2016/2017 NR 5 - "The last time of love" CZĘŚĆ V: "The Last Moon"

Po tym jak Perrie przyłapała ich na pocałunku, Harry i Bella szybko oderwali się od siebie. Przez chwilę cała trójka stała w milczeniu, a potem Perrie podeszła i jednym ruchem z całej siły uderzyła Harry'ego w policzek.
- Hej! - Bella krzyknęła i odepchnęła dziewczynę.- Perrie przestań... to... to naprawdę nie jest tak jak myślisz! To moja win...
81- Bella, nie - przerwał jej stanowczo Harry. - To nie ma sensu - spojrzał jej głęboko w oczy i zwrócił się w stronę Perrie.
-Jest dokładnie tak jak myślisz... Ja... miałem ci nie mówić, znaczy powiedzieć później i ogólnie rozegrać to jakoś inaczej, ale jak widać będę musiał zrobić to teraz. Perrie naprawdę strasznie cię przepraszam, zdaję sobie sprawę z tego, jak cię zraniłem i jaki ze mnie dupek... Ale ja... ja cię nie kocham. Kocham Bellę. Jesteś naprawdę fajną dziewczyną i na pewno ułożysz sobie z kimś życie! Kimś dużo lepszym ode mnie. Przepraszam, ale nie mógłbym być z tobą, oszukując cię i przy okazji samego siebie.
- Słucham?! Zostawiasz mnie dla jakiejś lalusi, którą widziałeś kilka razy na imprezie, u waszych znajomych w Londynie?!
- Hm.. Pezz, tam przy wszystkich nie powiedzieliśmy całej prawdy. Owszem, cztery lata temu poznaliśmy się przez moją kuzynkę i koleżankę Belli, Daisy, ale od tamtego czasu przyjaźnimy się tyle lat, byliśmy ze sobą bardzo blisko... Oboje byliśmy w sobie zakochani, ale żadne z nas nigdy nie poruszyło tego tematu, myśląc, że nie mamy u siebie nawzajem szans. Wtedy kiedy nie przyszedłem na spotkanie, Bella miała wypadek... Wyznaliśmy sobie całą prawdę. Perrie bardzo cię lubię, jesteś świetną dziewczyną... Przez pewien czas byłem tobą zauroczony, ale z Bellą znam się dłużej, trzy lata byłem w niej zakochany... i nadal jestem. To ją kocham.
Perrie z wściekłością popatrzyła na Bellę.
- Ty...
- Perrie! - wszedł jej w słowo Harry.- Hamuj się ze słowami! To nie jej wina!
- Nie jej wina!? - zaśmiała się ironicznie. - Czyli nie ma nic złego w kradnięciu chłopaka innej dziewczynie?! Nie no, normalka, nie? Chociaż nie zdziwiłabym się, gdyby dla tej laluni to była codzienność!
- Perrie! - Harry powoli tracił cierpliwość. Zdawał sobie sprawę, że to co zrobił jest podłe, ale nie musiała na tym cierpieć Bella.
- Oj, jaki odważny! Staje w obronie swojej nowej zabaweczki! To co, zabawisz się z nią chociaż trzy miesiące, zanim zostawisz ją dla innej?- prychnęła z ironią.
- Pezz, proszę cię przestań...
- Ty skończony dupku!! Wydaje ci się, że możesz mnie pouczać, po tym co mi zrobiłeś?! A ja głupia się starałam, wymyślałam te bajeczki o tragediach rodzinnych i ciąży!
- SŁUCHAM!?
- Tak, dobrze usłyszałeś, ty naiwny frajerze! Nie jestem w żadnej ciąży! Moi rodzice mają się świetnie, a ta przyjaciółka... nawet nigdy jej nie było!
Harry usłyszał, że obok niego Bella głośno wciąga powietrze do płuc. Delikatnie ścisnął jej rękę, by dodać jej otuchy, chociaż sam był w tym momencie w szoku. Perrie okazała się kompletną wariatką! Ruszył do przodu, ciągnąc za sobą Bellę. Przecisnęli się obok Perrie i ruszyli w stronę salonu... gdzie była niestety reszta gości i Ariana.
Przywitały ich zdumione i niepewne spojrzenia znajomych. Harry przygryzł wargę i bez słowa skierował się do wyjścia.
- Hej, Harry co się stało?
- Niall, proszę... Zadzwonię do ciebie później. Cokolwiek by mówiła... Perrie nie jest w ciąży. Nagadała mi też cały stek kłamstw. Powiedz Shawn'owi, że wieczorem odwiozę Bellę do domu - szepnął mu jeszcze i ruszył z Bellą do swojego samochodu.
Całą drogę przejechali w milczeniu. Kiedy dojechali pod willę Harry'ego, siedzieli chwilę w aucie, nie wychodząc. Harry oparł głowę o oparcie fotela i zamknął oczy.
- Harry?
- Hm?
- Co teraz?
- Nie mam pojęcia - popatrzył na nią z uśmiechem. - Chodźmy do domu.
Weszli przez bramę i ruszyli w stronę wejścia, do którego prowadziła szeroka marmurowa ścieżka. Kiedy doszli do schodów, nic nie było widać. Dochodziła dziesiąta i, jak to bywa w okresie późnej jesieni, było już całkiem ciemno. Gdzieś w połowie schodów Bella potknęła się nagle i z lekkim okrzykiem zachwiała. Gips pośliznął się na gładkiej powierzchni. Na szczęście Harry zdążył w porę ją złapać. Jednak zamiast postawić ją z powrotem na nogi, trzymał ją przychyloną do tyłu, tak blisko jego twarzy i zapytał:
- Teraz chyba nie ma żadnych przeciwstawień, żebyśmy mogli być razem prawda?
- Taak - odparła Bella powoli, przygryzając z uśmiechem dolną wargę.
- Nie masz więc nic przeciwko, żebym cię pocałował? - uśmiechnął się lekko ironicznie.Nie czekając na odpowiedź, przechylił ją jeszcze bardziej, tak że ich usta się zetknęły. Po chwili weszli do domu i Harry pomógł Belli usiąść na kanapie.
-Co ty na to, żebyśmy gdzieś wyjechali? Tylko ty i ja. Odpocząć od tego wszystkiego.
-Hm... Bardzo chętnie, ale proponuję zaczekać aż zdejmą mi ten gips - zaśmiała się w odpowiedzi dziewczyna.
**********
sześć miesięcy później
**********
- Musimy tam kiedyś koniecznie wrócić, pani Styles.
- Oo tak, kocham Rzym. To były najlepsze wakacje w moim życiu - uśmiechnęła się, patrząc znacząco na diamentowy pierścionek na swoim palcu. - Harry?
- Hm?- zapytał, odrywając na chwilę wzrok od jezdni.
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej... pani Styles - Bella wiedziała ile radości Harry ma z nazywania ją w taki sposób. Ona sama uśmiechała się na samą myśl o tym. Już na kilka krótkich miesięcy ma wziąć ślub z Harry'm i już na zawsze nazywać się Bella Sara Styles.
Kiedy ponownie spojrzała na jezdnię zobaczyła szybko zbliżające się i oślepiające ją światło. Odwróciła głowę w prawo i spojrzała w oczy Harry'ego. A potem zapadła wszechogarniająca ciemność.
82********************************
Raport Gazety ''London News''
Informacje z ostatniej chwili. Dnia 16 września na granicy Londynu w wypadku samochodowym zginął były członek zespołu One Direction - Harry Styles, wraz z jego narzeczoną Bellą Sells. Oboje wracali najprawdopodobniej z podróży do Rzymu.
Sprawcą wypadku jest najprawdopodobniej była członkini girlsbandu Little Mix - Perrie Edwards. Wszystko wskazuje na to, że spowodowała go z premedytacją. Dziewczyna przebywa obecnie na obserwacji psychiatrycznej. Grozi jej do 25 lat więzienia.

Sara RÓŻYCKA
1D

2016/2017 NR 4 - "The last time of love" CZĘŚĆ IV: "Darkest Moon"

Od tamtego czasu chłopak jeszcze tylko raz odwiedził Bellę w szpitalu. Jakoś wytłumaczył Perrie, dlaczego nie odbierał telefonów i nie przyszedł na spotkanie. Następnym razem spotkali się przypadkiem, tydzień po tym, jak Bella została wypisana do domu.

Niegdyś wielka gwiazda, Ariana Grande, miała niedawno imieniny, ale zrezygnowała w tym roku z wielkich przyjęć, a urządziła tylko domówkę dla najbliższych przyjaciół. Wśród nich znalazły się oczywiście dziewczyny z Little Mix. Kiedy Perrie się o tym dowiedziała, o razu zapytała, czy może zabrać ze sobą Harry'ego. Ariana zgodziła się, ponieważ kiedy była jeszcze znaną piosenkarką, kilka razy rozmawiała na różnych galach ze Styles'em i uważała, że to całkiem fajny chłopak.

Sam Harry na początku próbował się z tego wykręcić, ale w końcu się zgodził. Nie chciał tam iść, znów spędzać tyle czasu z Perrie, robić znów złudne nadzieje. Od jego rozmowy z Bellą w szpitalu, sam nie wiedział, co ma zrobić. Nie spotykał się zbyt często z Bellą, czuł się zagubiony, miał wrażenie, że nawet rozmowa z nią po tym, co sobie wyznali, to jakaś zdrada w stosunku do Perrie, która była jakby nie patrzeć jego dziewczyną... Ale uświadomił sobie, że tak naprawdę jej nie kocha. Tak, lubił ją i jego uczucie do niej przez jakiś czas można było nazwać 'zauroczeniem', ale nic więcej. To z Bellą przyjaźnił się od tylu lat, wiele razem przeżyli, a teraz dowiedział się, że ona odwzajemnia jego uczucia. Nie mógł jednak zostawić Perrie, wiedział, że to ją zrani, a i tak dużo ostatnio przeszła. Westchnął, kiedy usłyszał dźwięk komórki... czas się zbierać.

Dojechali na miejsce około siódmej wieczorem. Ruszyli w stronę okazałej posiadłości.
-Perrie! Cześć! Witaj Harry! - w drzwiach ukazała się Ariana z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Cześć Ari- uśmiechnęła się Pezz.
-Chodźcie, chodźcie prawie wszyscy już są, czekamy tylko na Jesy i Jake'a - szczebiotała dalej solenizantka. - Hm... większość osób znacie... Leight, Jade i Niall'a, Vitorię, Jen itd.
-Cześć!!! - przywitał ich zbiorowy okrzyk znajomych i przyjaciół.
-Chodźcie, poznacie jeszcze Shawna i jego kuzynkę. Wziął ją ze sobą, żeby nie siedziała całymi dniami w domu, bo mówił, że ostatnio ma jakiegoś doła i w ogóle nie wychodzi z domu...- zaśmiała się i kontynuowała. - Miała ostatnio mały wypadek i chodzi w gipsie, więc i tak nie może się ruszać z łóżka, ale Shawn uparł się, że i tak ją weźmie, a ja oczywiście nie miałam nic przeciwko. Nazywa się Bella i jest kilka lat od nas młodsza, ale rozmawiałam z nią chwilę i myślę, że na pewno się polubicie.
-Na pewno- uśmiechnęła się Perrie.- Harry, idziesz? Co tak stoisz?
Harry ocknął się z trasu:
-Tak, tak... yyy.... but mi się rozwiązał, idźcie, dogonię was - przykucnął i udawał zajętego sznurówką. Kiedy usłyszał słowa Ariany, dosłownie stanął jak wryty. Bella tu jest. A on jest tu z Perrie. I co ma wszystkim powiedzieć? Że skąd ją zna? Czy udawać, że widzi ją po raz pierwszy? Wstał, wziął głęboki oddech i dogonił dziewczyny, które doszły już do kuchni.
81-Shawn! - zaśmiała się Ariana. - Mieliście nakładać przekąski na talerze, a nie wyjadać słodycze! - odwrócił się w jej stronę ze skruszoną miną, ale nie minęły trzy sekundy, aż nie wytrzymał i wybuchnął śmiechem. Ariana pokręciła tylko z uśmiechem głową i powiedziała:
-To jest Harry i Perrie. Na pewno już o nich słyszałeś, ale chyba nie znacie się osobiście. A gdzie Bella?
-Poszła po serwetki, zawołam ją. BELLA!!

Dziewczyna wyłoniła się zza ściany. Wyglądała tak pięknie, że Harry wstrzymał oddech i na chwilę zapomniał o oddychaniu. Bella na początku go nie zauważyła, ale kiedy po chwili głośno wciągnął powietrze do płuc, jej wzrok przeniósł się na niego.
-Harry? - wyrwało jej się z zaskoczenia.
-To wy się znacie? - zapytała Ariana, delikatnie marszcząc brwi.
-Eee tak... my... spotkaliśmy się na kilku imprezach... bo...
-Mamy wspólnych znajomych w Londynie - dokończył szybko Harry.
-To świetnie!- uśmiechnął się Shawn.- A teraz każdy bierze po talerzyku i idziemy zanieść przekąski do pokoju!

Usiedli w salonie, złożyli Arianie życzenia, dali prezenty i pogrążyli się w rozmowie. Harry cały czas czuł się jednak trochę nieswojo, czasami zerkał dyskretnie na Bellę i czuł też jej wzrok na sobie. 

-Kochani, korzystając z okazji, chcę wam coś powiedzieć! - powiedziała nagle Perrie.- Nikt jeszcze o tym nie wie - powiedziała zerkając na Harry'ego wymownie - a dzisiaj jest chyba dobra okazja, żeby to ogłosić.
Wszyscy patrzyli na nią z oczekiwaniem.
-Jestem w ciąży.

CO?! W jednej chwili świat Harry'ego wywrócił się do góry nogami. ALE... JAK TO MOŻLIWE?! Zamarł, a na jego twarzy musiał się odmalować wielki szok. Nie wierzył w to, co właśnie usłyszał... Zagryzł wargi, żeby nie zacząć krzyczeć. Kiedy tylko doszedł do siebie po pierwszym szoku, spojrzał na Bellę. Na jej twarzy malowało się przede wszystkim zdziwienie, a po chwili spojrzała na niego z niedowierzaniem i jej twarz wykrzywił grymas bólu i pogardy. Poruszyła ustami i, patrząc mu prosto w oczy, powiedziała bezgłośnie 'Jak mogłeś mi to zrobić?!'. Szybko odwróciła głowę i niezauważalnie wyszła do drugiego pokoju. Chłopak zdążył jednak jeszcze dostrzec łzy w jej oczach.
-Heej Ziemia do Harry'ego! - Niall pomachał mu ręką przed oczami. - Co jest? Nie cieszysz się?
Wszyscy, włącznie z Perrie, popatrzyli na niego wyczekująco.
-Eee... nie no, jasne, że się cieszę! - skłamał. - Po prostu... wow, kompletnie się tego nie spodziewałem - popatrzył na Pezz.

Został z nimi jeszcze chwilę, a potem przeprosił ich, mówiąc z wymuszonym uśmiechem, że musi iść się przewietrzyć. Ariana spojrzała na niego dziwnie, ale Niall znowu przyszedł mu z pomocą:
-Dajcie mu chwilę, niech idzie, wreszcie to do niego do końca dotrze. Przecież nie codziennie człowiek dowiaduje się, że zostanie ojcem - mrugnął do Jade.

Harry z ulgą wstał i po chwili wahania ruszył do pokoju, w którym zniknęła Bella. Rozejrzał się, ale nigdzie jej nie było. Po cichu zamknął drzwi. Przeszedł pokój i ruszył w stronę balkonu. Stała i patrzyła przed siebie, a kiedy usłyszała kroki Harry'ego odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła blado:
-Gratulacje. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwy - sprawiała wrażenie zagubionej i trzymała się od niego na dystans.
-Bells ja...
-Nie, mówiłam prawdę. Wszystko w porządku. Cieszę się waszym szczęściem.
-Bella... proszę cię, nie traktuj mnie w ten sposób.
-Przecież nie powiedziałam nic złego. W jaki niby sposób cię traktuję?
-Jak kolegę, znajomego... nie wiem, tak... zwyczajnie - popatrzył na nią z bólem w oczach.
-Harry pomyśl racjonalnie! Masz dziewczynę, będziesz miał dziecko, ułożysz sobie życie! Więc JAK mam cię niby twoim zdaniem traktować?! Ot, kim się teraz staliśmy! Zwykłymi znajomymi! Między nami już nigdy nic nie będzie, więc po co mam robić sobie jakiekolwiek złudne nadzieje?!
-Bella, ale to naprawdę jeszcze nic nie znaczy...
-Słucham?! - przerwała mu i zaśmiała się ironicznie. - Nic nie znaczy?! Mam ci to przeliterować? Ona jest w C I Ą Ż Y! Będziecie mieli dziecko! Nie możesz jej teraz zostawić. I to dla ciebie nic nie znaczy? - głos zaczął się jej łamać na końcu zdania i ukryła twarz w dłoniach.
-Bella, ja.. ja nie chciałem tego dziecka. Kocham cię i naprawę...
Dziewczyna przerwała mu, podnosząc gwałtownie głowę:
-Harry, nie. Przestań. Nie mów mi takich rzeczy, to i tak nic nie zmieni. Wystarczy.
Chłopak pokręcił głową, patrząc na Bellę z niedowierzaniem. Podszedł do niej, złapał ją w talii i postawił przed sobą. Jedną ręką wciąż ją przytrzymywał, dziewczynie wciąż cieżko było stać w gipsie o własnych siłach, a drugą dłonią podniósł jej podbródek, zmuszając ją, by na niego spojrzała.

-Bella, kocham cię. Nie obchodzi mnie, w tym momencie, to co myślisz ani to, co myślą inni. Nie wiem jeszcze dokładnie, co i jak zrobię, ale wiem na pewno, że nie uziemię się na całe życie z dziewczyną, do której nic nie czuję. Tym bardziej, że tą, która jest mi przeznaczona, mam tuż obok. Bella, ja na prawdę nic teraz nie wiem, ale obiecuję ci, że coś wymyślę. To nie może być nasz koniec, tym bardziej, że ledwo co wyszliśmy poza początek. Kocham cię i tylko to się dla mnie liczy - spojrzał jej głęboko w oczy, a w jego własnych, pojawiły się łzy.- Obiecuję ci, że już nigdy więcej nie będziesz musiała przeze mnie płakać. Słyszysz? - teraz i jej oczy zrobiły się wilgotne.
-H.. Harry ja...- głos jej się załamał.
-Bells, bardzo mi na tobie zależy, tak bardzo jak na niczym innym na świecie. To dzięki tobie się uśmiecham i chce mi się żyć. Wiem, że to będzie trudne, ale naprawdę obiecuję ci, że to dopiero początek naszej historii.

Przed chwilę patrzyli sobie w oczy, a potem Harry pochylił się i ją pocałował. Pocałunek trwał dobrych kilka minut, ponieważ żadne z nich nie zamierzało go zakończyć. Harry nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego, całego zalała go miłość do Belli. Miłość, którą ukrywał tyle lat, a teraz znalazł w niej prawdziwe oparcie, w tym wszystkim. Chciał, aby ta chwila nigdy się nie skończyła. Czuł, że przez ten pocałunek osiągnął wszystko, do czego kiedykolwiek dążył i w tym momencie nic innego się dla niego nie liczyło. Była tylko Bella.

Z kolei Bella w jego ramionach, zapomniała o całym świecie i wreszcie, pierwszy raz od wielu lat, poczuła się szczęśliwa... Nie potrafiła wyobrazić sobie innego miejsca na Ziemi, w którym chciałaby się znaleźć. W tym momencie nic się nie liczyło. Obiecał jej, że jakoś to wszystko rozwiąże, że jest dla NICH jakaś szansa. Tylko, czy wielka miłość wystarczy, żeby stawić czoła wszystkim przeciwnościom? Jeszcze przed chwilą nie była tego taka pewna, ale teraz uwierzyła mu w stu procentach. Musi się udać. Nie ma innej opcji. Jeszcze nigdy, nigdzie i z nikim nie czuła się tak, jak z nim. Tak bardzo go kochała... a on ją.

-CO WY TUTAJ ROBICIE?! - histeryczny głos Perrie przeszył ich jak błyskawica.
CDN.

Sara RÓŻYCKA
1D

2016/2017 NR 3 - "The last time of love" CZĘŚĆ III: "Your Moon"

Harry tak naprawdę na początku nie chciał tego zrobić, ale kiedy po minucie odsunął się o Perrie i spojrzał jej w oczy, nie mógłby tego żałować. Uśmiechnął się na widok rumieńców na jej policzkach. Dopiero po chwili spojrzał w stronę Belli. Ale dziewczyny już tam nie było. Stał tam tylko tamten blondynek. Zdziwiony i porzucony wyglądał naprawdę żałośnie. W tym czasie Perrie zerknęła w stronę Zayn'a. Patrzył w ich stronę z miną zbitego z tropu, małego i bezbronnego chłopca. Tego się nie spodziewał. Jego były najlepszy przyjaciel z zespołu i była narzeczona... Kiedy tylko zobaczył, że dziewczyna na niego patrzy, odwrócił szybko wzrok i zniknął w tłumie ludzi. Harry spojrzał na Perrie i się uśmiechnął, a ona odwzajemniając uśmiech, wzruszyła ramionami.

Resztę wieczoru spędzili bawiąc się, jakby nic się nie stało. Bella i Zayn „dziwnym trafem” zniknęli z imprezy. Nad ranem, kiedy Harry oprowadził Pezz do domu, zatrzymał się nie za bardzo wiedząc, co powiedzieć i jak się zachować. Tego wieczoru oboje poczuli, że pomimo ten pocałunek miał być tylko po to, by wzbudzić zazdrość w Zaynie i Belli, dla nich znaczył dużo więcej.

-Cześć Harry. Dobrze się dzisiaj bawiłam. Dziękuję, że ze mną poszedłeś.

Chłopak pomyślał o Belli. Była przecież jego przyjaciółką, ale widać było, że zabolało ją, kiedy zobaczyła go z Perrie, więc może ona też coś do niego czuje? „Nieważne!'' – pomyślał Harry ze złością. „Gdyby cokolwiek do mnie czuła, nie okłamałaby mnie w sprawie balu i na dodatek nie tańczyłaby i chichotała z tym blond-lalusiem! A Perrie… Harry nie ukrywał przed sobą tego, że pocałunek z nią spodobał mu się. Okazała się naprawdę fajną dziewczyną. Sam niepewny tego co robi, spojrzał na nią z pytaniem w oczach, a ona ledwo zauważalnie skinęła głową. Harry pochylił się i znów delikatnie pocałował dziewczynę.

Trzy tygodnie później Harry obudził się z przytłaczającą świadomością jaki dziś dzień. 12-ty listopada. Urodziny Belli. Normalnie wstałby o świcie, pojechał do niej i przygotował jakąś niespodziankę, a wieczorem bawiłby się u niej na domówce ze znajomymi... Ale teraz nie wiedział jak się zachować. Zwlekał ze wstaniem ile mógł, ale nie potrafił już ponownie zasnąć. Spojrzał na zegarek. Dochodziła jedenasta. Westchnął głęboko... Od tamtej imprezy Bella prawie się do niego nie odzywała, a odkąd dowiedziała się, że kilka dni po balu on i Perrie zostali parą, miał wrażenie, że go unika. Zdecydował się do niej zadzwonić:
81-Hej Bells, wszystkiego najlepszego! – zaczął niepewnie, z udawanym entuzjazmem.
-Cześć Harry. Dziękuję za życzenia – usłyszał w słuchawce aż zbyt dobrze znany mu głos.
-Eee... masz na dzisiaj jakieś plany?
-Tak, za godzinę przyjeżdża do mnie Emilie i jedziemy rowerami do Pegaza pojeździć konno – normalnie bez namysłu pojechałby z nimi... Ale teraz nie miał pewności, czy w ogóle jest zaproszony i czy ma ochotę z nimi jechać.
-W takim razie... miłej przejażdżki.

Harry westchnął. Jak bardzo w ciągu kilku tygodni zmieniły się ich stosunki. Kiedyś rozmawiali godzinami, przez telefon, czy w realu – nie miało to żadnego znaczenia. A teraz? Kiedy ostatni raz spotkali się ponad tydzień temu, rozmowa w ogóle się nie kleiła i Bella wróciła do domu po godzinie. Nie rozumiał, co się stało. Przecież nawet nigdy nie byli razem ani nic tego nie zapowiadało! To on był w niej zakochany, a ona traktowała go jak... kumpla, kolegę, przyjaciela? To on zawsze pędził do niej i zawsze mogła na niego liczyć, a jej czasem zdarzało się zapomnieć o spotkaniu z nim lub odwołać je dziesięć minut przed.

W tym momencie usłyszał sygnał w telefonie. Dostał sms'a. Spojrzał na wyświetlacz. Widząc, że to Perrie, mimowolnie lekko się uśmiechnął. Naprawdę bardzo ją lubił, była urocza. Trudno mówić o miłości, kiedy zna się kogoś niecały miesiąc, a w Harry'm zdecydowanie zaczęło się rodzić jakieś uczucie do niej. Pisali chwilę i umówili się na czternastą w „ich'' kawiarence.
Około wpół do drugiej zadzwoniła do niego Emilie. Zaniepokoiło go to i już wiedział, że coś jest nie tak.
-Cześć Emilie. Co jest?
-Hm, Harry... – zawahała się – byłyśmy z Bellą w stadninie i pojechałyśmy konno w teren. W lesie Sante i Laguna się spłoszyły i pogalopowały przed siebie. Bells zahaczyła o jakąś gałąź i spadła. Jesteśmy w szpitalu w Brighton i Bella prosiła, żebym zawiadomiła jej najbliższych. Ja pomyślałam, że powinieneś wiedzieć, bo...
-Co?! – przerwał jej Harry.
-W sumie to nic wielkiego. Skręciła kostkę i będzie miała jeden, może dwa szwy na kolanie.
-Będę za piętnaście minut!

Harry jechał zdenerwowany do szpitala, kiedy zadzwoniła do niego Perrie. No tak. Przecież byli umówieni... ale teraz go to nie obchodziło. Odrzucił połączenie i ruszył, bo światło zmieniło się na zielone. „Później napiszę jej sms'a'' – pomyślał.
Wpadł do szpitala, szybko zagadnął jakąś pielęgniarkę i ruszył we wskazanym kierunku. Na krześle w poczekalni dostrzegł Emilie. Zobaczyła go i wskazała głową drzwi na lewo.
-Matko Bells, wyglądasz okropnie! – zawołał Harry, kiedy tylko wpadł z impetem do pokoju. – To znaczy, jesteś śliczna jak zawsze. Wiesz o co mi chodzi!
Znowu rozdzwoniła się jego komórka, ale wyciszył ją i cisnął ze złością w głąb kieszeni. Przysiadł na brzegu łóżka Belli i spojrzał na jej podrapaną twarz i opuchnięte oko.
-Jak to się stało?!
-Wiesz przecież jaka jest Sante. Panicznie boi się węży, myszy czy jaszczurek, więc pogalopowała na oślep przed siebie.

Pech chciał, że na drogę wystawała gałąź świerku – próbowała uśmiechnąć się ironicznie, ale przez bolące zadrapanie koło ust, ta próba zakończyła się tylko grymasem bólu na jej twarzy. Harry odruchowo złapał ją za rękę. Wydarzenia z ostatnich tygodni nie miały dla niego w tym momencie żadnego znaczenia. Nie mógł patrzeć na nią w takim stanie. Wbrew samemu sobie, poczuł, że w jego oczach zbierają się łzy.

-Hej, nie płacz głuptasie. Nic takiego się nie stało. Przecież jestem tutaj z tobą, a od kilku zadrapań się nie umiera – kciukiem pogładziła uspokajająco jego dłoń i uśmiechnęła się lekko.
Harry popatrzył jej w oczy i nagle wróciły do niego wspomnienia sprzed kilku tygodni.
-Bells... Co się z nami ostatnio stało? Dlaczego mnie unikasz?
-Harry ja... ja cię nie unikam, po prostu...
-Bella... unikasz i dobrze o tym wiesz, a zresztą ja nie pytam się o sam fakt, a o powód. Ma to jakiś związek z Perrie?
Dziewczyna wyraźnie chciała coś powiedzieć, ale po usłyszeniu ostatniego pytania zamknęła usta i spuściła głowę.
-Bella proszę cię, odpowiedz. Bez jakichś dziecinnych zagrywek.
-Kochasz ją? – szepnęła lewie dosłyszalnie.
-Słucham? – chłopak nie był pewny, czy dobrze usłyszał, wydawało mu się to niemożliwe.
-Zapytałam, czy ją kochasz – powtórzyła już pewniej, patrząc mu prosto w oczy.
-Skąd to pytanie?
-Odpowiedz.
-Bella, jesteśmy razem, więc na pewno coś do niej czuję, ale trudno nazwać to miłością po niecałym miesiącu znajomości.
-Harry, mogę cię o coś zapytać? Obiecaj, że odpowiesz szczerze.
-Obiecuję.
-Czy kiedykolwiek pomyślałeś, że mógłbyś czuć do mnie coś więcej niż przyjaźń?

Tego Harry kompletnie się nie spodziewał. Zaniemówił i spojrzał jej prosto w oczy. Zobaczył w nich niepewność i charakterystyczny dla oczu Belli blask.
-Harry?
-Ja...tak. Bella przyjaźnimy się od czterech lat. Jakiś rok po tym jak się poznaliśmy… przez te trzy lata byłem w tobie zakochany – miał jej tego nigdy nie powiedzieć, ale teraz, kiedy to z siebie wyrzucił, poczuł się dużo lepiej.
-Ja też.
Co?! Teraz to kompletnie znieruchomiał. Takiego obrotu sprawy w ogóle się nie spodziewał. Jak oboje mogli być przez tyle lat tak bardzo ślepi?
-A..ale ja myślałem, że nie mam u ciebie szans! Traktowałaś mnie jak przyjaciela, a poza tym. Spójrz na siebie! Jesteś taka młoda. I piękna. Jak taki ktoś jak ja mógłby mieć u ciebie szansę?
-Żartujesz sobie? Przecież to ty jesteś wielkim Harry'm Styles'em! Jesteś jednym z najprzystojniejszych facetów na świecie, a miliony kobiet dałyby się pokroić, żeby być z tobą - zarumieniła się.
-Czyli wygląda na to, że obydwoje myśleliśmy to samo, ale żadne z nas nie miało odwagi, żeby chociażby poruszyć ten temat.
-Harry? Myślisz, że jest dla NAS jakaś szansa?
-Bells, nie zapominaj, że mam dziewczynę.
-Ale mówiłeś, że jej nie kochasz...
-To nie takie proste. A poza tym nie mogę jej teraz, tak o, zostawić. To naprawdę fajna dziewczyna, nie chcę jej zranić. A poza tym...– zawahał się – poznaliśmy się w dość... hm... nietypowych okolicznościach. Perrie była na Tower Bridge...

Przytłoczyła ją sława, niedawna śmierć matki, kłótnia z ojcem... Zdradziła ją najbliższa przyjaciółka... Perrie chciała skoczyć z mostu.
Belli wyrwał się zdumiony okrzyk. Zakryła usta dłonią.
-Widzisz teraz, że to nie takie proste...
-Harry?
-Tak?
-Kocham cię, wiesz?
-Wiem Bells, wiem... ja też – przygryzł wargę. – Ale to nie ułatwia obecnej sytuacji.

CDN.

Sara RÓŻYCKA
1D

2016/2017 NR 2 - "The last time of love" CZĘŚĆ II: "The First Moon"

Harry dopiero po przekroczeniu progu domu, kiedy uderzyła go fala ciepła i znajomego zapachu, poczuł jak bardzo jest zmęczony. Do tego całkiem skostniały mu ręce. Pomimo tego, że miał w głowie prawdziwy mętlik, postanowił odłożyć przemyślenia na inny dzień. Przed tym jak zamknęły mu się powieki, zdążył tylko spojrzeć przelotnie na zegarek. Dochodziła trzecia w nocy.

Następnego dnia obudziło go natrętne szczekanie jakiejś chichuaua'y albo jeszcze innego york'a... Harry nie przepadał zbytnio za psami i zdecydowanie wolał koty. Mimo to i tak nie widział się w roli opiekuna jakiegokolwiek zwierzęcia.

Wstał i skierował się w stronę kuchni. Westchnął na widok wielkiej góry naczyń w zlewie... Wiedział, że jego zmywarkę dostarczą z serwisu (jak dobrze pójdzie) za minimum kilka dni, ale nie miał w tej chwili głowy i chęci do jakichkolwiek obowiązków domowych. Może wieczorem zamówi jakąś sprzątaczkę, w sumie przydałoby się usunąć te koty kurzu z podłogi. „Hm, chyba jednak mam w domu całą kociarnię” – uśmiechnął się do siebie. Stanął przed lodówką i otworzył ją, ale jakoś nie miał ochoty na nic do jedzenia. Miał ochotę tylko na kawę.. i to najlepiej gdzieś na mieście. Szybko wziął prysznic i przebrał się w nowe ubranie, ogarnął jego dość wymagające włosy, narzucił ramoneskę i wyszedł z domu.

Kiedy tylko wyszedł za bramę, zobaczył ostatnią osobę, jaką spodziewałby się zobaczyć.
– Cześć – uśmiechnęła się z wyraźną skruchą, a jej policzki oblał delikatny rumieniec. – Wiesz, pomyślałam sobie... jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko... i masz czas... tak w ramach przeprosin... i w sumie też podziękowania... – zaczęła się plątać dziewczyna. – Może dałbyś się zaprosić na lody? Naprawdę nie wiem, co mi wczoraj strzeliło do głowy.

Spojrzała na niego niepewnie, przygryzając dolną wargę, a on powoli pokiwał głową.
– I tak akurat miałem iść do jakiejś knajpki na poranną kawę.

Ruszyli w milczeniu brukowaną uliczką i wstąpili do przytulnej kawiarenki z białymi petuniami wiszącymi przy wejściu. Harry zamówił sernik żurawinowy z gałką lodów i kawę, a Perrie mówiąc, że jest już po śniadaniu, wzięła tylko wodę z miętą i plasterkiem cytryny. Po odejściu kelnerki, między nimi znów zapadła niezręczna cisza.

– Harry...- zaczęła w końcu dziewczyna. – Ja.. ja naprawdę nie wiem, co powiedzieć. I wiem, że masz mnie teraz pewnie za jakąś wariatkę, ale ja naprawdę nie wiedziałam wczoraj, co robię. I przepraszam Cię za to, że tak na ciebie nafuczałam na moście. Wiem, że zrobiłam źle.. Źle to nawet mało powiedziane. Naprawdę cię przepraszam... i dziękuję. Wolę nie myśleć o tym, co by się stało, gdyby nie ty.

81W miarę rozmowy Harry był coraz mniej zły na Perrie. Długo rozmawiali, a on, pomimo że i tak uważał całą sytuację za niedopuszczalną, po części ją rozumiał. Sam był przecież wielką gwiazdą, liderem jednego z największych bandów w historii. Mimo że kilka lat temu zespół się rozpadł, nawet teraz potrafił go dopaść tłum fanek, papsy często koczowały po jego domem, a rozdawanie autografów było na porządku dziennym. Już sam ten fakt sprawiał, że tak naprawdę żył w ciągłym stresie i musiał ukrywać swoje osobiste sprawy przed światem i gazetami typu The Sun. Do tego Perrie rok temu straciła matkę, zerwała kontakt z ojcem, a wczoraj dowiedziała się, że jedna z jej najbliższych przyjaciółek, w której miała po tym wszystkim oparcie, wykorzystała ją i udawała przyjaźń tylko dla sławy. A kiedy wytwórnia Nialla&Louis'yego zaproponowała jej kontrakt, ta zerwała z Perrie kontakty i zwyczajnie wyśmiała jej naiwność.

Rozmawiało im się tak dobrze, że po godzinie przeszli do domu Harry'ego. Siedząc na miękkich sofach rozmawiali, śmiali się razem i oglądali filmy. Okazało się, że mają wiele wspólnych tematów i podobne poczucie humoru. Wieczorem zamówili pizzę, a około ósmej Harry odprowadził dziewczynę do domu. Już mieli się pożegnać, kiedy Perrie zapytała:

– Harry, nie wybierasz się przypadkiem jutro na Ball Halloweenowy BRIT AMA? Tak sobie pomyślałam, jeżeli oczywiście nie masz nic przeciwko, to moglibyśmy się tam wybrać razem... Jako przyjaciele, rzecz jasna – dodała szybko, widząc zmieszanie na twarzy Harry'ego. – Wiesz, Jade mówiła, że może będą z Niallem, ale wiesz jak to z nimi jest... A poza tym, nie chcę im przeszkadzać, a miło byłoby mieć kogoś, z kim można pogadać podczas imprezy.
– W sumie, czemu nie? – uśmiechnął się chłopak po chwili namysłu. – Bal zaczyna się o północy, tak? W takim razie przyjdź do mnie jakoś tak dwadzieścia po jedenastej, pojedziemy razem, okej?
– Okej. Pa Harry, dziękuję za miły dzień.

Następnego dnia Harry wyszedł z domu o umówionej godzinie. Perrie już na niego czekała. Wyglądała naprawdę ślicznie i przekonująco jako czerwonooka wampirzyca.
– Widzę, że dobraliśmy się pod kątem strojów – powiedział Harry poprawiając swoje sztuczne kły.

Perrie uśmiechnęła się w odpowiedzi. Na miejsce dojechali przez korki o pół godziny za późno, a impreza zdążyła się już rozkręcić na dobre. Po nieuniknionej napaści papsów i przywitaniu się z gospodarzami, udali się na salę. Przetestowali wszystkie przekąski, śmiejąc się i rozmawiając. Być może w małej mierze dzięki zasłudze wiśniowego poncza, rozmawiało im się jeszcze lepiej niż wczoraj. Dopiero przed czwartą rano coś zakłóciło ich spokój.
– Harry, – szepnęła nagle Perrie nalegająco – potem ci wszystko wyjaśnię, a teraz proszę cię... szybko obejmij mnie! No już, szybko!

Zdziwiony chłopak spełnił jej prośbę, patrząc w stronę, w którą wpatrywała się dziewczyna.
– Nie! Zwariowałeś? Nie patrz tam! A teraz powiedz coś i się zaśmiej! Jeszcze raz!

Harry westchnął i działał według jej instrukcji, bo wiedział już, co jest przyczyną jej zachowania. Co, a właściwie – kto. Sam nie był zadowolony pojawieniem się Zayna na balu. Po tym jak uzależnił się od narkotyków, odszedł z One Direction pod pretekstem tego, że sława go przytłacza. A następnie, okłamując wszystkich, wydał płytę solową i zaczął bezpodstawnie obrażać zespół, pomimo tego, że byli przez pięć lat przyjaciółmi. Był na niego wściekły i stracił do niego resztki sympatii. Perrie miała ku temu jeszcze inne powody. Rok przed odejściem z One Direction, Zayn oświadczył się Perrie. Byli ze sobą cztery lata i planowali ślub... A potem nagle zerwał z nią PRZEZ SMSA! Perrie odegrała mu się wydaną w 2016 roku ze swoim zespołem piosenką 'Shout out to my ex'. Mimo upływu lat, miała całkowite prawo nadal go nienawidzić.

Wtedy Harry zauważył Bellę. Zastygł w bezruchu. Kilka dni temu chciał ją zaprosić na bal, ale powiedziała mu, że na niego nie idzie! Tańczyła z boku parkietu z jakimś blondynem. Szepnął jej coś do ucha, a ona zachichotała i odpowiedziała. Harry poczuł się zawiedziony i wściekły. Jak mogła go tak wystawić?! Czuł też jak potęguje w nim zazdrość. W sekundę podjął decyzję. Spojrzał na Perrie, wskazał dyskretnie głową na Zayna i zadał jej nieme pytanie, czy może zrobić to, o czym myślał. Wiedział, że takie sceny są dziecinne, ale uznał, że w tym momencie nie ma to większego znaczenia. Perrie spojrzała na Zayna kontem oka. Patrzył w ich kierunku. Harry spojrzał na Bellę. Zauważyła go. Oboje ich obserwowali. Chłopak spojrzał na Perrie, pochylił się i... pocałował ją.
CDN.

Sara RÓŻYCKA
1D

2016/2017 NR 1 - "The last time of love" CZĘŚĆ PIERWSZA: "Moonlight"

Kiedy Harry wracał do domu, było już dość późno... a właściwie grubo po północy. Przycisnął mocniej do siebie fałdy czarnej ramoneski. Wiał straszny wiatr, nie dało się ukryć nadchodzącej jesieni. W połowie drogi chłopak przyłapał sam siebie na tym, że jego myśli powędrowały znów w stronę Belli. Harry uśmiechnął się do własnych wspomnień. Przed oczami stanął mu obraz dziewczny... Pamiętał każdy szczegół ich dzisiejszego spotkania. Kiedy zadzwoniła do niego, rzucił wszystko i pobiegł prosto do niej. Tak naprawdę żył od jednego spotkania z nią, do następnego. Uwielbiał ją, uwielbiał z nią rozmawiać, uwielbiał ten niezwykły blask w jej oczach, gdy pokazywała mu kolejną napisaną piosenkę, 81uwielbiał jej cudowny śmiech, uwielbiał ten jej charakterystyczny odruch, kiedy poprawiała opadające na twarz włosy. Harry zdawał sobie sprawę, że już od dłuższego czasu czuje do Belli coś więcej niż przyjaźń. Ale co z tego? Co z tego, skoro on, z pozoru odważny i twardy, nigdy nie odważył się nawet poruszyć z nią tego tematu? Wiedział, że nie powinien się z tym ukrywać, ale po prostu nie potrafił. Sam siebie za to nienawidził, ale prawda jest taka, że po prostu się bał. Chyba bał się sam przed sobą przyznać do uczucia do niej. Przyjaźnili się z Bellą od wielu lat i wiedział, że on też jest dla niej bardzo ważny... ale jako przyjaciel. Jakie on mógł mieć u niej szanse? Była śliczną i wysoką blondynką, o dużych ciemnych oczach. Bella była dla Harrego równa z ideałem, największym marzeniem niemożliwym do spełnienia. Tak bardzo nienawidził tego słowa. Marzenie.
– Też mi coś, – pomyślał – to tylko nieosiągalna nadzieja, która w pewnym momencie cię zniszczy.
Ale sam nie mógł przestać marzyć... marzyć o Belli w tę zimną, jesienną noc.

Westchnął głęboko, przywołując swoje myśli do porządku. Dzisiaj był poniedziałek, więc (co zdarza się naprawdę bardzo rzadko), ulice jednej z głównych dzielnic Londynu były prawie puste. Chłopak szybkim krokiem przemierzał słynny na całym świecie most. Tu wiało jeszcze bardziej, wiatr przybierał na sile, na Tower Bridge. W połowie mostu Harry przystanął w pół kroku. Kilka metrów od niego ktoś stał. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że ta osoba, a właściwie dziewczyna, stała... po drugiej stronie barierki zabezpieczającej. Chłopak czuł się jak sparaliżowany, kiedy zorientował się, co dziewczyna zamierza zrobić. Wziął głęboki wdech. Wtedy ona odwróciła twarz w jego stronę. Widać było, że płakała. Chyba przestraszyła się na jego widok i mocniej zacisnęła palce na barierce. Harry wolał nie myśleć o tym, co by się stało, gdyby jej ręka ześlizgnęła się, nawet i niechcący, z mokrej po deszczu rurze. Powoli zaczął iść w jej stronę.
– Stój – krzyknęła słabo, drżącym głosem. – Mówię ci stój! Bo skoczę!
– Chyba za dużo filmów się naoglądałaś. Zamierzasz mi powtarzać ustalone i nudne teksty każdego potencjalnego samobójcy, które pojawiają się w niemalże każdym kiepskim filmie czy serialu? I tak dobrze wiesz, że tego nie zrobisz – to był jeden z trudniejszych momentów jego życia i choć w środku trząsł się jak osika, udało mu się zdobyć na pewny siebie, ironiczny i nawet trochę olewczy ton. Wierzył, że tak uda mu się uratować dziewczynę.
– A ty niby skąd możesz to wiedzieć, co? Właśnie, że skoczę!
– Nie skoczysz – powiedział z pozoru luźnym tonem. – Gdybyś miała skoczyć, już dawno byś to zrobiła. Skoro jeszcze tu stoisz, to widać, że coś tam ci jeszcze dobrego w życiu zostało i się wahasz. Czekałaś tu, nawet podświadomie, aż ktoś przyjdzie i cię uratuje – uśmiechnął się ironicznie. – Tak więc jestem.
Zdecydowanym krokiem podszedł, chwycił ją talii i bez spotkania większego oporu próbował przeciągnąć na drugą stronę barierek. Noga poślizgnęła się dziewczynie na mokrej po deszczu powierzchni. Krzyknęła przerażona.
– I ty mi wmawiałaś, że chciałaś skoczyć? Wolne żarty – skomentował Harry, który utrzymał ją bez problemu. – Jesteś taka lekka, że gdybym nie przyszedł, a ty dalej byś tu stała w oczekiwaniu na swojego wybawcę, prędzej czy później ten wiatr zdmuchnąłby cię na dół. Skończyłabyś krzyczeć dopiero w lodowatej Tamizie – dopowiedział.
Dziewczyna popatrzyła mu w oczy z wściekłością i strachem, który próbowała ukryć. Jak on śmie mówić jej takie rzeczy? To nie jego życie kilka godzin temu roztrzaskało się na tysiąc niepasujących do siebie kawałków. Jednak, żeby przejść na drugą stronę rury musiała, chcąc nie chcąc, skorzystać z jego pomocy- ręce całkiem jej skostniały i kręciło się jej głowie.
– Więc jak masz na imię? – spytał Harry, kiedy przeszła niezgrabnie na jego stronę mostu.
– Nie twoja sprawa.
– Chyba mam prawo wiedzieć, po tym jak przed chwilą uratowałem ci życie.
Dziewczyna widocznie chciała coś odpyskować, ale w końcu poddała się i powiedziała cicho ''Perrie''.
– Co? Ciszej się nie dało?
– PERRIE! – wrzasnęła mocno poirytowana już dziewczyna.
Nie odpowiadał dłuższą chwilę, przyglądając się jej.
– Ja ciebie skądś znam – przyznał po chwili.
– Perrie Edwards – prychnęła z irytacją.
– Harry – odpowiedział, przyglądając się jej uważnie. – Harry Styles.
– No proszę – złość przeszła jej w irytację jego osobą. – Harry Styles. Kto by pomyślał, że dwie największe ''gwiazdki'' najsłynniejszych bandów spotkają się na Tower Bridge w Londynie, w z pozoru zwykłą jesienną noc – stwierdziła z pogardą.
– To jak tam twój zespolik? – spytał z także nieukrywaną irytacją.
– Dobrze wiesz, że Little Mix to już od kilku lat tylko historia. Zresztą tak samo jak to twoje całe One Direction.
– Nie mam zamiaru tracić czasu na pogaduszki z tobą. A teraz ''Perrie" odprowadzę cię do domu.
– Nie potrzebuję niańki – burknęła.
– Naprawdę sądzisz, że puszczę cię teraz samą, żebyś zrobiła następną głupotę?

Dziewczyna ruszyła już jednak do przodu, nie słuchając Harrego.
Dopiero wtedy zaczęło docierać do chłopaka, co tak naprawdę się przed chwilą wydarzyło. Poczuł jakby wielki kamień spadł mu z serca i przeszył go jeszcze większy strach. Obejrzał się za siebie i szybkim krokiem ruszył za dziewczyną.
CDN.

Sara RÓŻYCKA
1D