2015/2016 NR 3 - Pani Krystyna Ciechomska i Pani Monika Nowaczyk-Lasota

MOJE SPOTKANIE ZE ŚWIADKAMI HISTORII

W sobotę 12 grudnia br., w przeddzień kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego
w Polsce wybrałam się na Targówek, żeby spotkać się i porozmawiać z panią Krystyną Ciechomską (68 l.). Pani Krystyna opowiedziała, jak wyglądał według niej okres powojennej Polski i jak ówczesna codzienność różniła się od naszego obecnego życia.

Krystyna Ciechomska ma 68 lat, to rodowita warszawianka. Ojciec pani Krystyny- pan Ludwik Raniszewski- walczył w obronie naszego kraju podczas II Wojny Światowej. Ona sama urodzona w 1947 roku, niewiele pamięta ze swojego wczesnego dzieciństwa, ale udzieliła mi wielu informacji na temat okresu powojennego i życia w czasie PRL-u.

Miałam również przyjemność przeprowadzić wywiad z jej córką - Moniką Nowaczyk-Lasotą (44 l.), która opowiedziała, co czuło dziecko wychowujące się w czasach schyłku komunizmu i dyktatury PRL-u (1952-1989).

Monika Nowaczyk - Lasota- 44 lata, urodzona w Warszawie w 1971 roku.
Pani Monika przedstawiła czasy powojennej Polski z zupełnie innej perspektywy - z perspektywy dziecka.

WYWIAD Z PANIĄ KRYSTYNĄ CIECHOMSKĄ:
Redaktor: Dzień dobry. Dziękuję, że zechciała Pani ze mną porozmawiać. Proszę powiedzieć, czy według Pani w latach ’70 i ’80 było łatwiej wychowywać dzieci niż dzisiaj? Dlaczego?
Krystyna Ciechomska: Dzień dobry. W tamtych czasach było znacznie łatwiej wychowywać dzieci. Przede wszystkim były stałe godziny pracy - zawsze wiedziałam, że o danej porze będę w domu dla dzieci. Poza tym było łatwiej znaleźć pracę, dzięki której można było wyżywić rodzinę. Łatwiejsze było także znalezienie miejsca dla dziecka, np. w przedszkolu. Teraz wszystkie takie instytucje są przepełnione i często po prostu brakuje dla wszystkich miejsc.
R.: Co według Pani jest trudniejsze w dzisiejszych czasach, a z czym łatwiej sobie poradzić niż czterdzieści lat temu?
K.C.: Teraz ludzie nie mają na nic czasu - są przepracowani. Kiedyś zawsze była co najmniej godzina na spędzanie czasu z rodziną - dzisiaj jest to już bardzo rzadkim zjawiskiem. Ludzie wracają z pracy przemęczeni, chcą odpocząć, a w domu mają jeszcze mnóstwo obowiązków. Często po prostu nie starcza im sił na rodzinę i znajomych. Nie mają czasu na odpoczynek – wolnej chwili dla siebie.
R.: Czy uważa Pani, że ludzie pamiętający tamte czasy, nadal pielęgnują tradycje, kontynuują zachowania, które wtedy były dla nich naturalne i wpisane w codzienność?
K.C.: Szczerze mówiąc, ludzie na przestrzeni lat bardzo się zmienili. Są mniej otwarci, mniej empatyczni. Kiedyś dobrym zwyczajem było przychodzenie „na herbatkę” do sąsiadów, ludzie wykazywali większe zainteresowanie drugim człowiekiem. Teraz siedzą w domach i pilnują własnych spraw. Pewnie są tacy, którzy mieli jakieś charakterystyczne tradycje i nadal je celebrują, ale – według mnie - większość ludzi nie ma żadnych zwyczajów pochodzących z tamtego okresu.
R.: Jakie skutki II wojny światowej były najdotkliwsze?
61K.C.: Bieda i brak dostępu do mieszkań. Warszawa była bardzo zniszczona, co równało się z tym, że było mało budynków mieszkalnych. Codziennością było to, że w jednym małym, dwupokojowym mieszkaniu mieszkało kilka pokoleń danej rodziny. Oczywiście, jeśli miało się pieniądze, było dużo łatwiej znaleźć miejsce zamieszkania, ale w tamtych czasach mało kto miał ich wystarczająco dużo.
R.: Czy brakuje Pani czegoś, co było w tamtych czasach, a teraz już tego nie ma?
K.C.: Najbardziej spontaniczności i życzliwości u ludzi… Bezinteresownego uśmiechu do przechodniów na ulicy. Teraz każdy bierze udział w swoim własnym wyścigu szczurów, nie zwracając przy tym uwagi na innych.
R.: Jak Pani sądzi - czy dzisiejsza młodzież różni się od tej wychowywanej w latach ’70?
K.C.: Dzieci wychowujące się w tych czasach nie spędzają z rodzicami tyle czasu, ile rodzice spędzali z dziećmi kiedyś. Dostają kieszonkowe, wychodzą ze znajomymi i czerpią wzorce nie stąd, skąd powinny. Brak im ciepła rodzinnego, przez co są bardziej podatne na zły wpływ otoczenia. Kiedyś dzieci były dla rodziców na pierwszym miejscu - teraz bardzo często to miejsce zajmuje praca.
R.: Co bezpośrednio kojarzy się Pani z PRL-em?
K.C.: Najbardziej długie kolejki do sklepów. Żeby cokolwiek dostać, trzeba było czekać długimi godzinami. Jednak jeśli miałabym podać konkretny przykład… byłaby to limitowana żywność na kartki oraz samochody marki „Warszawa” i „Fiat 126p” jeżdżące od czasu do czasu po ulicach…
R.: Dziękuję Pani bardzo za udzielenie wywiadu.

WYWIAD Z PANIĄ MONIKĄ NOWACZYK-LASOTĄ:
Redaktor: Dzień dobry. Chciałabym rozpocząć od pytania na temat Pani dzieciństwa. Czy w porównaniu z obecnymi czasami uważa Pani, że w tamtych czasach dzieciom żyło się łatwiej?
Monika Nowaczyk-Lasota: Witam. Nie chcę oceniać, co jest lepsze, a co gorsze. Obecnie młodzi ludzie mają dostęp do wszystkiego. Kiedyś tak nie było. Do tej pory pamiętam, jaką radość sprawiał powrót do domu z rolkami papieru toaletowego pod pachą. Zakup rajstop był czymś niezwykłym. Teraz czegoś takiego się nie zauważa, jest to oczywiste, że w domu są wszystkie rzeczy… Wtedy nie miało się dostępu do tego, co teraz zalewa nas w nadmiarze.
R.: Co zmieniło się na niekorzyść od tamtych czasów do dnia dzisiejszego?
M.N-L.: Według mnie wspaniałą rzeczą było to, że kiedyś żyło się wolniej. Dużo wolniej. Mimo że rzeczywistość była szara i na pozór mało atrakcyjna, ludzie mieli czas dla siebie - żeby spotkać się, porozmawiać, cieszyć się drobnymi rzeczami. Dzisiejsze czasy? Dzisiejsze czasu to ciągły pośpiech, gonitwa, pęd z telefonem w kieszeni, nieustająca pogoń za czasem, którego ciągle brak.
R.: Czy uważa Pani, że tradycje, które celebrowano w tamtych czasach, zostały przez ludzi pamiętających je, do dnia dzisiejszego? Jeśli tak, to jakie?
M.N-L.: Kiedyś rodzina częściej spotykała się przy stole. Naturalne było, że często odwiedzaliśmy się wzajemnie. Teraz umykają nam rzeczy, które tak naprawdę są najważniejsze.
62R.: Czy jest coś, czego brakuje Pani w dzisiejszych czasach, co było dostępne gdy była Pani mała?
M.N-L.: Nie, niczego mi nie brakuje. Żałuję po prostu, że dzisiaj ludzie nie potrafią niczego docenić. Doskonale pamiętam, jak moim największym marzeniem w dzieciństwie był zwykły magnetofon na kasety. Jaką rzadkością i radością było kupienie kasety w Pewexie za tak trudno dostępnego dolara… Teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki, przez co kompletnie nie docenia się tego, że można tak po prostu dostać czy kupić tyle rzeczy.
R.: Jak Pani sądzi- w porównaniu z tym, że w latach ’70 Pani była dzieckiem, a teraz ma Pani dwie córki - czy dzisiejsza młodzież różni się od młodzieży żyjącej w tamtych czasach, a jeśli tak, to czym?
M.N-L.: Wtedy niewielu było stać na rzeczy, które teraz wydają się oczywiste. Na wakacje, na dodatkowe zajęcia… Pominę rzeczy, w które chodziliśmy ubrani. Dzisiejszej młodzieży pod pewnym względem jest łatwiej, bo mają do wszystkiego łatwy dostęp, ale równocześnie teraz jest większy szum informacyjny i chaos, który utrudnia właściwy wybór.
R.: Jaka rzecz kojarzy się Pani bezpośrednio z PRL-em?
M.N-L.: Puste półki w sklepach. Do tego jeszcze Fiaty jeżdżące po ulicach.
A.N.: Dziękuję za poświęcony mi czas i rozmowę.

rozmawiała:
Agata NOWACZYK
3B

2015/2016 NR 2 - Ksiądz Łukasz Andrzejewski

Nadchodzą święta Bożego Narodzenia. Pełne magii i radości. Ludzie kupują prezenty, dekorują domy, ubierają choinkę. Zadałyśmy księdzu kilka pytań, na temat tego okresu w roku.

Amelia: Jaka jest księdza opinia na temat świąt?
Ksiądz Łukasz Andrzejewski: Bardzo dobra. Lubię wszelkie święta, nie tylko Boże Narodzenie.

Milena: Jak wspomina ksiądz święta Bożego Narodzenia w swoim, rodzinnym domu?
Ks. Ł.: Najważniejsza była sama uroczystość i to, że byliśmy wszyscy razem. Spotykaliśmy się najczęściej u jednej z moich babć.

A.: Co natomiast w tym roku? Jakieś specjalne plany na Wigilię?
Ks. Ł.: Odkąd jestem w zakonie, mamy taką tradycje, że tę wieczerze spędzamy w naszej „nowej” rodzinie, czyli w rodzinie zakonnej. W tym roku, także będziemy świętowali tutaj, w parafii na Ostródzkiej, razem z innymi księżmi.

M.: Jakie świąteczne zwyczaje są księdzu najbliższe?
Ks. Ł.: Na pewno łamanie się opłatkiem, wszelkie tradycje związane ze śpiewaniem kolęd, ponieważ bardzo lubię śpiewać, sianko pod obrusem. Najbardziej odległe są dla mnie różnego rodzaju świąteczne potrawy.

A.: Wierzył ksiądz w św. Mikołaja? W jakim wieku odkrył ksiądz tą straszną prawdę?
Ks. Ł.: Tą straszną prawdę odkryłem w zerówce, kiedy mój tata przebrał się w św. Mikołaja i przyszedł do nas do klasy.

M.: Co chciałby ksiądz życzyć nam, uczniom z okazji tegorocznych świąt Bożego Narodzenia?
Ks. Ł.: Bożej mądrości i pokoju. A także spokoju, i w szkole, i w domu.

Amelia i Milena: Dziękujemy za udzielenie nam wywiadu i życzymy wszystkiego dobrego.

rozmawiały:
Milena CIERLICKA i Amelia ROSIAK
1D

2015/2016 NR 1 - Pani Ewa – mama współczesnej nastolatki

Sposób bycia i zachowania się młodzieży dawniej i dziś… Mówi się, że każdy wiek ma swoje prawa, jednak od nastolatków oczekuje się, że będą zachowywać się dojrzale i odpowiedzialnie. Czy kiedyś też tak było? Jak bardzo różni się dzisiejsza młodzież od nastolatków, jakimi byli nasi rodzice? Co natomiast pokolenie rodziców sądzi o nas? Odpowiedzi na te oraz inne pytania, poznasz czytając wywiad przeprowadzony z Panią Ewą – mamą współczesnej nastolatki.

Amelia: Jak wyglądał stosunek młodzieży do dorosłych gdy była pani nastolatką?
Pani Ewa: Wielu młodych ludzi zachowywało się w stosunku do dorosłych kulturalnie i odnosiło z szacunkiem.

61A: A jak wygląda obecnie?
P. E: Młodzi często lekceważą dorosłych, nie czują przed nimi respektu, a czasem nawet ich obrażają. Ale żeby nie było tak smutno i w dzisiejszych czasach spotyka się kulturalnych nastolatków :)

A: Ciekawa jestem jak wyglądał kiedyś stosunek do rówieśników?
P. E: Były przyjaźnie na „śmierć i życie’’, jak również zdarzało się robić brzydkie żarty osobom, których się nie lubiło.

A: Proszę powiedzieć co natomiast z życiowymi celami i ideałami?
P. E: Moim zdaniem zarówno dawniej jak i dzisiaj młodzież jest bardziej lub mniej dojrzała. Niektórzy nastolatkowie mają plany na przyszłość, a inni, nawet gdy są już prawie dorośli nie wiedzą, co chcą robić w życiu.

A: Jak młodzież spędzała swój wolny czas? Czy podobnie do współczesnych nastolatków?
P. E: Młodzież częściej spotykała się w domach lub w parku, gdyż nie było, jak obecnie, galerii handlowych, gdzie dzisiejsza młodzież uwielbia przesiadywać.

A: A moda? Czy dziewczyny dbały o wygląd zewnętrzny tak jak teraz?
P. E: Dziewczyny lubiły dobrze wyglądać, jednak miały dużo mniejszą dostępność sklepów z młodzieżowymi ubraniami. Nie było też allegro ;)

A: W jaki sposób wypowiadała się młodzież? Mówiła tak jak teraz, językiem „młodzieżowym’’ czy tak jak dorośli?
P. E: Nastolatkowie nie używali, tak jak współcześnie młodzieżowego żargonu, głównie dlatego, że nie grali w gry komputerowe i nie oglądali tak dużo telewizji. Ich język był bogatszy. Jednak i dziś młodzi potrafią ładnie się wypowiadać.

A: Bardzo dziękuję za rozmowę.

rozmawiała:
Amelia ROSIAK
1D