-Samantha Ryder, pracuję dla magazynu Amazed, na pewno Pani o nim słyszała - uśmiechnęłam się pod nosem, słuchając jak jąka się i chwali nieistniejące czasopismo, zapewniając, że jest jego wielką fanką.- Widziałam Pani portfolio na stronie MaxModels i uważam, że ma Pani ogromny potencjał. Czy byłaby Pani zainteresowana współpracą? Świetnie. Wyślę mailem adres, spotkajmy się jutro o 10, aby omówić szczegóły.

********************

73-Witam, Emily Pinnock - kolejny raz miałam ochotę się roześmiać, widząc jak bardzo była zdenerwowana i jak profesjonalnie starała się wyglądać i zachowywać - Ehm... To trochę hm... specyficzne miejsce na tego typu spotkania, droga jest nieprzejezdna, szłam tutaj przez gąszcz dziesięć minut, myślałam już, że pomyliłam adres.
-Proszę za mną, wypiszę pierwszy czek oraz omówimy detale i Pani dyspozycyjność, aby umówić się na konkretne terminy - wiedziałam, że wzmianka o pieniądzach skutecznie ją uciszy i nie pomyliłam się. - Proszę przodem.

Kiedy tylko doszła do rogu pomieszczenia, chwyciłam przygotowaną wcześniej na półce lampkę i płynnym ruchem uderzyłam nią prosto w skroń Emily.

Dziewczyna na szczęście ocknęła się w miarę szybko, bo po godzinie czekania powoli zaczynało mi się już nudzić.

Obserwowałam jak przeciera obolałe miejsce na głowie i próbuje się zorientować, gdzie jest, a potem z paniką uderza o szklane ściany, usiłując się wydostać, dopiero potem wreszcie mnie zauważyła.
-To ty! Ty mnie uderzyłaś! W tym momencie mnie wypuść, co to w ogóle za miejsce?! Nie ma żadnego magazynu, prawda? Jak mogłam być taka głupia, to od początku wydawało mi się podejrzane! Zgnijesz w więzieniu oszustko! Mój ojciec jest znanym prawnikiem!

Uśmiechnęłam się, słysząc jak nieudolnie próbuje mnie pokonać moją własną grą. Dobrze wiedziałam, że jej ojciec nie żył od dobrych kilku lat i na pewno nie był prawnikiem, co najwyżej takowego potrzebował, ale szczęście mu nie dopisało i ostanie miesiące swojego życia spędził w więzieniu.
-POMOCY! POMOCY! TO JAKAŚ WARIATKA! - Emily zaczęła walić w szklane ściany. Westchnęłam i popatrzyłam na nią z politowaniem:
-Kuloodporne. Dźwiękoszczelne.

Spojrzała na mnie z przerażeniem, ale zaraz jej wyraz twarzy się zmienił i widziałam, że postanowiła obrać inną taktykę:
-Posłuchaj, nie wiem za kogo mnie masz albo co myślisz, że zrobiłam, ale musiała zajść jakaś pomyłka. Wypuść mnie teraz, to nikomu nic nie powiem i zapomnimy o tym... drobnym nieporozumieniu - Czy ja naprawdę wyglądałam na aż tak głupią?
-Wydaje mi się, że jednak rozmawiam z właściwą osobą, Karen - uśmiechnęłam się kpiąco, używając jej prawdziwego imienia - Porozmawiajmy przez chwilę o twojej siostrze bliźniaczce. Dotarły już to ciebie smutne wieści, nieprawdaż?

Emily spojrzała tylko na mnie z paniką w oczach i zauważyłam, jak stara się niepostrzeżenie rozejrzeć, szukając potencjalnej drogi ucieczki.
-Oh, przestań ze mną pogrywać, wiem, że ją zabiłaś.
-Marylin popełniła samobójstwo! Może nigdy nie miałyśmy najlepszych stosunków, ale błagam, dlaczego miałabym zabić własną siostrę?!
-Pomyślmy... żeby zemścić się za to, że zabrała ci życie, o którym zawsze marzyłaś, posadę w międzynarodowej firmie, którą dostała, składając certyfikaty z twoim zdjęciem, aby dopełnić to, co już próbowałaś zrobić półtora roku temu, czy może wreszcie, żeby całkiem legalnie zdobyć jej mężczyznę, którego kochasz? - Żałowałam, że nie mam przy sobie aparatu, żeby zrobić zdjęcie jej minie. - Oh błagam, może Greg nie grzeszy spostrzegawczością, ale ja rozpoznałam cię już za pierwszym razem i to z drugiego końca ulicy. Swoją drogą, ta operacja nosa to nie był najlepszy pomysł, a Marylin i tak był prostszy.

Patrzyła na mnie wciśnięta w róg swojego tymczasowego więzienia, starając się być w miarę możliwości jak najdalej ode mnie:
-Posłuchaj, nie wiem kim jesteś i skąd to wszystko wiesz, ale to nieprawda. To wydarzenie ponad rok temu to był wypadek, a Greg... zrozum ona miała wszystko, w tym mężczyznę, którego kocham od ponad pięciu lat. Zasłużyłam na to, żeby dostać choć mały skrawek tego, co powinno być moje, a on... on też mnie kochał, oboje wiedzieliśmy, że to było złe, ale czy ona kiedykolwiek zachowała się fair, w stosunku do mnie?

Oboje? Hmm... Zawsze myślałam, że Greg nie zauważał tego, kiedy Emily podszywała się pod Mar, ale teraz widziałam, jak bardzo to było naiwne. Oczywiście, że wiedział. Prawdopodobnie od samego początku. To całkowicie zmieniało postać rzeczy, a układanka w mojej głowie powoli składała się w jedną całość.
-Stój! Wracaj! Gdzie idziesz?! Proszę, tylko mnie tu nie zostawiaj! Nie możesz mnie tu więzić w tej szklanej klatce!

Oczywiście, że mogę, Karen.

Sara Różycka (3d gim.)

  • 2018-2019-1
  • 2018-2019-2
  • 2018-2019-3
  • 2018-2019-4
  • 2018-2019-5
Copyright © 2013. Marcin Leśniewski  Rights Reserved.