2017/2018 NR 5 - WIECZNY SEN - czwarty odcinek powieści SZEPT

Pani Veronica wydawała się być spokojną kobietą; niepokoiła mnie tylko jej zażartość w temacie jej syna. Był dla niej oczkiem w głowie i na pewno chciała dla niego najlepiej, nie ważne jakim kosztem. Rodzice przecież tak mają, nie zawsze to, co uważają za słuszne, musi okazać się tym najlepszym rozwiązaniem. A właśnie Veronica wydawała się być taką osobą. Może coś jej nie pasowało w Madeline, więc ją zabiła, by jej syn mógł sobie znaleźć inną? Może dokładnie to samo spotkało Anne? Kobieta trzyma w szafce najróżniejsze zioła, a jeżeli jeden z nich okazałby się trujący?

Anastazja też mogła to zrobić. Dziewczyna jest niezwykle agresywna i zazdrosna, a te dwie rzeczy tworzą trującą mieszankę wybuchową. Przecież Madeline i Anna chodziły przed nią z Davidem. Dodatkowo te groźby w stronę obydwu - Anastazja nie wahałaby się zrobić coś każdej z nich.

A co z Davidem? On był, według mnie, najbardziej podejrzany. Na pewno miał poważne problemy psychiczne. Jeszcze ta broń. Dodatkowo chodził z każdą z ofiar, jakby miał zamiar pozbywać się dziewczyn, które mu się znudzą...

„Kto teraz ma zabić?”

Usłyszałam ciche kroki, otworzyłam szybko oczy. To nie mogła być Madeline, jej kroki są niesłyszalne. Czując, jak moje serce chce wyskoczyć na zewnątrz, zerwałam się z łóżka. Nikogo jednak nie zastałam. Potarłam palcami o skroń. Zaczynam świrować. Boję się.

Kątem oka zauważyłam małą kopertę na szafce nocnej. Nie widziałam jej wcześniej, a nikt tu nie przychodził. Powinnam się chyba do tego przyzwyczaić – w tym domu wszystko było normą. Wzięłam ją do ręki i przedarłam i ukazała się karteczka. Wyjęłam ją. Na jasnym papierze krzywe litery układały się w napis. „Strzeż się kłamców”. Skrzywiłam się – „wielka mi nowość”. Odwróciłam kartkę w dłoni. Kolejna wiadomość. „Bo to oni najczęściej pomagają”.

***

- Co ja mam zrobić? Więcej nie wymyślę – powiedziałam do siebie. Prawda, sprawdziłam wszystko, co się dało. Nie miałam nic, co mogło kogokolwiek wykluczyć. Tylko przypuszczenia. Nic więcej.

- Madeline, daj mi podpowiedź! Powiedz coś! Cokolwiek! - krzyknęłam na cały pokój, szybko jednak zakryłam usta. Jakby mogła mi coś powiedzieć, zrobiłaby to, prawda?

- Nie mogę, Morgan... - potwierdziła moje przypuszczenia, pojawiła się metr od mojego łóżka. Westchnęła i podrapała się po poziomej ranie na szyi, rozdrapując ją. Wzdrygnęłam się. Rana nie wyglądała na wyciętą nożem... a więc skąd się wzięła? -Ale mogę cię ostrzec. Morderca chce widoku śmierci dzisiejszej nocy. Pospiesz się. - w tej chwili zniknęła.

Zostałam sama, nie licząc kolejnych obaw i łez. Jeden dzień.

***

Siedziałam kilka godzin na korytarzu, kręcąc się po całej jego długości. Nie wiedziałam, co właściwie robić... Otaczała mnie cisza, jakby świat chciał, bym się skupiła. Spokojnie, to nic nie da.

Idąc coraz dalej, usłyszałam huk mocno otwieranych drzwi za mną, odruchowo się odwróciłam. Jeden z pokoi został otwarty. Nie poznałam go, nie było mnie jeszcze tam. Uznałam to za znak. Ruszyłam w jego stronę, szybko pokonałam jego próg.

Pokój nie różnił się szczególnie od reszty. Może poza jednym szczegółem. Na ścianie widniał ogromny napis, zrobiony czerwoną farbą. „Zostaw nas w spokoju, zjawo!”. Coś mi mówiło, że trafiłam do pokoju Madeline.

Zaczęłam przeszukanie. Znalazłam złożony list, jednak wszystko było zamazane. Oprócz jednego. „David nie żyje”. Dziwne...

Gdy miałam już stamtąd uciec, potknęłam się o coś pod dywanem. Zdecydowanym ruchem zerwałam go z podłogi. Zamarłam. Dwie zawiązane już liny.

Poczułam, jak kręci mi się w głowie, upadłam. Wszystko jasne! Wszystko zaczęło tworzyć całość. Gruba rana na szyi, lina, listy, kłamstwa, samobójstwo... Tylko po co to wszystko.

- Madeline! Oszukałaś mnie! Ja już wiem! - krzyknęłam na całe gardło. - Ja wiem!

Zjawa pojawiła się przede mną. Nie wyglądała na szczęśliwą. Odezwała się szorstkim głosem.
- A więc kto to był? - zdziwiło mnie jej pytanie.
- Ty sama, Madeline. Ty...

- Zamilcz! - przerwała mi. - Gdybym była to ja, to by mnie tu nie było. Gdy ktoś zostaje zabity, to jako duch czeka na śmierć winowajcy. Gdybym sama się zabiła, nie byłoby mnie tu! A więc kto?!

- Madeline - zaczęłam spokojnie. Wstałam. - Ty to zrobiłaś, ale obwiniasz innych. Najpierw Anne, więc kazałaś jej popełnić samobójstwo, ale to nie pomogło, tak? Nadal tu jesteś - ruszyłam krok do niej. Jakaś dziwna moc mną kierowała.

Dziewczyna się cofnęła, w jej oczach pojawiły się łzy. - Najpierw myślałaś, że to ona napisała. Ten list, przez który się powiesiłaś, że przez ciebie David się zabił. Myślałaś, że to tylko przez to, tak? Nie, musisz po prostu zrozumieć, że to twoja wina, Madeline. To ty to zrobiłaś.

Zjawa spojrzała na mnie ze złością, choć po jej policzkach spływały łzy. Miałam rację, to ją bolało. Upadła na kolana, głośno płacząc.

- To, to nie było tak. To ona, ona powinna zapłacić - szlochała. Kucnęłam i... otuliłam ją.

- Mad wiem, że to trudne, ale to ani nie Anna, ani nie Anastazja. Odpocznij od tego, Mad... - nagle dziewczyna zniknęła. Zrozumiała. Nareszcie. Usłyszałam tylko jedyne „Dziękuję za spokój”. Cisza.

Wstałam. Czułam się jakoś dziwnie lekka. Rozejrzałam się – wszędzie leżały kawałki czerwonej farby oderwane z ściany. Westchnęłam i odwróciłam się. Koniec.

81***

Dziękuję Morgan. Bez Ciebie to by się nie udało. Kolejne osoby umierałyby za winy, które nie są ich. Żylibyśmy w chaosie pełnym cierpienia jednej osoby. Dziękuję, że możemy wreszcie odpoczywać w spokoju, bo dzięki temu i Ty dostałaś wieczny spokój. Śpij dobrze. Kocham Cię całym sercem, zawsze i na wieki.

Anna

Oliwia Popłońska (2d)

2017/2018 NR 4 - Powieść w odcinkach: Podejrzenia

Usłyszałam huk, a potem czyjś wściekły głos. Zza drzwi, które właśnie otworzyłam, wyszła Anastazja pocierająca czoło.

Spiorunowała mnie wzrokiem, przez co miałam ochotę wrócić znów do pokoju.

- Uważaj, bo jeszcze kogoś zabijesz! - krzyknęła w moją stronę. Wydawało się to nawet zabawne w tej sytuacji.

- Przepraszam cię najmocniej, ale skąd miałam wiedzieć, że tu akurat stoisz? - odpowiedziałam spokojnie, próbując zachować kamienną twarz.

Skierowała we mnie swoje wściekłe spojrzenie. Widziałam, że jest na mnie zła. Dziewczyna na pewno miała problemy z emocjami. Już miała na mnie nakrzyczeć, gdy z parteru dobył się głos starszej pani.

- Anastazja, chodź do mnie!

Posłała mi jeszcze ostatni wzrok mówiący „jeszcze zobaczysz” i zeszła na dół. Nie mogłam się powstrzymać, aby nie iść za nią.

Gdy zeszłam po schodach, usłyszałam tylko skrawek rozmowy dobiegający z przedpokoju.

- Zawieź jej to i tyle. Tutaj masz jej adres. I żeby nikt cię nie widział!

- Nie rozumiem, po co to wszystko. Myślisz, że za pieniądze można wszystko, co?

- Cicho! I idź już.

Słysząc kroki, szybko przeskoczyłam kilka schodków do góry i schowałam się za ścianą. O co chodziło z tymi pieniędzmi? Czyżby długi? A może to zapłata za milczenie?

Usłyszałam trzask drzwi, co znaczyło, że Anastazja już wyszła. Wtedy wpadł mi do głowy nowy pomysł – czas sprawdzić jej pokój.

Nie zastanawiałam się nad tym za długo, ruszyłam korytarzem. Tak naprawdę nie wiedziałam, gdzie mieszka. Już miałam odpuścić, gdy zauważyłam ostatnie drzwi na samym końcu korytarza, tuż za zakrętem. Śmiało je pchnęłam, otworzyły się bez większego problemu. Moim oczom ukazał się pokój, który na pewno należał do Anastazji. Obejrzałam się, czy nikt mnie nie obserwuje i zamknęłam cicho za sobą drzwi.

W pokoju panował upiorny mrok. Potrzebowałam chwili, aby cokolwiek zobaczyć, a potem kolejnej, by zauważyć przyczynę owego mroku – zasłony. Podeszłam do nich szybkim krokiem i wpuściłam do pokoju trochę światła.

Zaczęłam poszukiwania. Chciałam znaleźć cokolwiek, co mogło być związane z morderstwem Madeline i Anny. W oko wpadł mi telefon, srebrny Samsung leżący na krańcu półki – musiała zapomnieć go wziąć. Chwyciłam go i usiadłam na krześle. Moim oczom ukazała się tapeta z zdjęciem Anastazji oraz jakiegoś chłopaka. Pierwszy raz go widziałam. Odetchnęłam z ulgą, bo na szczęście nie miała hasła.

Nie znalazłam niczego w galerii, oczywiście nie licząc zdjęć nieznajomego chłopaka oraz selfie. Po niej sprawdziłam wiadomości - od razu wyszukałam imię Madeline. Było tam jedynie kilka smsów. „Pewnie większość usunęła” -pomyślałam. Zaciekawiła mnie jedynie ostatnia wiadomość. „Nie boję się ciebie. To bardziej ty powinnaś bać się mnie”. Brzmiało to co najmniej podejrzanie. Zwróciłam też uwagę na korespondencję z moją siostrą: „David jest mój, odwal się od niego”, „On kocha mnie, Anastazja. Zrozum”, „Pożałujesz tego”. Dla mnie było jasne, że dziewczyna nie lubiła się z żadną z nich. Ba, nienawidziła ich. I chyba u każdej chodziło o to samo – o chłopaka. Ale... kim był ten David? Przez myśli przemknął mi fragment mojej wczorajszej rozmowy z Veronicą. Coś chyba wspominała o Davidzie, swoim synu.

Nagle zamarłam z przerażenia. Usłyszałam dźwięk naciskanej klamki. Nie mogła przecież tak szybko wrócić. Niewiele myśląc, czmychnęłam za drzwi, które w tej chwili się otworzyły.

Cała drżałam. Starałam się płytko oddychać ani nie wydawać żadnych dźwięków. Modliłam się w myślach, by nieznajomy wyszedł.

- Ej, Ana, jesteś tutaj? - usłyszałam męski głos. A więc to nie była ona. Poczułam częściową ulgę.

Chłopak zrobił kilka kroków w głąb pokoju, podłoga skrzypiała pod jego ciężarem. Zapachniało tytoniem.

- Gdzie ona znowu się pałęta? - w jego głosie było słychać poirytowanie. „Błagam, wyjdź” - prosiłam w myślach. Jeszcze chwila, a zeszłabym tam na zawał. Jedyne co mnie uratowało od tego, to stukot butów i dźwięk zamykających się drzwi. Udało się.

Upadłam na kolana i w jednej chwili wzięłam głęboki oddech. Serce biło mi jak szalone.

***

Wracałam korytarzem do swojego pokoju, gdy przede mną wyłonił się zza drzwi chłopak z tapety Anastazji. Zamarłam, to on prawie mnie nakrył. Znów poczułam ten okropny swąd papierosów. Tak, to musiał być on. David.
Ruszyłam powoli za nim, przyglądając mu się. Miał blond włosy zaczesane do tyłu, postawione na żel. Przypominał tych złych chłopców z filmów dla nastolatków.

Przełamałam się i podbiegłam do niego.

- Hej, jesteś pewnie David, prawda? Ja jestem Morgan, przyjechałam tu na kilka... – zaczęłam, jednak on mi przerwał.

- Ta ta, wiem, matka mi mówiła – zatrzymał się i zmierzył mnie wzrokiem. - Co chcesz? - dodał szorstko, co na pewno nie pomogło mi w mówieniu.

- No... nie można tak po prostu pogadać? - odpowiedziałam niewinnie. - Ale... mam jednak jedną sprawę.

- Jaką? - zapytał, już chyba mniej agresywnie, jednak nadal niezbyt przyjaźnie. Pociągnął z papierosa, którego trzymał w ręku.

- Znalazłam w pokoju mojej siostry jakiś zeszyt, prawdopodobnie pamiętnik. Wiem, że z nią chodziłeś – na twarzy chłopaka pojawiło się napięcie. Bingo. - Wiem też, że wcześniej chodziłeś z Madeline. Kim ona była?

- Ładnie tak komuś pamiętnik czytać?

Blondyn ruszył powoli przed siebie, przez chwilę milczał. Z nerwów zaczęły mi się pocić dłonie. Niezauważalnie wytarłam je o spodnie.

- Mad była moją pierwszą miłością. Serio mi szkoda, że tak po prostu odeszła, bez słowa wyjaśnienia ani nic. Byliśmy przecież parą. Na szczęście pojawiła się Anna. Agh, czemu ją to spotkało. Serio mi przykro - spojrzał w moją stronę.

Widać było, że chciał coś jeszcze dopowiedzieć, jednak przerwał mu.

- David! Co ty, do jasnej, tu z nią robisz?! - Anastazja wyglądała na wstrząśniętą. Spojrzała w moją stronę z nienawiścią w oczach, jakby właśnie miała mnie rozerwać na strzępy.

- Ana, spokojnie, gadałem tylko z małolatą – wskazał na mnie. Nagle poczułam się.. jakby niższa. - Szukałem cię.

- Właśnie widzę jak – odparowała. Potarła palcami o skroń, lekko zadrżała. - David, musimy pogadać – skierowała się do mnie. - Sami.

Był to oczywiście znak, że mam się wynosić. Super. Posłusznie odwróciłam się i ruszyłam korytarzem. Udało mi się jeszcze usłyszeć kroki młodej pary oraz lekko podenerwowany głos blondynki: „Ona nie daje mi spokoju”.

***

Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, postanowiłam wrócić do pokoju i przemyśleć to, co udało mi się znaleźć. Po tym wszystkim nabierałam pewności, że to Anastazja jest winna śmierci Madaline i Anny.

Nagle usłyszałam skrzypnięcie tuż za mną. Odwróciłam się. Drzwi od jednego z pokoi były otwarte. Mogłabym przysiąc, że przed chwilą tak nie było. Czułam, że to sprawka Madeline. Chciała, bym tam weszła.

Zaciekawiona podeszłam bliżej i zajrzałam do środka. Panował tam niezły bałagan. Dopiero wtedy skojarzyłam, że to właśnie stąd wyszedł David. To musiał być jego pokój!

Wpadłam do niego i jak szalona przeszukałam jego szafki. Z jakiejś teczki na podłogę wypadły trzy zdjęcia – Anny, Madeline oraz Anastazji. „Nie do wiary” – pomyślałam. Szukałam dalej. W innej znajdował się duży stos tabletek uspokajających, a w kolejnej... Zamarłam na ten widok. Broń.

***

71

Oliwia Popłońska (2d)

2017/2018 NR 2 - Gra umarłych - drugi odcinek powieści SZEPT

Znasz to uczucie, gdy myślisz, że to tylko sen? Wszystko wydaje się być takie nierealne, jakby działo się to tylko w twojej głowie. Jedyne czego pragniesz, to się obudzić. Czekasz, modlisz się... jednak to nigdy się nie stanie. To rzeczywistość.

Siedzę na łóżku z zamkniętymi oczami. Pragnę obudzić się w własnym domu, usłyszeć głos matki: „Spokojnie kochanie, to był tylko sen”. Jednak wiem, że to jest niemożliwe. Jeżeli otworzę oczy, znów zobaczę tamte drzwi. Dlatego zostawiam je zamknięte. Czuję, jak po moich policzkach spływają powoli łzy, sześć słonych kropel. Zostało sześć dni. Zostało sześć dni.

Wszystko z wczorajszej nocy było takie... niewyraźne, zagmatwane, jednak jak najbardziej prawdziwe. Nigdy się tak nie bałam. Jednak miał to być dopiero początek... Próbowałam sobie ułożyć wszystko w głowie. Wiedziałam jedno.
Duch powiedział, że moja siostra została zabita, a umarli nie potrafią kłamać.

Ale czy na pewno? Skąd mam wiedzieć, czy to nie jest zwykła gra, gdzie mam pełnić rolę pionka, który na końcu skończy obok planszy, słysząc tylko „Szach Mat”.

Jednak... Ten dom jest zwyczajny. Przed oczami widziałam Anastazję, gdy się ze mną żegnała: Ten dom jest stary, skrywa wiele sekretów. Byłam pewna. Tu serio coś jest nie tak.

Starałam się uspokoić, wstałam, złapałam oddech i ruszyłam w stronę drzwi, nie patrząc na wydrapany napis na ścianie. Chwyciłam za klamkę, przeszedł mnie dreszcz. „Raz kozie śmierć” – pomyślałam i przekręciłam klamkę. Zobaczyłam korytarz.

81Nie myśląc długo, wyszłam z pokoju. Był ranek, chyba powinnam coś zjeść. Jak na zawołanie usłyszałam burczenie w żołądku. Zeszłam po schodach na parter. Teraz, w świetle dnia, widać było o wiele więcej. Ściany były pokryte bordową tapetą ozdobioną małymi złotymi ornamentami, lampki nadal dawały swój blady blask. Weszłam do kuchni. Przy stoliku siedziała pani domu, dzisiaj odziana w granatową koszulę oraz długą spódnicę tego samego koloru. Spojrzała na mnie i szczerze się uśmiechnęła.

- Oh, Morgan, już wstałaś? Przecież jest dopiero szósta – powiedziała, zaskoczona moją obecnością. Przed nią leżał już pusty talerzyk.
- Naprawdę? No... nie jestem śpiąca.

Byłam tak przejęta tym wszystkim, że nawet nie sprawdziłam godziny. Ziewnęłam, poczułam się nagle strasznie zmęczona. Pokręciłam głową.
- No skoro tak – kobieta wzruszyła ramionami i upiła łyk z filiżanki, którą trzymała w dłoniach. – Ale za to jestem pewna, że jesteś głodna. Weź sobie coś, czuj się jak u siebie w domu.

Posłusznie podeszłam do jednej z czarnych szafek i otworzyłam ją. Oprócz paczki cukru i soli, pudełek herbaty oraz torebek z przyprawami, nie zobaczyłam nic ciekawego. Zajrzałam do drugiej. Była pełna słoików z suszonymi owocami, na dolnej półce zauważyłam miskę z orzechami. Uśmiechnęłam się i wzięłam garść. Już miałam wziąć wszystkie do buzi, gdy poczułam, jak ktoś szarpie mnie za rękę. Upuściłam orzechy na podłogę. Zaskoczona spojrzałam na osobę, która stała za mną. Była to Veronica.

- Co ty dziecko robisz? – słychać było w jej głosie oburzenie. Puściła mnie.
- Chciałam tylko zjeść orzechy... - serio nie wiedziałam, o co jej chodzi. Przerwała mi.
- To nie są orzechy! Tylko gałka muszkatołowa! Jakbym to zjadła, za kilka godzin nie umiałabyś na nogach stanąć! Wiesz, jak to narkotyzuje?!

Osłupiałam. Nagle przypomniały mi się teksty kolegów ze szkoły: „Idziemy po gałkę!” i ich czerwone oczy następnego dnia.
Nagle poczułam ogromny wstyd. Nawet nie sprawdziłam, co to jest. Kucnęłam i zaczęłam zbierać resztki po „orzechach”.
- Strasznie przepraszam.
- Już dobrze. Siadaj, ja ci coś przygotuję – odpowiedziała Veronica i wyjęła z kolejnej szafki patelnię.

Po upewnieniu się, że nic nie zostało na podłodze, usiadłam. Nastała cisza przerywana rozbijaniem jaj o brzeg patelni. Postanowiłam się odezwać.
- Veronico, mogę się o coś zapytać? – zaczęłam niepewnie. Pod stołem stukałam zdenerwowana palcami o kolano.
- Mów – odpowiedziała szybko, nie odrywając się od pracy.
- Kim była Madeline?

Kobieta stanęła jak wryta. Na jej twarzy pojawiał się raz gniew, raz zaskoczenie i ból. Przez chwilę milczała. Wtedy zdałam sobie sprawę z mojej głupoty – skąd niby miałam wiedzieć o tej dziewczynie? Na szczęście Veronica chyba o tym nie pomyślała.

- Madeline była bardzo... specyficzną dziewczyną. Szczerze powiedziawszy, nie lubiłam jej. Była wybuchowa, często się ze mną kłóciła. Dlatego też nie podobało mi się, gdy zaczęła chodzić z Davidem, moim synem. Na szczęście wyjechała jakieś dwa miesiące temu – położyła przede mną talerz z jajecznicą. - Smacznego – rzuciła i w pośpiechu wyszła z kuchni.
Spojrzałam na talerz, jakoś zniknął mi apetyt.

***

Po śniadaniu chciałam wrócić do pokoju, jednak w drodze zaciekawiły mnie pewne drzwi. Zatrzymałam się przy nich. Za nimi znajdował się pokój Anny.

Szczerze, bałam się tam wejść. Jednak, jeżeli chcę się czegokolwiek dowiedzieć, muszę. Sprawdziłam, czy przypadkiem ktoś nie kręci się po korytarzu i weszłam do pokoju.

Zdziwił mnie utrzymany w nim ład, jakby ktoś przed chwilą sprzątał. Pokój, mimo że nigdy w nim nie byłam, kojarzył mi się z siostrą. Oszołomiona usiadłam na łóżku. Rozejrzałam się po pokoju. Był mały, a układ mebli był podobny do tego, który Anna zostawiła w swoim dawnym pokoju, kiedy jeszcze mieszkała z nami.

Moją uwagę przykuła kartka leżąca na wysuwanym blacie pod biurkiem. Sięgnęłam po nią. Był to list. Poznałam pismo Anny. Powoli zaczęłam go czytać. Z każdym słowem coraz bardziej piekły mnie oczy od łez. Poczułam ucisk w sercu.
Zmiętoliłam kartkę i, pół płacząc, wyszłam z pokoju, by wrócić do swojego.
Dlaczego to wszystko musi tak wyglądać?

Jeżeli to czytasz, to znaczy, że nie żyję. Inaczej ten list nie miałby prawa istnieć. Nie wiem, kim jesteś, ale jeżeli to widzisz, uciekaj stąd jak najszybciej. Nie myśl o nikim, po prostu uciekaj. Dla mnie jest za późno, prędzej czy później mnie znajdzie, nie ukryję się.

82Boję się zamknąć oczy, boję się spać. Chyba oszalałam, w sumie to by wiele tłumaczyło. Kiedyś czytałam książkę z siostrą, gdzie mówili, że szaleńcy sami wpędzają się do piekła. Nie pamiętam autora, ale miał rację.

Właśnie, Morgan. Błagam, niech ktoś jej powie, że ją kocham najmocniej na świecie. Żałuję, że z nią nie zostałam. Może to wszystko skończyłoby się inaczej. Błagam, wybacz mi. Byłam taka samolubna.

A jeżeli TY to czytasz, powiem jedno – ja przegrałam. Szach mat. Jestem zbyt słaba, by walczyć... Ale pojawią się inni. Oni wygrają. Może nie brzmi to poetycko, ale przecież to tylko list.
Umieram.

Anna Dagligen, 15 października 2017

Oliwia Popłońska (2d)

2017/2018 NR 1 - KŁAMSTWO - pierwszy odcinek powieści SZEPT

Spojrzałam w stronę budynku. Był wielki, przypominał bardziej dwór niż dom do mieszkania. Ciemne ściany pokrywał jasny pył, gdzieniegdzie prześwitywały czerwone cegły. Większość wysokich okien zostało zasłoniętych bordowymi zasłonami. Więc to tu mieszkała moja siostra. To właśnie tutaj umarła. Spojrzałam za siebie na odjeżdżający samochód. Za kierownicą siedziała moja matka, z którą pożegnałam się jakąś minutę temu. Przez okno na parterze spojrzała na mnie jakaś kobieta. Wielkie drzwi się otworzyły, a za nimi pojawiła się ta sama osoba. Miała na sobie strój, który od razu skojarzył mi się z pokojówką. Ciemnozłote włosy spięła w koka. Bardziej pasowało do niej określenie „dziewczyna” – mogła być maksymalnie pięć lat starsza ode mnie. Na jej widok poprawiłam pasek od mojej torby i ruszyłam w jej stronę. - Pani Morgan Dagligen, tak? – powiedziała, gdy wchodziłam po schodkach. W odpowiedzi skinęłam głową. – Proszę za mną – dodała i ruszyła w głąb domu. Poszłam za nią. Szłyśmy w milczeniu. Rozejrzałam się po korytarzu. Było ciemno, jedynym źródłem światła były lampki na ścianach, które dawały słaby, biały blask. Oświetlały wiszące obrazy, które przedstawiały ludzi w różnym wieku w eleganckich ubraniach. Czułam na sobie ich spojrzenie, przez moje ciało przeszedł dreszcz. Starałam się patrzeć tylko na sylwetkę dziewczyny przede mną. Po chwili zobaczyłam duży pokój, pewnie salon. Ściany pokrywała granatowa tapeta z jasnymi wzorami. Na środku stał szklany stół, a wokół niego dwa fotele i jedna kanapa. Naprzeciw niej znajdował się kamienny kominek, dość stary, w środku niego jaśniał płomień, oświetlając większość pomieszczenia.
- Witaj, Morgan – usłyszałam, spojrzałam w stronę głosu. Na jednym z foteli siedziała starsza kobieta i piła jakiś napój z kubka, najpewniej herbatę. Włosy, brązowe z prześwitami siwych, ścięła na krótko. Na siebie ubrała grafitową sukienkę z kołnierzem, spod niej wystawały rękawy koszuli. Spojrzała na mnie swoimi szarymi oczami, które otaczały ciemne cienie.
- Dobry wieczór Pani Rochester – odpowiedziałam nieśmiało.
- Mów mi Veronika, dziecko. Usiądź, proszę – pokazała na kanapę, a ja posłusznie zajęłam miejsce bliżej niej.
– Bardzo przykro mi z powodu twojej siostry. Anna była cudowną dziewczyną...
- Tak, dziękuję – tylko to udało mi się powiedzieć. Przed oczami miałam obraz matki, gdy odebrała telefon od Veroniki, gdy usłyszała, że znaleziono rano ciało jej starszej córki, Anny. Znów słyszałam jej szloch, jak powiedziała do mnie: „Anna nie żyje. Popełniła tej nocy samobójstwo”. Wzdrygnęłam się na tę myśl.
- Pewnie jesteś zmęczona po podróży, nie będę cię już tym męczyć. Anastazja! – zwróciła się do pokojówki.
– Zaprowadź Morgan do jej pokoju. Anastazja skinęła głową i spojrzała w moją stronę.
- Chodź – powiedziała oschle i ruszyła przed siebie, nie zwracając uwagi, czy idę za nią. Weszłyśmy po schodach i ruszyłyśmy korytarzem.
- Będziesz mieć pokój obok starego pokoju twojej siostry – odezwała się do mnie.
– Mam jedną prośbę – dodała, wyciągając klucze z kieszeni i wkładając je do zamka.
- Tak?
- Nie kręć się zbyt po domu – przekręciła klucz i otworzyła drzwi.
- A to dlaczego? – zdziwiłam się lekko.
- Ten dom jest stary, skrywa wiele sekretów – zaczęła, dając mi klucze do ręki.
– Lepiej, byś trzymała się od tego z daleka, bo może się to dla Ciebie źle skończyć.
Po tych słowach odwróciła się i ruszyła w ciemność korytarza. Osłupiała nadal stałam w jednym miejscu całkowicie sama. Potrząsnęłam głową i weszłam do pokoju, zamykając drzwi na klucz.

***

Siedziałam na łóżku i patrzyłam za okno. Było już ciemno, dochodziła dwudziesta pierwsza. Nie mogłam jakoś zmusić się do snu. To wszystko było takie... przerażające. Ten dom, atmosfera, śmierć mojej siostry... wszystko. Cały czas słyszałam słowa Anastazji: „Lepiej, byś trzymała się od tego z daleka”. Ale od czego? Co ten dom może skrywać? Czy ma to związek z Anną? Te pytania nie dawały mi spokoju.
„Spokojnie, będziesz tu tylko tydzień. Wyjedziesz i będziesz mogła zapomnieć o tym wszystkim” – powtarzałam sobie w myślach. Przyjechałam tu tylko po rzeczy mojej siostry, potem matka po mnie przyjedzie i będę mogła zostawić to za sobą. Czemu Anna musiała zamieszkać akurat tutaj? W tym domu? Choć dobrze wiedziałam, że to mieszkanie jej przyjaciela – Davida Rochestera. I miała blisko na uczelnię. Zmęczona rozmyślaniem, położyłam się. Spoglądałam na księżyc za oknem i ... zasnęłam.

***

Usłyszałam ciche stukanie do drzwi. Na początku myślałam, że nadal śnie. Jednak poczułam ciężar pościeli na sobie, a do moich uszu doszedł cichy głos, wołający jedno słowo – „Morgan” . Otworzyłam oczy i usiadłam. Cisza. Spojrzałam na zegar ścienny. Wybiła dokładnie trzecia w nocy.
I znów usłyszałam to przerażające stukanie za drzwiami. I kolejny raz ktoś zawołam moje imię. Słyszałam głośne bicie mojego serca, które roznosiło się po całym pokoju. Powoli wstałam i podeszłam do drzwi. Nagle ogarnął mnie spokój. Przecież może być to któryś z domowników. Chwyciłam klamkę i otworzyłam drzwi. Jednak za nimi nie było korytarza, a kolejny pokój. Nie wiem czemu, ale wtedy nie zwróciłam na to uwagi. A jeżeli nadal śnię? Pokój był bardzo mały, nie miał żadnych okien ani lamp, mimo to panował w nim półmrok. Usłyszałam za mną zamykanie drzwi i przekręcanie klucza. Nie odwróciłam się. Przede mną stała postać. Była to kobieta. Skórę miała bladą jak trup, oczy kierowała w moją stronę, ciekły z nich łzy. Wokół jej głowy unosiły się ciemne włosy. Na szyi widniała duża blizna. Wokół niej rozprzestrzeniała się srebrna aura, a przez nią przenikało światło. Wyglądała jak duch. Przerażona cofnęłam się, poczułam za sobą ścianę, nie było drzwi.
- Nie bój się, Morgan. Nic ci nie zrobię – powiedziała cichym głosem, tym samym, który wołał mnie tutaj.
- ...Kim jesteś...? – tylko tyle mogłam w tej chwili wykrztusić.
- Nazywam się Madeline. Potrzebuję twojej pomocy... – ruszyła powoli w moją stronę. Unosiła się kilka centymetrów nad podłogą.
81Do czego jestem Ci potrzebna? Nie znam Cię – odzyskałam siłę w głosie, mimo wszystko próbowałam się odsunąć jak najdalej od zjawy. Chciałam się obudzić. Niech to będzie tylko sen, błagam.
- Ale za to ja znałam twoją siostrę Annę. Wiem, że nie żyje. Wiem też, że to nie było samobójstwo – wstrzymałam oddech, zamarłam na te słowa. Duch nadal mówił, przybliżając się do mnie.
– Mnie i ją zabiła ta sama osoba. Nie odzyskamy wolności, póki ta osoba nie zostanie zdemaskowana. Znajdź go. Znajdź mordercę. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zaczęło mi się kręcić w głowie, poczułam mdłości.
- Ale... dlaczego ja?
- Tylko Ty możesz go znaleźć. Ten dom skrywa sekret, który musisz odkryć. Znajdź osobę, która odebrała nam życie. Świat coraz szybciej się kręcił wokół mnie. Wszytko było zamazane. Cały czas słyszałam słowa Madeline. „Znajdź go, znajdź mordercę”. Poczułam, że upadam.

***

Obudziłam się w łóżku, ciężko oddychałam. Rozejrzałam się, byłam w swoim pokoju. Przez okno wpadały pierwsze promienie słońca. A więc był to tylko sen... Wstałam, zakręciło mi się lekko w głowie. Spojrzałam przerażona na ścianę. Zobaczyłam na niej wydrapany napis: Zostało Sześć Dni.


Oliwia Popłońska (2d)