Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

2017/2018 NR 1 - KŁAMSTWO - pierwszy odcinek powieści SZEPT

Spojrzałam w stronę budynku. Był wielki, przypominał bardziej dwór niż dom do mieszkania. Ciemne ściany pokrywał jasny pył, gdzieniegdzie prześwitywały czerwone cegły. Większość wysokich okien zostało zasłoniętych bordowymi zasłonami. Więc to tu mieszkała moja siostra. To właśnie tutaj umarła. Spojrzałam za siebie na odjeżdżający samochód. Za kierownicą siedziała moja matka, z którą pożegnałam się jakąś minutę temu. Przez okno na parterze spojrzała na mnie jakaś kobieta. Wielkie drzwi się otworzyły, a za nimi pojawiła się ta sama osoba. Miała na sobie strój, który od razu skojarzył mi się z pokojówką. Ciemnozłote włosy spięła w koka. Bardziej pasowało do niej określenie „dziewczyna” – mogła być maksymalnie pięć lat starsza ode mnie. Na jej widok poprawiłam pasek od mojej torby i ruszyłam w jej stronę. - Pani Morgan Dagligen, tak? – powiedziała, gdy wchodziłam po schodkach. W odpowiedzi skinęłam głową. – Proszę za mną – dodała i ruszyła w głąb domu. Poszłam za nią. Szłyśmy w milczeniu. Rozejrzałam się po korytarzu. Było ciemno, jedynym źródłem światła były lampki na ścianach, które dawały słaby, biały blask. Oświetlały wiszące obrazy, które przedstawiały ludzi w różnym wieku w eleganckich ubraniach. Czułam na sobie ich spojrzenie, przez moje ciało przeszedł dreszcz. Starałam się patrzeć tylko na sylwetkę dziewczyny przede mną. Po chwili zobaczyłam duży pokój, pewnie salon. Ściany pokrywała granatowa tapeta z jasnymi wzorami. Na środku stał szklany stół, a wokół niego dwa fotele i jedna kanapa. Naprzeciw niej znajdował się kamienny kominek, dość stary, w środku niego jaśniał płomień, oświetlając większość pomieszczenia.
- Witaj, Morgan – usłyszałam, spojrzałam w stronę głosu. Na jednym z foteli siedziała starsza kobieta i piła jakiś napój z kubka, najpewniej herbatę. Włosy, brązowe z prześwitami siwych, ścięła na krótko. Na siebie ubrała grafitową sukienkę z kołnierzem, spod niej wystawały rękawy koszuli. Spojrzała na mnie swoimi szarymi oczami, które otaczały ciemne cienie.
- Dobry wieczór Pani Rochester – odpowiedziałam nieśmiało.
- Mów mi Veronika, dziecko. Usiądź, proszę – pokazała na kanapę, a ja posłusznie zajęłam miejsce bliżej niej.
– Bardzo przykro mi z powodu twojej siostry. Anna była cudowną dziewczyną...
- Tak, dziękuję – tylko to udało mi się powiedzieć. Przed oczami miałam obraz matki, gdy odebrała telefon od Veroniki, gdy usłyszała, że znaleziono rano ciało jej starszej córki, Anny. Znów słyszałam jej szloch, jak powiedziała do mnie: „Anna nie żyje. Popełniła tej nocy samobójstwo”. Wzdrygnęłam się na tę myśl.
- Pewnie jesteś zmęczona po podróży, nie będę cię już tym męczyć. Anastazja! – zwróciła się do pokojówki.
– Zaprowadź Morgan do jej pokoju. Anastazja skinęła głową i spojrzała w moją stronę.
- Chodź – powiedziała oschle i ruszyła przed siebie, nie zwracając uwagi, czy idę za nią. Weszłyśmy po schodach i ruszyłyśmy korytarzem.
- Będziesz mieć pokój obok starego pokoju twojej siostry – odezwała się do mnie.
– Mam jedną prośbę – dodała, wyciągając klucze z kieszeni i wkładając je do zamka.
- Tak?
- Nie kręć się zbyt po domu – przekręciła klucz i otworzyła drzwi.
- A to dlaczego? – zdziwiłam się lekko.
- Ten dom jest stary, skrywa wiele sekretów – zaczęła, dając mi klucze do ręki.
– Lepiej, byś trzymała się od tego z daleka, bo może się to dla Ciebie źle skończyć.
Po tych słowach odwróciła się i ruszyła w ciemność korytarza. Osłupiała nadal stałam w jednym miejscu całkowicie sama. Potrząsnęłam głową i weszłam do pokoju, zamykając drzwi na klucz.

***

Siedziałam na łóżku i patrzyłam za okno. Było już ciemno, dochodziła dwudziesta pierwsza. Nie mogłam jakoś zmusić się do snu. To wszystko było takie... przerażające. Ten dom, atmosfera, śmierć mojej siostry... wszystko. Cały czas słyszałam słowa Anastazji: „Lepiej, byś trzymała się od tego z daleka”. Ale od czego? Co ten dom może skrywać? Czy ma to związek z Anną? Te pytania nie dawały mi spokoju.
„Spokojnie, będziesz tu tylko tydzień. Wyjedziesz i będziesz mogła zapomnieć o tym wszystkim” – powtarzałam sobie w myślach. Przyjechałam tu tylko po rzeczy mojej siostry, potem matka po mnie przyjedzie i będę mogła zostawić to za sobą. Czemu Anna musiała zamieszkać akurat tutaj? W tym domu? Choć dobrze wiedziałam, że to mieszkanie jej przyjaciela – Davida Rochestera. I miała blisko na uczelnię. Zmęczona rozmyślaniem, położyłam się. Spoglądałam na księżyc za oknem i ... zasnęłam.

***

Usłyszałam ciche stukanie do drzwi. Na początku myślałam, że nadal śnie. Jednak poczułam ciężar pościeli na sobie, a do moich uszu doszedł cichy głos, wołający jedno słowo – „Morgan” . Otworzyłam oczy i usiadłam. Cisza. Spojrzałam na zegar ścienny. Wybiła dokładnie trzecia w nocy.
I znów usłyszałam to przerażające stukanie za drzwiami. I kolejny raz ktoś zawołam moje imię. Słyszałam głośne bicie mojego serca, które roznosiło się po całym pokoju. Powoli wstałam i podeszłam do drzwi. Nagle ogarnął mnie spokój. Przecież może być to któryś z domowników. Chwyciłam klamkę i otworzyłam drzwi. Jednak za nimi nie było korytarza, a kolejny pokój. Nie wiem czemu, ale wtedy nie zwróciłam na to uwagi. A jeżeli nadal śnię? Pokój był bardzo mały, nie miał żadnych okien ani lamp, mimo to panował w nim półmrok. Usłyszałam za mną zamykanie drzwi i przekręcanie klucza. Nie odwróciłam się. Przede mną stała postać. Była to kobieta. Skórę miała bladą jak trup, oczy kierowała w moją stronę, ciekły z nich łzy. Wokół jej głowy unosiły się ciemne włosy. Na szyi widniała duża blizna. Wokół niej rozprzestrzeniała się srebrna aura, a przez nią przenikało światło. Wyglądała jak duch. Przerażona cofnęłam się, poczułam za sobą ścianę, nie było drzwi.
- Nie bój się, Morgan. Nic ci nie zrobię – powiedziała cichym głosem, tym samym, który wołał mnie tutaj.
- ...Kim jesteś...? – tylko tyle mogłam w tej chwili wykrztusić.
- Nazywam się Madeline. Potrzebuję twojej pomocy... – ruszyła powoli w moją stronę. Unosiła się kilka centymetrów nad podłogą.
81Do czego jestem Ci potrzebna? Nie znam Cię – odzyskałam siłę w głosie, mimo wszystko próbowałam się odsunąć jak najdalej od zjawy. Chciałam się obudzić. Niech to będzie tylko sen, błagam.
- Ale za to ja znałam twoją siostrę Annę. Wiem, że nie żyje. Wiem też, że to nie było samobójstwo – wstrzymałam oddech, zamarłam na te słowa. Duch nadal mówił, przybliżając się do mnie.
– Mnie i ją zabiła ta sama osoba. Nie odzyskamy wolności, póki ta osoba nie zostanie zdemaskowana. Znajdź go. Znajdź mordercę. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Zaczęło mi się kręcić w głowie, poczułam mdłości.
- Ale... dlaczego ja?
- Tylko Ty możesz go znaleźć. Ten dom skrywa sekret, który musisz odkryć. Znajdź osobę, która odebrała nam życie. Świat coraz szybciej się kręcił wokół mnie. Wszytko było zamazane. Cały czas słyszałam słowa Madeline. „Znajdź go, znajdź mordercę”. Poczułam, że upadam.

***

Obudziłam się w łóżku, ciężko oddychałam. Rozejrzałam się, byłam w swoim pokoju. Przez okno wpadały pierwsze promienie słońca. A więc był to tylko sen... Wstałam, zakręciło mi się lekko w głowie. Spojrzałam przerażona na ścianę. Zobaczyłam na niej wydrapany napis: Zostało Sześć Dni.


Oliwia Popłońska (2d)