Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

2017/2018 NR 5 - Waldemar Romuald Baszanowski

51    52

Waldemar Romuald Baszanowski urodził się 15 sierpnia 1935 roku. Był polskim sztangistą, dwukrotnym mistrzem olimpijskim. Pierwszy raz na arenie międzynarodowej wystąpił w Rzymie. Były to igrzyska olimpijskie, na których zajął 5. miejsce. W 1961 roku po raz pierwszy w karierze zwycięży na mistrzostwach świata, a następnie tego samego roku na mistrzostwach Europy, obie te imprezy odbywały się w Wiedniu. Z każdym następnym rokiem medali przybywało. W 1964 roku zdobył wymarzony złoty medal na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Warto wspomnieć, że trzecie miejsce zajął Marian Zieliński. Waldemar uzyskał w trójboju 432,5 kg, bijąc dotychczasowy rekord olimpijski o 25 kg. Cztery lata później znowu zobaczyliśmy go stojącego na najwyższym stopniu podium, wygrał z przewagą aż 15 kg nad Irańczykiem. To był jego ostatni wyczyn na igrzyskach olimpijskich. W 1969 roku prowadzony przez niego samochód wpadł w poślizg i stoczył się do rowu, w wyniku czego śmierć poniosła jego żona Anita, a on sam i 6-letni syn zostali ranni. Mimo tak wielkiej tragedii sezon uwieńczył obroną tytułów na mistrzostwach świata w Warszawie i mistrzostwach Europy, ustanawiając przy okazji cztery rekordy świata. W 1969 roku Waldemar zajął pierwsze miejsce w plebiscycie Przeglądu Sportowego. W następnych latach odniósł dwa ogromne sukcesy na mistrzostwach Europy w Szombathely i Sofii. Po zakończeniu kariery został trenerem i wykładowcą na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Kilkanaście lat później został trenerem kadry Indonezji, a w 1999 roku wybrano go na stanowisko prezydenta Europejskiej Federacji Podnoszenia Ciężarów. W klasyfikacji fachowego pisma World Weightlifting został uznany za trzeciego sztangistę wszechczasów.

Niestety w 2007 roku, na swojej działce pod Warszawą, spadł z drzewa. W wyniku upadku uszkodził rdzeń kręgowy oraz złamał kręgosłup. Został niemal całkowicie sparaliżowany i mógł poruszać tylko głową oraz rękami. Zmarł w Warszawie 29 kwietnia 2011 roku.

Maciej Frydrych (3b)

2017/2018 NR 4 - Robert Korzeniowski

51  52  53

Chód sportowy to mało znana i popularna dyscyplina. Ta konkurencja lekkoatletyczna polega na pokonywaniu trasy chodem. Najważniejsze przepisy chodu sportowego nakazują zawodnikowi ciągły kontakt z podłożem (zawsze jedna ze stóp musi dotykać podłoża), co uniemożliwia pokonywanie trasy biegiem. Chód rozgrywany jest na bieżni stadionu oraz na ulicach aglomeracji miejskich. Za najbardziej utytułowanego chodziarza na świecie można uznać Roberta Korzeniowskiego.

Robert urodził się 30 lipca 1968 w Lubaczowie i od najmłodszych lat trenował różne sporty. W wieku 24 lat pojawił się na Igrzyskach Olimpijskich w Barcelonie, jednak nie były one dla niego udane. Srebrny medal na 50 kilometrów miał właściwie w kieszeni, jednak został dyskwalifikowany za nieprawidłowy krok. Ta sama sytuacja powtórzyła się rok później, podczas mistrzostw świata w Stuttgarcie. Sędziowie zdyskwalifikowali go trzy kilometry przed metą.

Pierwszy swój medal Robert Korzeniowski zdobył na Mistrzostwa Świata w Göteborg, był to krążek brązowy. Następne lata były obfite w złote medale dla Polaka, już rok później stanął na pierwszym miejscu na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie. W roku 1997 na Mistrzostwach Świata w Atenach Roberta minimalnie na ostatniej prostej wyprzedził Jesúsa Ángela García i stanął na najwyższym stopniu podium. Igrzyska Olimpijskie w Sydney z 2000 roku były najpiękniejszym przeżyciem dla polskiego sportowca. Robert po raz kolejny wygrał chód na 50 km, ale też na 20 km. Ten drugi medal był dla niego bardzo ważny, ponieważ pokazał, że wygrywać może na wielu dystansach. Następne lata to już była czysta przyjemność oglądać Roberta w akcji. Z każdej imprezy wracał z medalem na szyi, sprawiając tym dużo radości kibicom.

Ostatecznie Robert Korzeniowski jest czterokrotnym mistrzem olimpijskim, trzykrotnym mistrzem świata i dwukrotnym mistrzem Europy, byłym rekordzistą świata w chodzie sportowym oraz najbardziej utytułowanym polskim sportowcem pod względem zdobytych tytułów mistrza olimpijskiego. Trudno będzie znaleźć drugiego tak utytułowanego sportowca jak Robert.

Maciej Frydrych (3b)

2017/2018 NR 3 - Władysław Kozakiewicz

51   52

Władysław Kozakiewicz urodził się 8 grudnia 1953 roku w małym miasteczku położonym na południe od Wilna -Solecznikach. Jego starszy brat Edward był dwukrotnym medalistą mistrzostw Polski. Zdobył m.in. w Bonn drużynowy Puchar Europy w dziesięcioboju w 1973. Władysław jednak nie poszedł w ślady brata i skupił się na skoku o tyczce. Na swoich pierwszych igrzyskach w 1976 r. w Montrealu skakał z kontuzją stopy i nie przeszkodziło mu to w zajęciu 11. miejsca. 30 lipca 1980 zdobył tytuł mistrza olimpijskiego w skoku o tyczce w Moskwie, pobijając tym samym rekord świata. Po swoim finalnym skoku Władysław wykonał pamiętny gest w stronę gwiżdżących kibiców sowieckich, do teraz nazywany gestem Kozakiewicza. Obraźliwy gest stał się symbolem dla Polaków w okresie solidarnościowych strajków, a Władysława Kozakiewicza okrzyknięto bohaterem narodowym. Zdjęcie ze stadionu w moskiewskich Łużnikach trafiło do wszystkich gazet na świecie, w tym do podziemnego tygodnika „Solidarność", który wykorzystał je jako symbol polskiego oporu wobec ZSRR. Po olimpiadzie rozgrywanej w Rosji polskiemu tyczkarzowi udało się jeszcze zdobyć brązowy medal na halowych mistrzostwach świata rozgrywanych w Mediolanie w 1982 roku. Po trzech latach Władysław na stałe wyjechał do Niemiec, a po otrzymaniu obywatelstwa niemieckiego kilkakrotnie wystąpił w turniejach lekkoatletycznych w barwach tego kraju. W 1986 dwukrotnie poprawiał rekord RFN doprowadzając go do poziomu 5,70 m.

Władysław Kozakiewicz może nie zasłynął z wybitnych wyników sportowych, co sam wspomina po latach, ale uważam, że sam gest w dużym stopniu pomógł wszystkim Polakom. Pokazał, że mimo politycznej dominacji ZSRR jesteśmy w stanie przeciwstawić się i w okresie niecałych dziesięciu lat odzyskać suwerenność.

Maciej Frydrych (3b)

2017/2018 NR 2 - Kamila Skolimowska

51   52

Kamila Skolimowska urodziła się 4 listopada 1982 r. w Warszawie, a tragicznie i niespodziewanie zmarła 18 lutego 2009 r. w małej miejscowości w Portugalii, w Vili Real de Santo António. Była córką Roberta, znanego polskiego sztangisty, który jest siedmiokrotnym Mistrzem Polski. Sama jednak nie poszła w ślady ojca, ponieważ jej pasją zostało rzucanie młotem.

Swoją przygodę ze sportem zaczęła od wioślarstwa i podnoszenia ciężarów, zdobywając brązowy medal Mistrzostw Polski seniorów w 1994 w kategorii 59 kg. Pierwsze lekkoatletyczne kroki stawiała na boisku warszawskiej Legii, gdzie pod okiem Zygmunta Jałoszyńskiego jej brat Robert trenował pchnięcie kulą. Do trenowania rzutu młotem zachęcił ją wówczas Zbigniew Pałyszko, czyli jej przyszły trener. W późniejszych latach kariery startowała w barwach Warszawianki oraz Gwardii Warszawa. W wieku niespełna 14 lat zdobyła złoty medal seniorskich Mistrzostw Kraju, ustanawiając zarazem rekord Polski.

Późniejsze jej starty w Igrzyskach Olimpijskich i Mistrzostwach Świata nie przyniosły już medalowych sukcesów. Najwyższe, czwarte lokaty zajęła podczas Mistrzostw Świata w Edmonton i Osace. Na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach w 2004 wywalczyła 5. miejsce, natomiast cztery lata później w Pekinie start w finale zakończyła bez wyniku, paląc wszystkie trzy próby. Jedynie w Mistrzostwach Starego Kontynentu udało się jej sięgnąć po medale – w 2002 roku wywalczyła srebro, zaś w 2006 brąz. Do największych osiągnieć można zaliczyć jeszcze złoto zdobyte w Atenach w Pucharze Świata w Lekkoatletyce, na tych samych zawodach osiągnęła rekord turnieju, czyli 75,29 m.

Kamila Skolimowska, tak jak już wcześniej wspomniałem, zmarła niespodziewanie 18 lutego 2009 w czasie zgrupowania polskich lekkoatletów w Portugalii. Przyczyną śmierci okazał się zator tętnicy płucnej, był on spowodowany nierozpoznaną zakrzepicą. Nieco wcześniej zawodniczka uskarżała się na bolącą łydkę, lekarz nie rozpoznał wtedy zagrożenia, a zalecony przez niego masaż uruchomił zakrzep i doprowadził do zatoru.

Pogrzeb miał miejsce 26 lutego 2009. W sierpniu 2009 roku we Władysławowie w tamtejszej Alei Gwiazd Sportu odsłonięto gwiazdę z jej imieniem, która jest docenieniem jej ogromnego talentu.

Maciej Frydrych (3b)

2017/2018 NR 1 - Kazimierz Deyna

51   52

Dziś za przykład polskiego olimpijczyka weźmiemy osobę, która dla mnie jako kibica Legii jest bardzo ważna i jedyna w swoim rodzaju. Kazimierz Deyna urodził się 23 października 1947 roku w Starogardzie Gdańskim. Małemu Kazikowi zainteresowanie sportem zaszczepili bracia i siostra Teresa. Starszy brat, Henryk, grał z powodzeniem w piłkę nożną w miejscowym Włókniarzu. Deyna wśród rówieśników dominował nieomal we wszystkich możliwych konkurencjach i należał do najlepszych na lekcjach wychowania fizycznego. 10 października 1965 Deyna zadebiutował w reprezentacji Polski juniorów w meczu z drużyną Czechosłowacji, Deyna się nieźle zaprezentował i rozegrał całą pierwszą połowę. Rok później Kazimierz Deyna zadebiutował w polskiej pierwszej lidze, występując w drużynie ŁKS przeciwko Górnikowi Zabrze. Po rozegraniu jednego meczu w pierwszej lidze, Deyna został powołany do wojska w formie transferu do Legii Warszawa. Po 6 latach gry w klubie ze stolicy Kazimierz Górski, trener reprezentacji Polski, powołał Deynę na igrzyska olimpijskie rozgrywane w Monachium. Polacy poradzili sobie wyśmienicie, ponieważ zajęli 1 miejsce, wygrywając w finale z Węgrami. Deyna w turnieju zdobył 9 goli dla biało-czerwonych i został królem strzelców. W 1976 roku, czyli 4 lata później, Deyna znowu wystąpił na igrzyskach olimpijskich rozgrywanych w Montrealu. Polska zajęła 2 miejsce, przegrywając w finale z Brazylią. Kazimierz Deyna swoją przygodę z Legią skończył w 1978 roku i został zapamiętany jako legenda tego klubu. Deyna odszedł do Manchesteru City, następnie grał w Stanach Zjednoczonych, gdzie zginął 1 września 1989  w wypadku samochodowym. Kazimierz Deyna żył za krótko, ale i tak wpisał się na kartach światowego futbolu, a przede wszystkim w Legii,  gdzie przez wiele lat był kapitanem. Deyna w Legii grał z numerem 10, numer ten od sezonu 2006/07 jest w stołecznym klubie zastrzeżony, a na jego część naszego olimpijczyka powstał pomnik przed stadionem Legii, gdzie w każdą rocznicę jego śmierci można zobaczyć setki, a nawet tysiące zniczy. Upamiętnieniem znaczenie Kaźmierza Deyny dla kibiców stołecznej drużyny jest śpiewana przez nich przyśpiewka „Deyna Kazimierz! Nie rusz Kazika, bo zginiesz!”.

Maciej Frydrych (3b)