Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

2017/2018 NR 5 - Problemy Legii

Legia to zespół, dla którego inne miejsce na podium niż pierwsze jest porażką i blamażem. Warszawiakom w ostatnich 5. latach udało się zdobyć mistrzostwo Polski aż 4. razy, w 2015 roku miano najlepszego klubu w Polsce zdobył Lech Poznań. Jednak, co jest problemem Legii, jeżeli gra nie wygląda tak, jakby chcieli kibice, a wyniki na arenie międzynarodowej nie są satysfakcjonujące? Uważam, że kłopotem „Wojskowych” są trenerzy zmieniani jak skarpetki. Jeżeli porównamy pracę aktualnego trenera Legii Deana Klafuricia i byłego szkoleniowca Romeo Jozaka, zauważymy, że gra mistrza Polski pod wodzą Deana diametralnie się zmieniła. Legia gra pewniej, lepiej i osiąga oczekiwane wyniki.

41    42

Romeo Jozak został trenerem Legii 13. września 2017 roku, więc szkoleniowcem „Wojskowych” był przez niecałe 7. miesięcy. Była to jego pierwsza praca poważnego trenera, dotychczas był jedynie asystentem. Został zatrudniony w bardzo trudnym momencie dla klubu z Warszawy, przejął pracę po Jacku Magierze, który zdaniem kibiców, był za wcześnie zwolniony. W szatni panowała zła atmosfera: czterej piłkarze zostali oskarżeni o knucie przeciw Magierze, a prezes Dariusz Mioduski mówił o istnieniu w Legii „osób, które źle jej życzą i działają na jej szkodę”. Wraz z Jozakiem do Warszawy przyjechali trzej inni Chorwaci, wśród nich był przeze mnie wspomniany Dean Klafurić (wtedy asystent trenera). Jozak zaczął od zwycięstwa nad Cracovią, a następnie przegrał z dwoma największymi rywalami Legii, czyli Jagielloniom (1:0) i z Lechem Poznań (3:0). Chorwat publicznie krytykował piłkarzy i uważał, że został zdradzony przez zawodników. Mimo obaw niektórych obserwatorów, Legia pod wodzą Jozaka wygrała sześć kolejnych meczów z rzędu, chociaż – jak podkreślano w komentarzach – nadal „nie porywała swoją grą”, a „atmosfera wciąż nie była idealna”. Trener starał się ocieplić swój wizerunek, m.in. w szatni przeprosił piłkarzy za wypowiedź z konferencji. W zimę przeprowadził wiele transferów, które w większości wywodziły się z jego znajomości z agentami. Na ten moment nie można powiedzieć, że były to transfery udane. Końcówkę pracy Romeo w Legii można uznać za nieśmieszny żart. Zawiesił największą gwiazdę Legii, Michała Kucharczyka, pod pretekstem wynoszenia informacji do mediów. Kibice solidaryzowali się z „Kuchym” i chcieli odejścia Chorwata. Fani mistrza Polski doczekali się zmiany szkoleniowca 14. kwietnia po przegranym meczu z Zagłębiem Lubin na własnym stadionie. Następnego dnia prezes Dariusz Mioduski ogłosił, iż nowym trenerem legionistów zostanie ówczesny asystent Romeo Jozaka, Dean Klafurić. Kibicom zmiana wydawała się dziwna i nietypowa, przecież będąc prawą ręką Chorwackiego szkoleniowca, powinien podpowiadać i pomagać zespołowi w trudnych chwilach. Jednak, jak się okazało, Dean wprowadził nową taktykę i odświeżył szatnie mistrza Polski. Zaczął stawiać na zawodników, których były trener Legii wykluczył od razu (Michał Kucharczyk i Cristian Pasquato). Dotychczas Legia pod wodzą nowego trenera rozegrała trzy arcyważne mecze, wszystkie zostały wygrane.

Dariusz Mioduski wypowiadał się, że Dean jest jedynie tymczasowym trenerem „Wojskowych”. Jednak co jeżeli Klafurić zdobędzie mistrza Polski i puchar? Czy to oznacza, że jest idealnym szkoleniowcem dla legionistów i zostanie w Warszawie na dłużej? Miejmy nadzieję, że prezes Legii będzie miał taki problem, bo wtedy kibice będą mogli cieszyć się z wymarzonego dubletu.

Maciej Frydrych (3b)

2017/2018 NR 4 - Rekord Świata!

Co dwa lata Polscy lekkoatleci biorą udział w Halowych Mistrzostwach Świata i mierzą się z najlepszymi sportowcami na arenie międzynarodowej. W tym roku nie mogło być inaczej, w 27-osobowym składzie nasza narodowa kadra wyruszyła do Birmingham. Polscy kibice mieli nadzieję na medale Piotra Liska w skoku o tyczce oeaz Adama Kszczota, który jest wicemistrzem świta w biegu na 800m na otwartym stadionie. Naszą uwagę przykuwały też sztafety, które zawsze klasują się w pierwszej trójce albo tuż za nią.

41Pierwszego dnia emocji nie brakowało, ponieważ o medal w skoku wzwyż walczył Sylwester Bednarek, czyli aktualny mistrz Europy. Polak zakończył zmagania na piątym miejscu, strącając trzy razy tyczkę na wysokości 2.29m. Konkurencję wygrał Danił Łysienko, który występował pod flagą neutralną z powodu problemów dopingowych sportowców z Rosji.

Drugiego dnia oczy polskich kibiców były skierowanie w stronę Pauliny Guby, która o medal walczyła w pchnięciu kulą. Paulina jest wielokrotną mistrzynią Polski, jednak na arenie międzynarodowej Polka nie osiągała jeszcze sukcesów. 27-letnia zawodniczka zajęła piąte miejsce i musiała uznać wyższość Anity Márton, która pchnięciem w ostatnim rzucie na 19,62m uzyskała najlepszy wynik w tym sezonie.

W dniu trzecim dla Polski pojawiły się cztery szanse medalowe. Zaczęliśmy od pchnięcia kulą mężczyzn, w tej konkrecji wystąpiło dwóch naszych rodaków: Konrad Bukowiecki i Michał Haratyk. Pierwszy z nich jest mistrzem Europy, a drugi mistrzem z 2017 roku. Niestety po słabych rzutach Polacy znaleźli się dopiero na ósmym i dziesiątym miejscu. Wśród mężczyzn bezapelacyjnie najlepszy był Tomas Walsh, który swoim rzutem na 22,31m pobił rekord halowych mistrzostw świata. Na koniec dnia udało nam się zdobyć pierwszy medal i był to złoty krążek. Adam Kszczot został halowym mistrzem świata, a do tej pory był tylko wicemistrzem. Polak kontrolował przebieg biegu, a na ostatnim okrążeniu przyspieszył i zdecydowanie wyprzedził wszystkich rywali. Wygraną zadedykował swojemu synkowi Ignacemu. Tego samego dnia zdobycia medalu bliska była Justyna Święty, jednak w biegu na 400m zajęła czwarte miejsce.

42W ostatnim dniu szans medalowych było niesamowicie wiele. O godzinie 16 rozpoczął się turniej skoku o tyczce, gdzie startowało dwóch Polaków - Paweł Wojciechowski, nasz mistrz świata z Daegu, zajął dwunaste miejsce. Bardziej doświadczony Piotr Lisek zdobył dla Polski brązowy medal, przegrywając z Samem Kendricksem i Renaudrm Lavillenie. W międzyczasie konkursu tyczkarskiego rozegrał się bieg mężczyzn na 1500m. Marcin Lewandowski został wicemistrzem świata, przegrywając tylko z etiopskim biegaczem Samuel Tefera. To był dla Polski trzeci medal. Wyrównaliśmy tym samym wyniki medalowe z lat 2014 i 2016. To nie był jednak koniec emocji, ponieważ na starcie miały jeszcze stanąć sztafety 4x400. Polski w składzie Justyna Święty-Ersetic, Patrycja Wyciszkiewicz, Aleksandra Gaworska i Małgorzata Hołub-Kowalik dobiegły na metę jako trzecie, jednak po dyskwalifikacji Jamajskich biegaczek Polki stanęły na drugim miejscu podium. Na koniec imprezy zostały już tylko sztafety męskie. Biało-czerwoni biegli w składzie: Karol Zalewski, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk i Jakub Krzewina. Ten ostatni po fantastycznej walce na finałowej zmianie wyprowadził naszą sztafetę na pierwsze miejsce. W pokonanym polu zostali faworyci - Amerykanie. Vernon Norwood, ruszając na ostatnie okrążenie, miał olbrzymią przewagę nad Krzewiną. Ten jednak dokonał niemożliwego i fantastycznym długim finiszem dogonił, a następnie wyprzedził rywala. Po dobiegnięciu na metę okazało się, że Polacy z czasem 3.01,77 ustanowili nowy rekord świata.

Halowe Mistrzostwa Świata w Birmingham były do tej pory najlepsze pod względem medalowym dla naszych sportowców. Polscy lekkoatleci po raz pierwszy w historii zdobyli pięć medali (dwa złote, dwa srebrne i jeden brązowy), dało im to trzecie miejsce w klasyfikacji medalowej. Wyprzedziliśmy takie potęgi jak Wielka Brytania czy Francja. Miejmy nadzieję, że impreza w Nankin za dwa lata będzie tak samo udana jak w Birmingham.

Maciej Frydrych (3b)

2017/2018 NR 3 - Turniej czterech skoczni

Turniej czterech skoczni to międzynarodowa impreza w skokach narciarskich organizowana cyklicznie od 1953 roku. Odbywa się ona na przełomie grudnia i stycznia każdego roku w czterech miastach: dwóch niemieckich (Oberstdorf, Garmisch-Partenkirchen) i dwóch austriackich (Innsbruck, Bischofshofen). W tym roku turniej odbywał się po raz 66, a tego co się stało, chyba nikt nie mógł się spodziewć.

W tym roku polscy kibice do turnieju zasiedli z ogromnymi apetytami, ponieważ rok wcześniej finalna klasyfikacja turnieju czterech skoczni dla nas wyglądała nieziemsko. Na najwyższym stopniu stanął lider naszej reprezentacji Kamil Stoch, a na drugim miejscu usytuował się Piotr Żyła ze stratą do Kamila 35,5 pkt. Gdyby tego było mało, to tuż za podium wylądował Maciej Kot ze stratą tylko 7,5 pkt do Daniela Andre Tandego.

Jak co roku turniej zaczął się 30 grudnia w Oberstodrfie. Przez pierwsze kwalifikacje nie przebrnął tylko Jakub Wolny. Konkurs dla naszych skoczków potoczył się fantastycznie. Pierwsze miejsce zajął Kamil Stoch, choć po pierwszej serii zajmował dopiero czwartą lokatę. Warto wspomnieć o wyczynie Dawida Kubackiego, który po raz pierwszy w swojej karierze zakończył zawody na podium i o Stefanie Huli, który zajął piąte miejsce.

Następne zawody odbyły się, jak tradycja nakazała, 1 stycznia w Ga-Pa. Kiedy wszyscy wypoczywali po szampańskiej imprezie sylwestrowej, polscy skoczkowie latali nad niemiecką ziemią. Po niesamowicie emocjonującej końcówce i zmiennych warunkach, Kamil Stoch pokonuje wszystkich rywali i staje na najwyższym stopniu podium. Na wysokim, bo dwunastym miejscu znalazł się Dawid Kubacki.

Na trzecie zawody nasi skoczkowie musieli lecieć do Austrii, a dokładnie do Innsbrucku. W konkursie zobaczyliśmy aż siedmiu Polaków, ponieważ debiutował 18-letni siostrzeniec Adama Małysza, Tomasz Pilch, który niestety zajął 42 miejsce, co nie dało mu awansu do drugiej serii. Już w pierwszej kolejce emocje były niewiarygodnie duże. Richard Freitag, który jako jedyny mógł zagrozić Kamilowi w wygraniu 66 TCS, upadł po skoku na 130m i zrezygnował z dalszego udziału w konkursie oraz całej imprezie. Kamil po raz trzeci wygrywa zawody w tegorocznym turnieju i wydawało się, że już nikt nie może mu przeszkodzić w sięgnięciu po główną nagrodę, czyli złotego orła.

Przyszedł czas na ostatni konkurs, przed którym wszystkie zagraniczne media zadawały sobie jedno pytanie: Czy Kamil Stoch wyrówna rekord Svena Hannawalda ? Svenowi jako jedynemu skoczkowi udało się wygrać cztery konkursy w turnieju.

Ostatni turniej nie zapowiadał się dla nas dobrze, ponieważ do drugiej serii po słabych skokach nie awansowali: Maciej Kot, Jakub Wolny i Tomasz Pilch. Ostatecznie Kamil Stoch wygrał pierwszą serię, a na dodatek Dawid Kubacki był skwalifikowany tuż za nim na drugim miejscu, co dawało mu szanse na ukończeniu całego TCS na trzecim miejscu. Niestety Dawid nie wytrzymał presji i drugi skok nie był w jego wykonaniu najlepszy, co ostatecznie w całej imprezie dało mu szóste miejsce. Potem był czas na Kamila Stocha, który… wygrywa cały turniej czterech skoczni i wyrównuje rekord Svena Hannawalda, który jako pierwszy od razu po kolegach z drużyny pogratulował Polakowi zasłużonego zwycięstwa.

41   42

 

To na pewno była niezapomniana impreza dla naszych kibiców, polskich skoczków i przede wszystkim Kamila, który zapisał się na kartach historii skoków. Miejmy nadzieję, że Stoch utrzyma formę na Zimowe Igrzyska Olimpijskie, które odbędą się w Pjongczang 9 lutego.

Maciej Frydrych (3b)

2017/2018 NR 2 - Gang świeżaków

Mundial zbliża się wielkimi krokami, więc to też czas na pierwsze przemyślenia dotyczące składu, formacji czy zakupienia biletu do Rosji.

W ostatnim czasie Polska rozegrała mecze towarzyskie z Urugwajem i Meksykiem. Z każdą z tych drużyn możemy się spotkać na Mistrzostwach Świata, ponieważ obie znajdują się w koszyku nr 2. Natomiast biało-czerwoni, dzięki swojej wysokiej pozycji w rankingu FIFA, znajdują się w pierwszym koszyku, czyli najmocniejszym.

Pierwszy mecz odbył się przeciwko reprezentacji Urugwaju na stadionie Narodowym w Warszawie. Przed meczem było pewne, że nie zagra kapitan naszych orłów, Robert Lewandowski. Napastnik Bayernu gra każdy mecz w drużynie mistrza Niemiec, więc nic dziwnego, że selekcjoner Adam Nawałka oszczędza Polskiego snajpera, tym bardziej, iż jest to szansa na przetestowanie innych wariantów oraz zawodników, tak zwanych „świeżaków”. Kolejną ważną rzeczą, która chyba każdemu obiła się o uszy, to koniec gry Artura Boruca dla polskiej kadry. Artur Boruc to bramkarz bardzo kontrowersyjny w swoim zachowaniu, jednak nieraz ratował polską reprezentację przed porażkami. O Arturze można pisać dużo – w końcu to legenda Legii (bramkarz dekady tego klubu), a w szkockim Celticu mówią o nim bohater. Boruc rozegrał 44 minuty, po czym na bramkę wszedł Łukasz Fabiański.

O co chodzi z tymi „świeżakami ” ? Otóż Adam Nawałka powołał wielu zawodników, którzy świetnie prezentują się w swoich klubach i pewnie każdy z nich chciałby pojechać na mundial w Rosji. Piątkowe starcie traktowane było głównie w kategoriach eksperymentów. Drużyna pierwszy raz pod wodzą obecnego selekcjonera zagrała ustawieniem z trójką środkowych obrońców i dwoma wahadłowymi. Swoje szanse otrzymali debiutanci – Jarosław Jach i Jakub Świerczok.
Jarosław Jach gra na co dzień w Zagłębiu Lubin, jednak w ostatnim czasie nie prezentował tam wyśmienitej formy. Jarosław jest środkowym obrońcą, który ma lepszą lewą nogę, więc świetnie radzi sobie z szybkimi podaniami do Kamila Grosickiego. W meczu z Urugwajem zagrał naprawdę na miarę swoich możliwości i niczym nie odstawał od starszego oraz bardziej doświadczonego kolegi – Kamila Glika.

Drugim debiutantem był Jakub Świerczok, który podobnie jak Jarosław Jach gra w barwach Zagłębia Lubin. Kuba gra na pozycji napastnika. W meczu z Urugwajem zagrał 24 minuty, zmieniając na boisku Kamila Wilczka. Jednak w meczu z Meksykiem (przegranym 1:0). Świerczok zagrał 70 minut i oczekiwaliśmy od niego o wiele więcej. Słaba pierwsza połowa i trochę lepsza druga. Oddał jeden celny strzał, który kompletnie nie zagroził bramkarzowi reprezentacji Meksyku. Wypadł słabiej od Kamila Wilczka, który wybiegł w podstawowym składzie w poprzednim spotkaniu.

41W meczu z Meksykiem, który odbył się 3 dni po spotkaniu z Urugwajem, wystąpił Tomasz Kędziora. Jest to kolejny „świeżak” w reprezentacji Polski. Tomek na co dzień występuje w barwach Ukraińskiego Dynama z nr 94 jako prawy obrońca, jednak w meczu z Meksykiem był prawym wahadłowym. W pierwszej połowie był bardzo aktywny w ofensywie, ale czasami spóźniał się w obronie. Tak też było przy bramkowej akcji, kiedy za łatwo dał się ograć. Po przerwie nie schodził poniżej pewnego dość wysokiego poziomu.

Nie można zapomnieć, że na boisku pojawił się też zawodnik Górnika Zabrze – Rafał Kurzawa. Jednak zagrał tylko kilka minut i nie pokazał jeszcze swoich umiejętności, które prezentuje w ekstraklasie.

Mecze towarzyskie rządzą się swoimi prawami – nie są bardzo interesujące dla kibica ani emocjonujące. Takie mecze pokazują, że bez Lewandowskiego czy Piszczka nie jest już tak łatwo, a każdy z tych piłkarzy prędzej czy później skończy swoją karierę jak Artur Boruc i będziemy musieli radzić sobie bez nich. Dlatego cieszy mnie to, że chociaż następcę Kamila Glika już mamy.

Maciej Frydrych (3b)

2017/2018 NR 1 - Duże pieniądze…

Choć okienko transferowe jest już zamknięte od ok. 3 tygodni, to dopiero teraz możemy stwierdzić, czy dany transfer był warty grubych milionów i ile właściwie kluby wydały na nowe wzmocnienia.

Zacznijmy od Anglii, gdzie na wszystkie transfery wydano 1,820 mld euro, czyli w przybliżeniu ok. 7,75 mld złotych. Jest to suma kosmiczna w porównaniu np. do polskich klubów, które na transfery wydały ok. 23 mln złotych. Jednak podstawowe pytanie jest takie, skąd kluby mają tak duże pieniądze na transfery?

Zacznijmy od tego, ile kluby dostają za prawa transmisji danej ligi. Prawa do pokazywania angielskiej ekstraklasy sezony 2016-19 kosztowały 5,1 mld funtów. Następne zyski klubów to reklamy na koszulkach, przykładowo Chevrolet i Addidas to sponsorzy Manchesteru United. Za to żeby być na ich koszulce, amerykańska marka samochodów płaci 80 mln dolarów, a Addidas 114 mln dolarów, choć tego znaczka nawet nie widać z daleka. Następnym dochodem grubych milionów są nazwy stadionów. Boisko Bayernu Monachium nazywa się Allianz Arena. Jak myślicie, jaki związek mają ubezpieczenia z piłką nożną? No właśnie żaden, ale niemiecki ubezpieczyciel płaci mistrzowi Niemiec 9 mln dolarów, co i tak jest mało w porównaniu z klubami z ligi angielskiej. Stadion Manchesteru City to Etihad Stadium. Arabskie linie lotnicze Etihad płacą trochę więcej niż Allianz, bo za znalezienie się w nazwie stadionu i na koszulkach piłkarzy The Citizens, Etihad płaci aż 61 mln dolarów rocznie. Dorobić się też można na cateringu, piciu czy na gadżetach znajdujących się na stadionie oraz na metodzie kup tanio, sprzedaj drogo. Takiej reguły używa wiele klubów, np. FC Porto czy Ajax . Takiej metody chciały używać polskie zespoły, ale jak widać po wynikach w europejskich pucharach, nie wychodzi im to dobrze.

Jak wiemy, skąd się biorą pieniądze, to teraz trzeba pomyśleć, na co są wydawane. Manchester United na swojego nowego napastnika wydało aż 85 mln euro. Romelu Lukaku przeszedł z Evertonu i już strzela bramki dla ,,Czerwonych diabłów’’. Belg strzelił dla Manchesteru 6 bramek w 6 meczach i jest aktualnie na pozycji lidera – jeśli chodzi o klasyfikacje strzelców Premier League.

41Oczywiście najdroższym piłkarzem w tym okienku transferowym był Neymar, który do PSG przeniósł się za rekordową sumę 222 mln euro. Brazylijczyk został zdecydowanie najdroższym zawodnikiem w historii futbolu. 25-latek z klubem ze stolicy Francji podpisał pięcioletni kontrakt. PSG w tym okienku ściągnęło także Kyliana Mbappe, ale za ten transfer nie zapłacili Monaco ani grosza, ponieważ młodego Francuza wypożyczyli na rok z opcją wykupu za ok. 180 mln.

Jeśli chodzi o naszą ekstraklasę, to nie jest najlepiej. Legia zainwestowała w nowych zawodników 2,3 mln euro i chwilowo żaden transfer nie przynosi korzyści. Za to zawodnicy, którzy odeszli latem z Warszawy, robią furorę za granicą. Przykładem jest Jakub Rzeźniczak, który przeniósł się do mistrza Azerbejdżanu za darmo. Qarabag awansował do Ligi Mistrzów i polski obrońca rywalizuje z takimi klubami ja Chelsea czy Roma.

Podsumowując, można zauważyć, że w tym letnim okienku transferowym sumy padały niesamowicie duże, ale jak na razie największe marki w Europie na pewno się nie zawiodły na swoich nowych zawodnikach. Przykładem jest przejście Moraty z Realu do Chelsea, gdzie trener The Blues wypowiada się, że dałby Hiszpanowi poślubić swoją córką. Szkoda, że kluby z Ekstraklasy nie posiadają tak dużego budżetu jak PSG czy Barcelona, bo kto by nie chciał zobaczyć Neymara w duecie z Kucharczykiem. Ale może kiedyś…

Maciej Frydrych (3b)