Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

2013/2014 NR 5 - Białołęka rowerzysty

Skromne i zadbane domy, spokój, niewielki ruch na drogach - tak właśnie prezentuje się moja ulubiona część Białołęki - OLESIN. Jest to idealne miejsce na szybką jazdę rowerem po nierównym terenie.
Na całej Białołęce możemy spotkać różne rodzaje nawierzchni, od asfaltu po żwir czy bagniste przeszkody. Ja jednak uwielbiam przede wszystkim Olesin, bo doskonale jeździ mi się wśród drzew, krzewów, ale też po piaszczystej drodze. 

81 82

Olesiński lasek jest bardzo tajemniczy i ma swój urok, jednak dostrzegam drastyczne zmiany w wyglądzie tego miejsca. Nie jest już taki sam jak przed rokiem, kiedy to podczas wakacji często odwiedzałem to miejsce. Wjazd do lasu zmienił się nie do poznania.

Po przejechaniu niecałego kilometra zobaczyłem taki zatrważający widok.
Miejsce, które jeszcze tak nie dawno było piękne i niezwykłe, zamieniło się w wykarczowane pole. Ocalały tylko nieliczne drzewa - ocalały tylko te drzewa, którym udało się zdobyć miano pomnika przyrody.
Ciągle jest to miejsce dzikie i pełne uroczych zakątków, choć ludzie już zaczynają powoli niszczyć ten piękny krajobraz, pozbywając się tu swoich śmieci.
W lasku olesińskim można spotkać wiele śladów bytności zwierząt: tropów czy też ich odchodów.
Na szczęście, nie spotkałem się jeszcze oko w oko z dzikiem, jeleniem czy lisem, ale chyba byłem świadkiem czegoś gorszego. Pokonując swoją normalną rowerową trasę, postanowiłem zboczyć z własnego szlaku w starą i już trochę zarośnięta drogę szerokości samochodu. Przejechałem kilka metrów i to co tam zobaczyłem, zapadło mi głęboko w pamięć. Patrząc przed siebie nic szczególnego nie widziałem, ale gdy tylko odwróciłem głowę w lewo, zobaczyłem to...

83 84

Takich czaszek były dziesiątki, żadnych innych kości nie było, tylko wszędzie czaszki - scena niczym z horroru. Do dziś nie wiem, co tam się stało, ale całość wygląda makabrycznie.
Czy naprawdę mamy szczęście, że mieszkamy na Zielonej Białołęce i mamy swobodny dostęp do "świeżego, czystego lasu"? Trochę mi szkoda tych pięknych wiejskich krajobrazów, które mamy na wyciągnięcie ręki. Dobrze, że nie przytłacza nas jeszcze ogrom domków jednorodzinnych czy wielkich osiedli mieszkaniowych.


KAMIL KARCZ
3D

2013/2014 NR 4 - „Nie żyje się, nie kocha i nie umiera na próbę”

WIERSZE uczennic z klasy III d z cyklu:
"Nie żyje się, nie kocha i nie umiera na próbę.”
W następnym numerze ukażą się utwory naszych pierwszoklasistek!! !

"Próbowanie życia"

Nie żyje się, nie kocha i nie umiera na próbę.
Życie trzeba brać garściami, bo jest wielkim cudem.
Kochać znaczy żyć, żyć znaczy kochać,
Choć przy tym czasem można wielce szlochać,
Umrzeć z miłości to jest każdego chęć,
Więc ja już umieram, mnie już nie ma. Cześć.


DOMINIKA JANKOWSKA
3D

 

***

Nieszczęśliwy pamiętaj o tym,
Że żyjesz tylko jeden raz.
A szczęśliwy nie biegnij na czas,
Bo nie ma życia na próbę.

Miłość nie zaniedbuje niczego.
Gdy prawdziwa to też szczęśliwa.
Jeśli pamięta, to niezniszczalna.
Nie potrzeba do niej żadnych prób.

Kiedy przyjdzie na ciebie czas,
Twoje życie się skończy.
Pójdziesz dalej ścieżką taki,
Jaki byłeś za życia.

Są takie rzeczy, które zdarzają się tylko jeden raz,
Bo nie żyje się, nie kocha i nie umiera na próbę.


JOANNA BOROWSKA
3D

 

***

Rozbłysły reflektory,
Rozpoczyna się spektakl,
Stoisz w głębi sceny w bezruchu,
Nie za bardzo wiesz co robić,
Nie było żadnej próby,
Brak jakiegokolwiek przygotowania,
Uśmiechasz się do widzów próbując ukryć wewnętrzny strach,
Machasz do nich,
Nie reagują...
Witasz się, przedstawiasz,
Nie odpowiadają...
Nagle zdajesz sobie sprawę, że masz jedną szansę,
Musisz pokazać na co cię stać.
Rodzisz się, otwierasz oczy, poznajesz świat,
Dorastasz, kształcisz się,
Żyjesz tak, jak podpowiadają ci dorośli...
Lecz nagle pojawia się ona.
Wywraca wszystko do góry nogami.
Popełniasz dla niej błędy, których czasem nie zdołałeś naprawić,
Oddajesz jej serce, lecz ona je łamie.
Jesteś zraniony,
Rany nie chcą się zabliźnić,
Krwawisz,
Ptaszek jest sam w klatce,
Wiesz, że nie możesz go wypuścić,
Dusi się...
Męczy...
Nie potrafisz otworzyć furtki,
Dusisz się...
Męczysz...
Nie było przygotowania,
Nie było próby,
Upadasz,
Podnosisz się,
Cierpiąc, ostatkiem sił próbujesz wydobyć z siebie resztki życia,
Patrzysz w lustro i widzisz twarz,
Szarą i zmęczoną,
Spoglądasz na widownię,
"Są zadowoleni?",
Wyraz ich twarzy pozostaje taki sam,
Obawa narasta,
Zamykasz oczy,
"Nie dam rady" - myślisz,
Upadasz,
Spoglądasz na marmurowe twarze,
Są piękne i nieskazitelne,
Brak reakcji,
Czujesz, że się rozpadasz,
Uświadamiasz sobie jak bardzo jesteś kruchy,
Umierasz...
Zapada ciemność,
Scena znika za czerwonym płaszczem kurtyny,
Marmurowe twarze wstają i kierują się w stronę wyjścia z teatru...


HELENA WRONKA
3D

2013/2014 NR 3 - Salvador Dalí

81

Salvador Dalí (1904-1989) - hiszpański malarz, jeden z najbardziej znanych surrealistów. Postrzegany bywał jako skrajny ekscentryk, wymyślił własną metodę „paranoiczno-krytyczną”.

Przykładowe obrazy:

82

„Uporczywość pamięci”

83

„Sen”

84

„Kuszenie Św. Antoniego”

85

„Galatea sferyczna”

2013/2014 NR 2 - wiersze

W tym numerze chcieliśmy zaprezentować wiersze nagrodzone w konkursie szkolnym. Zadaniem uczestników było napisanie utworu nawiązującego do koncepcji naszej szkoły – "Przez naukę i sport ku dorosłości" bądź propagujący idee olimpijskie.

Zwycięzca

Kiedy w starożytnej Grecji
Zaczynały się igrzyska
Ustawały wojny
Milkły spory
Zwyciężał człowiek
Kiedy dziś zapala się
olimpijski znicz
Tysiące policjantów i tajnych służb patrzy
Czy nie wpadną petardy na boiska
Czy nie wybuchną bomby na trybunach
Piękne ceremonie otwarcia
Rywalizacja i radość ze zwycięstw
Uznanie, oklaski, medale
I gdzieś w powietrzu unosi się pytanie
Czy na współczesnych igrzyskach
Też wygra człowiek

KATARZYNA KWATERSKA kl. 2D
1 miejsce

* * *

Per aspera ad astra
Przez trudy do gwiazd
Idę ścieżką przez życie
A przeszkód przede mną las

Jeszcze jeden start
Jeszcze jedna prosta
Musisz być pierwsza mówią mi
Rzuć wszystko tylko wygraj
Inni nie liczą się

A ja nie chcę tylko wygrać
Po trupach ścigać się
Tylko z życiem zagrać
Na zasadach fair play

JULIA KOZŁOWSKA kl. 3D
2 miejsce

Olimpiada

Olimpijczyk to nie tylko
Ten co biegać umie szybko,
Ten co basen wnet przepływa,
Ten co medal znów zdobywa.

To ktoś taki, kto ma chęci,
Motywację, cel, marzenia,
Dzięki czemu jak ptak leci,
Prosto w stronę ich spełnienia.

I ty także weź marzenia,
To jest moja dobra rada,
Odrzuć wszystkie utrudnienia,
To jest twoja olimpiada.

KATARZYNA KUŚMIERCZYK kl. 3D
3 miejsce

* * *

Słońce na niebie poranek budzi
a ty dalej, dalej jak co dnia
Zbierasz swe siły by znów się natrudzić
Jak dziś wyglądać będzie droga twa?

Pytasz się: czy to ma znaczenie?
Czy w tym dniu jest jakiś cel?
Kolejny raz poddasz w zwątpienie
Czerwień krwi słodkiej i śniegu biel.

I będzie to dzień jak każdy
Czy spostrzeżesz różnicę? O, nie.
A może to czas by coś zmienić?
Odgonić od siebie myśli złe.

Zawsze sądziłeś, że twe starania
Nie zmienią nic w twoim życiu
Ale dlaczego? Lepiej spróbować
Niż trzymać swój talent w ukryciu

Więc dalej! Na co czekasz? Szkoda tego dnia,
Po to, by znów tak go przeżyć,
Tak jakby nic nigdy nie miało się stać
Pora w siebie uwierzyć!

Pamiętaj tylko: nie pozwól,
By coś mogło zniszczyć twój cel!
Staraj się, staraj, aż będziesz dość miał
A nie poszarzeje życia biel.

KATARZYNA HERNIK kl. 3C
wyróżnienie

2013/2014 NR 1 (WYDANIE SPECJALNE) - opowiadanie „Dążąc do doskonałości”

Długo zastanawiałem się nad sensem ludzkiego istnienia. Zadawałem sobie pytanie: „Do czego powinniśmy dążyć?”. Wreszcie coś mnie olśniło. Pomyślałem o moim koledze Stefanie.
Większość dzieciaków z naszej szkoły go nie tolerowała ze względu na imię, które brzmiało staroświecko, no i ze względu na pochodzenie, ponieważ Stefek pochodził ze wsi, a my wszyscy albo byliśmy warszawiakami, albo nie pamiętaliśmy, skąd się wzięliśmy w stolicy. Jeszcze te jego rude włosy we wrednym odcieniu nie pomagały mu wcale. Jako jedyny zadawałem się z nim, ponieważ zdarzyło się nie raz, że nie mogłem sobie poradzić z matmy czy fizy, a gościu zawsze chętnie mi pomagał, a innym odmawiał. Wynika to z mojego farta, ponieważ nie było mnie pierwszego dnia w szkole, kiedy zrodziły się wszystkie uprzedzenia do chłopaka. Siedzieliśmy także razem w ławce na większości przedmiotów. Średnią miał grubo powyżej pięciu, a nawet i z wychowania fizycznego miał szósteczkę. Mimo że był szkolnym prymusem, to nikt nigdy na niego ręki nie podniósł, gdyż zajmował się sztukami walki. Był świetnym kickboxerem, a jego kopnięcia docierały nawet ponad głowy przeciwników. Można było gościa podziwiać za równowagę pomiędzy ciałem a umysłem.
81Pewnego razu, chcąc posmakować ciężkiego treningu fizycznego, poszedłem ze Stefkiem na siłownię. Kolega, rzecz jasna, był świetnie zorientowany i wiedział, gdzie wszystko ma swoje miejsce. Oczywiście zaczęliśmy od rozgrzewki, przez którą udało mi się jakoś przebrnąć. Składała się ona z trzech faz. Pierwszą tworzyły ćwiczonka ogólnorozwojowe w stójce. Druga polegała na bieganiu po mechanicznej bieżni, a ostatnia na rozciąganiu. Widać było staranność i dokładność w poczynaniach kumpla, który wszystkie ćwiczenia wykonywał z pełną koncentracją, nie dopuszczając do błędu. Potem przystąpiliśmy do ćwiczeń na własnym ciężarze, zaczynając od pompek. Przed robieniem ich wydawały mi się banalnie proste, ale po przyjrzeniu się świetnej technice Stefka i próbie zrobienia tego samego, zmieniłem pogląd na ten temat. Podczas gdy rudy robił powtórzenie po powtórzeniu, widać było, że daje z siebie wszystko. Jego tricepsy sprawiały wrażenie, jakoby za chwilę miały pęknąć, a twarz była skupiona jak podczas siedzenia na popularnej „dwójce”. Ten widok pokrzepiał i zachęcał do działania, co poskutkowało pochwałą ze strony kolegi. Po pompkach zrobiliśmy kolejno serię brzuszków, grzbietów i podciągnięć na drążku, po czym przeszliśmy do właściwego treningu. Wzięliśmy się za ławeczkę prostą i sztangę. Przydzielony mi został gryf z obciążeniem 40 kg, a Stefanowi z obciążeniem 80 kg. Jakoś mnie ta różnica w wadze obciążenia nie dołowała, gdyż wiedziałem, że Stefek to po prostu kozak. W czasie ćwiczeń można było zaobserwować miłość młodzieńca do wysiłku fizycznego. Mimo wielu powtórzeń w cyklu Rudy nie poddawał się i każde z nich wykonywał jak najdokładniej. Widać było pasję, jaką wkładał w to, co robi. Po wszystkim kipiał z radości z powodu pokonania samego siebie. Powiedział, że tylko szczera i uczciwa praca jest w stanie doprowadzić człowieka do sukcesu. Następnie zabraliśmy się kolejno do wyrabiania bicepsów, ramion, pleców, nóg i mięśni brzucha, krótko mówiąc, zrobiliśmy sobie typowy trening obwodowy. Wykonywaliśmy 4 serie średnio po 8 powtórzeń. Po czym zakończyliśmy pracę fizyczną i poszliśmy na świeżo wyciśnięty sok z owoców, jak na prawdziwych sportowców przystało. W drodze do domu Stefek tłumaczył mi, że dla zachowania witalności, dobrego samopoczucia, zdrowia i dla lepszych efektów treningu stosuje się odpowiednią zdrową dietę.
- Oczywiście bez szaleństw - podkreślił.
Zapytałem go, czy może rozpisałby mi taką dietę i czy mógłbym częściej z nim chodzić na siłownię.
- Naturalnie - odparł. Po krótkiej konwersacji rozeszliśmy się do domów.
W nocy nie mogłem zasnąć, ponieważ mięśnie mnie dokuczliwie pobolewały, a poza tym byłem podekscytowany dniem. W mojej głowie pojawiały się idealistyczne myśli na temat kondycji mojego ciała. Stwierdziłem, że chciałbym być taki jak Stefan, tak dobrze wytrenowany. Po nieprzespanej, a zarazem przełomowej nocy, musiałem zbierać się do szkoły. Szybko spakowałem drugie śniadanie zrobione przez moją mamę oraz pędem umyłem zęby. Wyruszyłem do szkoły tuż po śniadaniu. W drodze do niej spotkałem rudzielca. Z marszu zapytał, jak się czuję po wczorajszym treningu.
- Nieźle - odparłem. Rudy zapytał mnie jeszcze, czy chcę pójść z nim dziś na kółko historyczne po lekcjach. Jakoś ciężko mi przeszła przez gardło przytakująca odpowiedź. W sumie to nie wiem, dlaczego się zgodziłem na pójście na te arcynudne zajęcia, ale stwierdziłem, że jakoś to przeboleję. W końcu kumpel nieraz mnie poratował, kiedy byłem w potrzebie.
Z dzwonkiem kończącym ostatnią lekcję wraz ze Stefkiem udaliśmy się do sali historycznej, gdzie odbywało się kółko z tego właśnie przedmiotu. Zajęcia prowadził pan Jagiełło, no w sumie nazwisko do czegoś zobowiązywało. Tematem przewodnim dzisiejszego spotkania była dynastia Jagiellonów. Osoba, która najbardziej trafnie opowiadała na pytania, to Stefan. Nie mogłem w to uwierzyć! Wiedziałem, że ma on znakomite oceny, ale nie wiedziałem, że jego wiedza jest aż tak rozległa. Poza tym, jak gość, który tyle czasu spędza na szlifowaniu swojej muskulatury, może przyswajać tyle wiedzy, to się kłóciło ze wszelkimi stereotypami! Co historyk rzucał nowe zagadnienie, Rudy miał pojęcie o wszystkim. Wszyscy w klasie zawsze podejrzewali go o ściąganie, ponieważ na lekcji się nie udzielał, a miał same piątki ze sprawdzianów. Co prawda nikt go nigdy na tym nie przyłapał, ale jak nastolatkowie sobie coś ubzdurają, to później ciężko jest im się wycofać ze swoich poglądów. Teraz już wiedziałem, że Stefek nie ściąga, tylko skubaniec to wszystko po prostu wie. Po kółku zapytałem się go, jak on to wszystko robi. Jakim sposobem znajduje czas na przyswajanie wiedzy, jeżeli tak dużo go poświęca na ćwiczenia. Powiedział on, że jeśli robisz coś na przekór sobie, pokonując tym samym własne bariery zarówno w sferze fizycznej, jak i mentalnej, to wiesz, że dałeś z siebie wszystko i że nie możesz nic sobie zarzucić, w takiej sytuacji żyjesz w zgodzie z samym sobą i jesteś spełnionym człowiekiem. Po jego słowach rozeszliśmy się do domu.
Następnego dnia, dotarłszy do szkoły, usłyszałem straszną wieść. Stefan zmarł! Jeden z kolegów z rażącym spokojem opowiedział mi o tym. Stefka podczas wieczornego biegania po lesie dostał zawału. Chłopak zmarł na miejscu. Został on znaleziony przez leśniczego, ale wtedy już nie żył. Poczułem się dotknięty tą informacją i zażenowany zachowaniem kolegi, który mówił o tym jakby nigdy nic. Z powodu tego całego napięcia strzeliłem go w nos i pobiegłem do domu. Po prostu nie wytrzymałem i gdy byłem już w domu z rozpaczy zasnąłem. Nazajutrz zastanawiałem się jak to możliwe, że zabił go własny organizm, przecież on ćwiczył, dobrze się odżywiał itp. i itd., a tu nagle zawał. Przecież sport to zdrowie. Nie dawało mi to spokoju i postanowiłem wybrać się do matki zmarłego. Jego mama była zrozpaczona, ale przez łzy powiedziała mi, że miał on ukrytą wadę serca i to przez nią zmarł. Na koniec rozmowy powiedziałem biednej kobiecie, że jest mi bardzo przykro i że Stefan był moim przyjacielem.
Mam nadzieje, że opowiedziana przez ze mnie historia wzbudziła sympatię do Stefka. Osobiście cenię sobie tego chłopaka, gdyż był on wzorem dla każdego. Był symbolem pokonywania własnych słabości, co nie było czymś umotywowane. Nie walczył on o swoje życie, lecz chciał się doskonalić i spełniać jako inteligentna istota ludzka. Czy życie jest fair? Czy Rudy zasługiwał na śmierć? Przecież niczemu nie zawinił, dbał o siebie i nie przejmował się przeciwnościami losu, ponieważ wiedział, że są one błahe.


MAKSYM POPOW
ABSOLWENT GIM. 164