Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

2012/2013 NR 6 - ULICA BEZ NAZWY odc. 2

Amelia ocknęła się w ciemnym pomieszczeniu. Było niewielkie, kwadratowe, a podłoga była zimna i nieprzyjemna. Po skośnych oknach w suficie domyśliła się, że był to strych jakiegoś budynku. Księżyc słabo oświetlał pomieszczenie, ale dziewczyna zdołała zauważyć w kącie kilka butelek, drewno na opał, węgiel i średniej wielkości drewniane beczki. Chciała się jakoś przemieścić, bo pozycja, w której leżała, stawała się nieprzyjemna. Ale gdy delikatnie się poruszyła, poczuła przeszywający ból w prawej nodze. Mało tego, poczuła również, że ma związane ręce. Próbując uwolnić się z kurczowo zaciśniętych więzi na jej rękach, z oddali usłyszała cichą rozmowę. Prowadziło ją dwóch mężczyzn.
- Myślisz, że coś widziała? – Zapytał mężczyzna z grubszym głosem.
- Nie mam pojęcia. Ale szwendała się tu bez celu, a przecież nikt tu się już nie zapuszcza. Może pracować dla policji. Lepiej nie ryzykować. Musimy ją dokładnie przesłuchać i dowiedzieć się co wie. – Zarządził drugi.
- I wydaje ci się, że tak po prostu nam wszystko powie?
- Nawet jeśli nie, to nie możemy dopuścić do tego, żeby ktoś się o nas dowiedział.
81Głosy stawały się coraz wyraźniejsze. ,,Idą tu’’ – pomyślała Amelia. Po chwili drzwi strychu się otworzyły. Do pomieszczenia weszło dwóch ubranych na czarno mężczyzn. Nie potrafiła przyjrzeć się ich twarzom, ponieważ mimo otwartych drzwi w pokoju nadal panował półmrok. Zdołała tylko zauważyć, że na ramieniu grubszego mężczyzny widniał wyraźny wizerunek jakiejś kobiety.
- Widzę, że nasza ptaszyna zdążyła się już obudzić. – Powiedział szczuplejszy mężczyzna. – Muszę przyznać, że masz twardą główkę kochana. Mel czy mógłbyś przynieść nasze dziewczę do spiżarni? Chciałbym zadać jej kilka pytań. – Rozkazał.
Mel posłusznie spełnił polecenie, najpierw zasłaniając Amelii oczy brudną szatką, a potem biorąc ją na plecy i wynosząc z ciemnego strychu. Amelia liczyła schodki prowadzące na strych. Doliczyła się dwudziestu dwóch, co znaczyło, że strych jest oddalony od reszty budynku. Następnie Mel skręcił w prawo i znowu wchodził w górę, tylko tym razem piętnastostopniowymi schodami. Dalej nie mogła się zorientować, ponieważ jej organizmem nagle zaczęły rządzić mdłości towarzyszące nerwom. Tak bardzo się bała. ,,Trzeba było zostać w domu’’- pomyślała z rozpaczą.
Po kilku minutach, Mel posadził dziewczynę na krześle, mocno przywiązał i zdjął opaskę z oczu. Amelia musiała przyzwyczaić wzrok do rażącego ją w oczy światła. Pomrugała kilka razy, ale to nic nie dało, ponieważ jasny reflektor świecił jej prosto w oczy. Zamknęła je więc z powrotem.
- W takim razie powiedz nam, co właściwie tu robisz? – Zapytał jeden z mężczyzn.
Dziewczyna nie mogła nic powiedzieć. Głos uwiązł jej w gardle.
- Odpowiesz mi, czy mam cię do tego zmusić?
- Ja tylko… Poszłam się przejść. – Odpowiedziała drżącym głosem.
- Kłamiesz! – krzyknął. – Gadaj w tej chwili, kto cię tu przysłał?!
- Ja mówię prawdę! Pokłóciłam się z rodzicami, uciekłam z domu i znalazłam się tutaj. - Dziewczyna nie wiedziała, co powiedzieć, łzy podochodziły jej do oczu.
- Przecież widać, że ona nic nie wie! To zwykła nastolatka, która pokłóciła się z rodzicami! Zostawimy ją tu, wyjedziemy i będzie po sprawie. – Po głosie zorientowała się, że to Mel stanął po jej stronie.
- Nie wtrącaj się! Nie widzisz, że ona kłamie? Jeśli ona jest z policji to już po nas! – Krzyknął po czym zwrócił się do Amelii. – Jak coś ci się przypomni to daj znać. – Powiedział zgryźliwie po czym mocno uderzył, tak że biedna dziewczyna ponownie straciła przytomność.
***
Detektyw Bieliński siedział w swoim biurze rozmyślając nad zaleconym mu zadaniem. Młoda nastolatka pokłóciła się z rodzicami. Zapewne nie wiedząc co ze sobą zrobić, szwendała się bezradnie po Warszawie. Ale żeby poruszać się swobodnie po dużym mieście, potrzebowałaby odpowiedniego środka transportu. Nagle go olśniło.
- Sprawdzić mi wszystkie kamery w autobusach jeżdżących w okolicach Tarchomina między godziną 20.00 a 02.00. Materiały mają znaleźć się u mnie za godzinę. – Powiedział do przechodzącej przed jego biurem sekretarki.
- Tak jest proszę pana – odpowiedziała.
Po godzinie detektyw miał już cały zbiór nagrań z tamtego wieczoru. Było ich całkiem sporo. Zaczął po kolei uważnie studiować każde nagranie. Autobusy o tych godzinach były już opustoszałe, więc nie trudno było zauważyć średniego wzrostu nastolatkę wsiadającą do jednego z nich o godzinie 20.12. Brał kolejne dane z kolejnych przystanków i autobusów, w których bywała. Gdy już miał ustaloną dosyć długą trasę, dziewczyna wysiadła z jednego z autobusów, ale nie było jej w żadnym następnym. Oznaczało to tylko jedno. Zrezygnowała z dalszej podróży autobusem i postanowiła się przejść, co stanowczo utrudniło zadanie. Z ostatniego autobusu wysiadła o godzinie 22.27. O tak późnej porze mogło stać się z nią wszystko. Na dodatek wysiadła w najbardziej opustoszałym miejscu w całej Warszawie.
Detektyw postanowił zbadać sprawę osobiście. Ubrał płaszcz, wyszedł z biura i udał się w ostatnie miejsce pobytu Amelii.
CDN…


HELENA WRONKA
2D

2012/2013 NR 5 - Rasizm na świecie

Ludzie są z reguły bardzo pesymistycznie nastawieni do życia, a zwłaszcza do drugiego człowieka. Dlatego dzisiaj chciałbym skupić się na problemie rasizmu na świecie.
Na kuli ziemskiej bardzo dużo organizacji walczy z dyskryminacją ludności czarnej. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ spora część społeczeństwa uważa, że Afroamerykanie są gorsi ze względu na kolor skóry. Przykładem takich zachowań może być teoria głosząca konieczność osobnego rozwoju społeczności różnych ras, czyli Apartheid. Nazwa tego systemu władzy pochodzi od języka afrikaans i oznacza „separację”, „odrębność”. Polityka apartheidu polegała na dyskryminowaniu głównie ludności odmiany czarnej i przyznaniu białej mniejszości daleko idących przywilejów. Czarnoskórzy obywatele wykonywali ciężkie prace w kopalniach i na budowach, podczas gdy ludność biała odpoczywała na plaży.
81Jednak rasizm to nie tylko dyskryminacja ze względu na kolor skóry, ale również ze względu na wiarę i religię. Uważam, że to osobista sprawa danego człowieka, czy wierzy w Boga, czy nie wierzy w nic. Ludzie są mniej lub bardziej religijni – jedni modlą się codziennie, chodzą do kościoła lub świątyni, a inni odwiedzą takie miejsce tylko przy jakiejś okazji. Nie widzę tutaj żadnego problemu, każdy jest wolnym człowiekiem i robi to, co chce. Nie rozumiem ludzi, którzy siłą, krzykiem lub przemocą próbują nakłonić innych do zmiany religii lub modlitwy. Dlaczego według wielu ludzi świat idealny to świat „bezbarwny” ?
Kolejnym odłamem rasizmu jest dyskryminacja ze względu na kulturę. Chodzi mniej więcej o to, że Tunezyjczyk może być do Ciebie wrogo nastawiony, ponieważ obchodzisz Święto Bożego Narodzenia. Rasizm kulturowy powstał dlatego, że w latach 80. dużo ludzi wyjeżdżało za granicę, a tamtejsi mieszkańcy chcieli „obronić” swoje obchody, święta czy zwyczaje. Jak dla mnie to jedyny sensowny powód, dla którego rasizm w ogóle istnieje. Jest to taka sama zasada jak ta, że matka broni swojego dziecka. Ja też nie chciałbym, aby do mojego kraju z dnia na dzień przyjechało kilkanaście tysięcy osób i wprowadziło np. nowe święto. Lecz nie oznacza to, że nie akceptowałbym ich jako ludzi. Gdyby byli to Japończycy, Afroamerykanie czy Mulaci – trudno, tacy się urodzili i to, że będę dla nich niemiły, tego nie zmieni.
W końcu nadszedł czas, aby zadać sobie najważniejsze pytanie – jak zaradzić rasizmowi na świecie? Jest wiele rozwiązań, lecz nigdy do końca nie wiadomo, czy są one skuteczne. Cały czas na świecie powstają organizacje mające na celu „wyleczenie” tego problemu. Jak dla mnie rozwiązaniem mogłoby być jedynie zaakceptowanie człowieka o odmiennej kulturze czy kolorze skóry. Na wybicie sobie czegoś z głowy nie ma lekarstwa. Sami musimy zaakceptować to, jakimś się ktoś urodził.


MATEUSZ KALINOWSKI
2A

2012/2013 NR 4 - Recenzja filmu „Miś”

Czasy PRL-u były, przeciwnie do polskiej gospodarki, dla polskiego kina złotym okresem. Wiele kultowych filmów, mimo ówczesnych przeciwności, jak choćby cenzura, są uwielbiane i oglądane do dziś. Jednym z takich ponadczasowych dzieł jest "Miś".
Produkcja została ukończona w 1980 r. (premiera odbyła się 4 maja 1981 r. - rok wspomnianej wcześniej cenzury). Wyreży-serował ją Stanisław Bareja. Kręcona była w Warszawie oraz Londynie. W główne role wcielili się: Stanisław Tym, Krystyna Podlaska, Krzysztof Kowalewski i Barbara Burska.
Najczęstszym zarzutem krytyków wobec filmu jest występowanie licznych, luźno ze sobą powiązanych gagów, gdzie historia Ryszarda Ochódzkiego to tylko tło dla wyśmiewanych absurdów PRL-u. Zupełnie odmienne są jednak opinie większości widzów, dla których te właśnie krótkie skecze są wspaniałą scenografią dla zawiłych perypetii prezesa klubu sportowego "Tęcza", któremu na drodze staje wiele przeciwności, a on dzięki swoim krętactwom wszystkie je przezwycięża.
81Pozostaje jednak pytanie: czy współczesną młodzież może bawić film ukazujący rzeczywistość tamtych lat? Wydaje się, że może, nawet bardziej, bo dla młodego pokolenia sytuacje ukazane w filmie są czymś, w co ciężko uwierzyć. Obecnie, mimo że Polska światową potęgą nie jest, stanie godzinę w kolejce za niczym albo nie tym, czego się potrzebuje (ale co akurat jest na stanie) to coś niedorzecznego. Moi rówieśnicy mogą tylko słuchać ze zdziwieniem, że w kiosku ruchu sprzedawano mięso. Z kolei ludzie, którzy pamiętają tamte czasy, mogą być rozbawieni, ale przede wszystkim szczęśliwi, że patrzą na to wszystko już tylko z perspektywy widza.
"Miś" to z pewnością film wybitny, nie bezpodstawnie przez wielu nazywany najlepszą polską komedią. Samo to, że bawi po ponad 30 latach od premiery jest ogromnym atutem, a to dzieło może przecież pochwalić się również mistrzowsko ukazaną w krzywym zwierciadle komunistyczną rzeczywistością, dobrą grą aktorską i świetnymi dialogami. Wszystko to zostało wzniesione na wyższy poziom przez poruszające zakończenie. Mnie osobiście produkcja bardzo przypadła do gustu, rozbawiła, ale i pomogła docenić dzisiejszą Polskę. Szczerze polecam ją wszystkim.


BORYS PAMUŁA
2D

2012/2013 NR 4 - Opowiadanie „Ulica bez nazwy” odc. 1

Po kłótni z rodzicami Amelia wybiegła z domu trzaskając drzwiami. Miała dosyć tego, że ktoś ciągle mówi jej co ma robić. Nie miała ochoty wykłócać się z nimi po raz setny o to samo. Dlatego właśnie, nie patrząc jak późna jest pora, wyszła i pojechała gdzieś na przedmieścia Warszawy.
Jeździła w tę i we w tę różnymi autobusami. Wreszcie, gdy miała już dosyć opustoszałych, jeżdżących puszek, zaczęła krzątać się po ciemnych ulicach.
Rozmyślała nad kłótnią z rodzicami. Byli niesprawiedliwi wobec niej. Nie dość, że dostała szlaban za złe oceny, to na dodatek nie mogła pójść na koncert, który zaplanowała już dawno temu. Chociaż pewnie jak zwykle mieli rację, Amelia była uparta i wpajała sobie do głowy, że są wobec niej nie w porządku. Uważała, że to niewychowawcze zabraniać córce iść na koncert z powodu jednej czy dwóch jedynek. Przecież prawie każdy ma jakąś jedynkę i jakoś inni mogli robić co im się żywnie podoba.
Jednak chodząc tak już przez godzinę, okolica coraz bardziej zaczynała się jej nie podobać. Doszła do wniosku, że rodzice może jednak mieli rację. To ona była niesprawiedliwa wobec nich, bo zamiast porozmawiać trzasnęła tylko drzwiami i wyszła z domu. Zapragnęła ich przeprosić i jakoś łagodniej załatwić sprawę dotyczącą koncertu. Zresztą zrobiło się jej naprawdę zimno. Postanowiła wrócić do domu. Jednak, gdy się rozejrzała, zupełnie nie wiedziała gdzie jest.
Była na jakiejś opustoszałej ulicy. Pełno tu było pozamykanych sklepów, kiosków i nie było żadnego drogowskazu ani żadnej tabliczki z nazwą dzielnicy. Było tam strasznie, a ulice oświetlał tylko księżyc, który i tak co jakiś czas chował się za chmurami.
Amelia się zawahała. ,,Co robić? W którą mam iść stronę?’’ – nurtowały ją pytania. W końcu skręciła w jakąś ciemną uliczkę. Okazało się, że był to ślepy zaułek. Zawróciła i ponownie wróciła na ulicę bez nazwy. Rozejrzała się dookoła. Była tak pochłonięta rozmyślaniem o sprawach rodzinnych, że nie pamiętała nawet skąd przyszła. Podjęła ponowną próbę, tym razem ruszyła w inną stronę w nadziei, że w końcu uda jej się odnaleźć drogę powrotną.
Szła tak z pięć minut, kiedy nagle poczuła na sobie czyjś wzrok. Obejrzała się za siebie. Ktoś ją śledził. Przyśpieszyła kroku zauważając, że prześladowca zrobił to samo. W końcu przerażona dziewczyna zaczęła biec, słysząc coraz bliższe kroki. Kiedy miała skręcić w inną ulicę, drogę zagrodziła jej druga postać. Spojrzała do góry, ale nie zdążyła zobaczyć twarzy, bo w tej samej chwili poczuła mocne uderzenie w głowę i osunęła się na ziemię.
Młody detektyw Bieliński właśnie powrócił z półrocznego zwolnienia z powodu przyczyn losowych. Nikt nie wiedział o sprawie, która zaszła owego dnia, ale od tamtej pory twarz detektywa zdobiła potrójna blizna zaczynająca się od brwi, a kończąca na brodzie.
Detektyw Bieliński był bardzo tajemniczym człowiekiem, nigdy za wiele nie mówił o sobie. Z nikim się nie kontaktował w sprawach towarzyskich ani nikomu się nigdy nie zwierzał. Mówili na niego cegła, dlatego że tworzył wokół siebie mur, którego nie sposób zburzyć.
Tego dnia detektyw wiedział, że przytrafi się mu sprawa, która z pewnością go zainteresuje. Nie mógł tego przegapić. Każdy wiedział, że mimo tego, że detektyw jest bardzo zamkniętym człowiekiem, to z pewnością jest jednym z najlepszych śledczych.
82Gdy wszedł do biura, od razu umówiono go z nowymi klientami. Było to zamożne małżeństwo podeszłego wieku. Kobieta była zapłakana, a mężczyzna zachowywał kamienny wyraz twarzy.
- No dobrze – rozpoczął detektyw. - Co się stało?
Zapłakana kobieta pociągnęła jeszcze raz nosem, a potem zaczęła opowiadać o tym, jak to pokłócili się z córką, która wyszła z domu bez słowa trzaskając drzwiami. Nie zabrała ze sobą niczego ani torebki, ani telefonu. Po tym jak nie wróciła do domu na noc, zmartwieni wezwali policję. Zawiadomili ich, że nie mogą rozpocząć śledztwa zanim nie minie trzeci dzień od zaginięcia, dlatego zgłosili się do słynnego detektywa, którego polecili im znajomi.
- Słyszeliśmy o panu od koleżanki mojej żony – tu wskazał zasmarkaną kobietę. – Słysząc o pańskich niesamowitych wyczynach, postanowiliśmy znaleźć numer w Internecie i się z panem skontaktować.
- Oczywiście pomogę państwu. Tylko zastanawiam się nad jednym. Mówiła mi pani, że przed tym jak córka wybiegła z domu, była z państwem pokłócona. O co dokładnie poszło?
- Gdy zobaczyliśmy, że w jej dzienniku pojawiły się nowe złe oceny, zabroniliśmy jej pójść na koncert, który sobie zaplanowała już miesiąc wcześniej – powiedział stanowczo ojciec.
- Hmm… - zastanowił się detektyw. – A nie wydaje się państwu, że mogła po prostu uciec z domu i schronić się u jakiejś koleżanki.
- Rzeczywiście rozmyślaliśmy nad tym, ale wydzwanialiśmy do wszystkich jej koleżanek, które miała zapisane w telefonie i żadna nie potwierdziła tego, że Amelia u niej jest.
- W takim razie rozpoczynamy dochodzenie. Proszę się nie martwić, dopilnuję tego, żeby Amelia bezpiecznie wróciła do domu – powiedział stanowczo, choć bardzo wątpił w te słowa. Sprawa była kiepska. Nie wiedział gdzie dziewczyna w danej chwili przebywa, a Warszawa była dość duża. Jednak musiał zapewnić zmartwionych rodziców, że wszystko jest pod kontrolą.
Ta sprawa była wyjątkowa, nie tylko ze względu na trudność jej rozwikłania, ale także na podobieństwo sytuacji, która miała miejsce kilka lat temu także w jego życiu. Pamiętał, na jakie niebezpieczeństwo naraził swoich rodziców, i wiedział, że nie pozwoli, aby ta dziewczyna popełniła ten sam błąd.
CDN…


HELENA WRONKA
2D

2012/2013 NR 3 - RECENZJA FILMU „KATYŃ” ANDRZEJA WAJDY

Filmy poruszające tematykę wojenną, szczególnie te, które dotyczą naszej historii, ogląda się trudno. Działają na nasze emocje, ukazują w jak bardzo ciężkich czasach żyli ludzie. Do tego rodzaju filmów zalicza się dramat wojenny Andrzeja Wajdy - „Katyń”. Premiera odbyła się 17 września 2007 roku. Dzieło Wajdy przedstawia historię polskich oficerów, którzy po wkroczeniu Armii Czerwonej zostali wzięci do niewoli i ostatecznie straceni. Zbrodnię katyńską poznajemy również z perspektywy żon, córek, matek i sióstr, które pełne nadziei czekają na powrót najbliższych. W rolach głównych możemy zobaczyć szereg wspaniałych aktorów i aktorek, m.in. Artura Żmijewskiego, Andrzeja Chyrę, Jana Englerta, Pawła Małaszyńskiego, Danutę Stenkę, Maję Ostaszewską, Magdalenę Cielecką i Maję Komorowską.
81

Wyrazy uznania należy w szczególności złożyć reżyserowi, Andrzejowi Wajdzie, który stworzył ciekawą fabułę. Nie jest to tylko wymyślona historia, która ma za zadanie wzruszyć, lecz historia, która ma nam uświadomić i przybliżyć prawdę. Film od początku trzyma w napięciu. Scena, w której Anna (grana przez Maję Ostaszewską) prosi męża, aby wrócił do domu, lecz ten czuje obowiązek pomocy ojczyźnie, niezwykle porusza. Tłumy oficerów, którzy zamiast uciekać i ratować się, pozostają wierni mundurowi i krajowi, żony, które żegnają mężów, córki tulące się do odjeżdżających ojców – widok ten ściska za serce. Fabuła została skonstruowana w ciekawy sposób. Film do ostatniego momentu trzyma w napięciu. O dokonanej zbrodni dowiadujemy się dopiero na końcu, kiedy zostaje odnaleziony dziennik jednego z oficerów. Zatrzymuje się dotychczasowa akcja, widzowie zostają przeniesieni do lasu katyńskiego i stają się świadkami tego, co tak naprawdę się wydarzyło.

Szczególne brawa należą się Mai Ostaszewskiej za wspaniałą grę aktorską, która fenomenalnie wcieliła się w swoją rolę – wiernej i pełnej nadziei żony. Jej emocje udzielają się widowni, która wraz z nią przeżywa rozterki i czeka na powrót swojego ukochanego męża. Nie wolno zapomnieć także o bardzo istotnej roli Andrzeja Chyry – filmowego Jerzego. Jego postać dodaje jeszcze więcej tajemniczości, a nagła śmierć poprzez samobójstwo jest wstrząsająca. Wzbudza coraz więcej emocji i pytań, co się wydarzyło, dlaczego bohater nie mógł sobie z tym poradzić i co tak naprawdę zobaczył?
Istotną rolę odgrywają także fragmenty filmów dokumentalnych wplecione w główną akcję. Dzięki temu widz pamięta, że nie jest to tylko wymyślona fabuła, smutna historia polskich oficerów i ich rodzin, ale że jest to historia oparta na prawdziwych wydarzeniach.
Całość dopełnia muzyka skomponowana przez Krzysztofa Pendereckiego, która bez wątpienia oddaje nastrój niepewności, wprowadza w tajemniczy klimat filmu.
Na szczególną uwagę zasługuje ostatnia scena, w której jesteśmy świadkami mordu dokonanego na polskich oficerach. Zbrodnia odbywa się bez słów, bez muzyki, słyszymy jedynie krótkie efekty dźwiękowe, które wprowadzają nas w nastrój grozy, przerażenia, ale jednocześnie ogromnego smutku. Widzimy tylko wykopany dół i setki zamordowanych…
Mimo niewątpliwej ilości zalet tego filmu, widz ma jednak czasami wrażenie niespójności, reżyser chce przedstawić kilka historii, przez co ciężko odnaleźć nam główny wątek i skupić się na nim.

Bez wątpienia „Katyń” Andrzeja Wajdy jest jednym z lepszych filmów, które widziałem. Wstrząsający, trzymający w napięciu dramat wojenny, ukazujący prawdę, uczący historii i wzmacniający poczucie tożsamości narodowej. Pełen emocji, wzruszający, niebanalny. Godny polecenia.


MACIEJ JAKUBIAK
2D

2012/2013 NR 3 - Rok Janusza Korczaka

„NIE MA DZIECI – SĄ LUDZIE”
82

Janusz Korczak (ur. 22 lipca 1878/79 zm. 4 sierpnia 1942) właściwie. Henryk Goldszmit, znany też jako: Stary Doktor lub Pan doktor. Pedagog, wychowawca, lekarz, pisarz, żyd, prekursor działań na rzecz praw dziecka i całkowitego równouprawnienia dziecka.J. Korczak kochał dzieci, dlatego stworzył Dom Sierot. Nie opuścił dzieci do śmierci. Zginął wraz z wychowankami – dobrowolnie towarzyszył im w drodze na śmierć w komorze gazowej obozu zagłady w Treblince.

Pamiętajmy, że rok 2012 był ROKIEM JANUSZA KORCZAKA.

2012/2013 NR 2 - Wywiad z Młodzieżowymi Radnymi Dzielnicy Białołęka

Klaudia: Dzień dobry! Chciałabym porozmawiać z Wami o tym, co robicie na rzecz dzielnicy. Czym zajmuje się Młodzieżowa Rada?
Radni: MR zajmuje się realizacją projektów, które mają na celu zwiększenie zaangażowania młodzieży na rzecz dzielnicy.
K: Do czego dążycie?
R: Chcemy, aby młodzi ludzie mieli głos i wpływ na dotyczące ich decyzje podejmowane przez Radnych. Nie powinni oni decydować za nas, co będziemy robić po szkole, w jakich wydarzeniach uczestniczyć czy jakie obiekty są potrzebne w naszym otoczeniu.
K: Od kiedy działacie?
R: MR została powołana w 2008 roku. Obecna kadencja jest drugą z kolei. Swoją pracę rozpoczęliśmy w październiku 2011 roku.
K: Ile trwa jedna kadencja?
R: Kadencja trwa od września do czerwca.
K: W jaki sposób można zostać Radnym?
R: W czerwcu w każdym białołęckim gimnazjum i liceum odbywają się wybory. Trzeba je oczywiście wygrać.
K: Ile osób z jednej szkoły może się dostać do MR?
R: Mogą być to maksymalnie 3 osoby. Jeśli jednak komuś zależy na dołączeniu do naszego grona, może przyjść na spotkanie. Będzie traktowany jak wszyscy. Jedynym "minusem" jest brak możliwości oddania głosu w wyborach.
K: Jak wygląda roczna praca? Gdzie i jak często się spotykacie? Kto prowadzi Wasze spotkania? Macie jakieś organy Rady, np. Prezydium?
R: Spotykamy się dwa razy w miesiącu, w godz. 17-19, w sali sesji Urzędu. Spotkania prowadzą animatorzy – pracownicy Fundacji Civis Polonus. Co do Prezydium, to oczywiście zostaje ono wybrane w tajnych wyborach na pierwszym spotkaniu MR.
K: Ile osób wchodzi w skład Prezydium?
R: W skład Prezydium wchodzą trzy osoby: Przewodniczący, Wiceprzewodniczący i Sekretarz.
K: Animują Was pracownicy Fundacji CP. Czy nie jest to dla Was ograniczenie, że wszystkie decyzje musicie „obgadywać” z dorosłymi?
R: Nasi animatorzy to naprawdę fantastyczne osoby. Nie mamy problemu z tym, aby decydowali o naszych pracach. Ula i Michał (animatorzy) są otwarci na nasze pomysły. Zwracamy się do nich po imieniu, zwłaszcza, że różnica wieku nie jest bardzo duża. Michał jest studentem, ma 22 lata. Ula pracuje, ale ma do nas „młodzieżowe” podejście. Bardzo nam się podoba, że trafiliśmy akurat na nich, ponieważ wiedzą, czego nam brakuje na Białołęce, są bardzo otwarci, proponują nam wiele ciekawych działań i współpracuje się z nimi jak z kolegami.
K: Mówicie, że jest kolorowo. Czy zatem skoro nie negują Waszych projektów, to nie jest tak, że nie przejmują się tym co robicie?
R: Ależ skąd. Nasi animatorzy nie negują naszych pomysłów, ale wprowadzają do nich swoje uwagi. Każdy projekt jest traktowany poważnie i dążymy do tego, aby był świetnie przygotowany. Animatorzy dają z siebie 100% i motywują nas do tego samego. Czasem bardziej od nas przejmują się wydarzeniami, jakie tworzymy. Są odpowiedzialni za naszą pracę, więc chcą, żebyśmy wypadli jak najlepiej.
K: Przygotowujecie wydarzenia. Co zrobiliście w tym roku? Zostały Wam jeszcze dwa miesiące pracy. Co szykujecie?
R: Od samego początku kadencji zaczęliśmy ostro pracować. Mieliśmy wiele energii, zapału i tysiące planów.
Zaczęliśmy od listu do ZTMu w sprawie autobusów jeżdżących w okolicach szkoły na Kobiałce i Choszczówce. Chcieliśmy zwiększenia częstotliwość kursów autobusów. Uczniowie nie mają połączenia z innymi dzielnicami lub jest ono bardzo utrudnione.
Kolejnym projektem była debata, której temat brzmiał: „Przyszłość Białołęki widziana oczami młodzieży w perspektywie 5 lat”. Odbyła się ona w styczniu br. Zaprosiliśmy ekspertów, którzy, wraz z uczniami z białołęckich szkół, prowadzili dyskusję w grupach na dwa tematy: komunikacja i spędzanie wolnego czasu w dzielnicy. Pod koniec wydarzenia podsumowaliśmy dwugodzinną pracę i przekazaliśmy podsumowanie dorosłemu Radnemu.
Następnym projektem były "Młodzieżowe Walentynki". Organizowaliśmy we współpracy z Białołęckim Ośrodkiem Kultury: projekcję filmową, konkurs na ciasto walentynkowe oraz koncert talentów. Wydarzenie odbyło się 14 lutego w godz. 17-20 w BOK-u. Każda chętna osoba mogła przyjść, wystarczyło jedynie zarezerwować bezpłatny bilet.
W międzyczasie konsultowaliśmy i zachęcaliśmy do konsultacji projektu parku przy ul. Magicznej. Był to pierwszy etap, polegający na wypełnianiu internetowej ankiety oraz dodawaniu na forum internetowym swoich uwag, potrzeb i propozycji zagospodarowania parku. Drugi etap konsultacji odbędzie się w czerwcu. Jako Radni będziemy wyrażać opinię na temat makiety tego obiektu.
Obecnie zajmujemy się przygotowaniem debaty, której tematem ma być spędzanie wakacji w dzielnicy. Póki co szukamy organizacji, które pomogą nam w przygotowaniu tego wydarzenia.
Ostatnim wydarzeniem, jakie mamy w planach jest uroczysta zakończenie i podsumowanie naszej kadencji. Odbędzie się ono zapewne pod koniec czerwca.
Od maja będziemy kontynuować projekt poprzedniej kadencji "Wycieczki po Urzędzie". Polega to na oprowadzaniu młodzieży i zapoznawaniu z trybem pracy, podziału obowiązków i ogólną organizacją w białołęckim Ratuszu.
Ostatnio zorganizowaliśmy facebook'ową akcję "Coffee Heaven na Białołęce". Za pomocą poparcia ludzi chcieliśmy pokazać sieci kawiarń, że Białołęka byłaby dla nich odpowiednim terenem na nowy lokal. Napisaliśmy i wysłaliśmy już pismo.
K: Plany bardzo kreatywne. Czy trudno jest przygotować tyle projektów? Z jakimi problemami najczęściej się mierzycie? Co jest najtrudniejsze w przygotowaniu jakiegoś wydarzenia?
R: Projekty są bardzo trudne do przygotowania. Każdy mówi, że zdaje sobie z tego sprawę, ale tak naprawdę nikt nie jest do końca świadomy tego, że młodzież, w porównaniu do dorosłych, nie ma ani doświadczenia, ani poparcia. Największy problem, to oczywiście czas i brak równomiernego zaangażowania wśród wszystkich członków Rady. W czasie obecnym jest nas 13. Gdy przygotowywaliśmy pierwsze wydarzenie, Radnych było 20, z czego połowa nie angażowała się w żaden sposób.
W przypadku Walentynek, pomimo ogromnego wkładu i zaangażowania BOK-u, obowiązki trochę nas przerosły. Na wydarzenie przyszła grupka młodzieży, która zachowywała się skandalicznie. Nie umieliśmy sobie z nimi poradzić. Nie wszystko wyszło tak, jakbyśmy chcieli, ale było to do przewidzenia. Bardzo dużym problemem jest pogodzenie MR z obowiązkami szkolnymi. Kiedy przygotowujemy jakiś projekt i jego realizacja jest bardzo blisko, naprawdę trzeba poświęcić dużo czasu.
K: Jak Wam się to udaje?
R: Wybieramy czas na realizację projektów w momencie, kiedy są jakieś przerwy szkolne, np. ferie, długie weekendy. Teraz zaczyna się majówka, więc my, jako Radni będziemy mieli ogrom pracy nad debatą.
K: Skoro spotykacie się z tyloma problemami i przeciwnościami, to czemu właściwie nie zrezygnujecie? Czy warto zatem być Młodzieżowym Radnym?
R: <Jednogłośnie> Oczywiście, że warto być Radnym. Przeciwności losu zawsze się zdarzają, ale w życiu tak już jest. Aby docenić lato trzeba przeżyć mroźną zimę <śmiech>. Byliśmy przygotowaniu na to, że problemy będą. Nie zdawaliśmy sobie wprawdzie sprawy, że aż takie. Kilka osób się poddało i odeszło. My jednak jesteśmy bardzo wytrwali i nie mamy zamiaru zrezygnować z tak wspaniałej przygody.
K: Co jest najciekawszego w byciu radnym?
R: Przede wszystkim prestiż! <śmiech> Sama świadomość, że działa się na rzecz innych, ma się wpływ na to, co dzieje się na Białołęce, nie siedzimy bezczynnie i narzekamy, a chcemy działać i robimy, to dodaje sił. W Radzie nawiązaliśmy wiele wspaniałych znajomości. Jesteśmy zgraną paczką. Poznaliśmy dwa wspaniałe wzorce – naszych animatorów. Pokazują oni nam, że działanie przyniesie efekty, że nie można się poddawać! Wpajają nam, że przy odrobinie kreatywności i chęci możemy zdziałać wiele. Uśmiech na twarzy ludzi, którzy przybędą na nasze wydarzenie dodaje nam świadomości, że nas potrzebują.
K: Czy dostajecie coś za swoją pracę?
R: Nie dostajemy pieniędzy ani diet. Pracujemy charytatywnie. Wiadomo, że w szkole oceny z WOS-u czy zachowania mamy podwyższone. Nie jesteśmy Radnymi dla pieniędzy czy prezentów. Prezydium naszej Rady pojechało w styczniu na wycieczkę do aresztu, do którego nie można tak po prostu wejść. Było to ogromne wyróżnienie. Animująca nas fundacja zaangażowała naszych Radnych w dwa projekty. Jednym z nich jest debata z Prezydentem Polski Bronisławem Komorowskim, na którą w czerwcu jedzie jedna Radna. Drugim projektem jest wymiana z Młodzieżową Radą Litwy. Pięcioro z nas w czerwcu pojedzie na Litwę w ramach wymiany.
K: Poznanie wspaniałych ludzi, nowe doświadczenie, bonusy w postaci udziału w projektach, świadomość, że jest się potrzebnym... bycie Radnym jest naprawdę ciekawe. Jak rozumiem polecacie bycie Radnym? Co możecie dodać ze swojej strony na zachętę?
R: Oczywiście polecamy bycie Radnym. Co możemy jeszcze dodać? Możecie uczestniczyć w wielu projektach, jeśli tylko będziecie chcieli. Dowiecie się dużo o działaniu Urzędu Dzielnicy, o byciu Radnym, spotkacie wielu dorosłych pracujących w Ratuszu i przeżyjecie wiele wspaniałych przygód. Wydarzenie, o którym zawsze marzyliście, macie szansę sami zorganizować!
K: To jeszcze tak na zakończenie, jakie cechy powinien posiadać dobry Radny?
R: Ciekawe pytanie! Do bycia Radnym wiele nie potrzeba. Najważniejsze to dobre chęci, kreatywność, ciekawe pomysły, umiejętność dyskusji i "walki" o swoje, dogadywanie się z ludźmi, ale to wszystko przyjdzie z czasem. Najważniejsza oczywiście jest sama chęć pracy! Bycie Radnymi wiele nas nauczyło. Wyszkoliliśmy się m.in. w pisaniu podań, zapytań, zaproszeń, ale również jak rozmawiać z dorosłymi, co należy robić, aby nasza praca nie poszła na marne, a przyniosła pozytywne efekty.
K: Bardzo dziękuję za rozmowę. Pomimo wielu problemów dalej działacie. Wśród młodych ludzi jest to rzadka cecha.
Życzę Wam, abyście zrealizowali swoje wszystkie projekty! Młodzież, jak i dorośli powinni być z Was dumni!
R: Dziękujemy bardzo! budowie.


KLAUDIA SOSNOWSKA (JUŻ ABSOLWENTKA NASZEGO GIMNAZJUM)
PRACA OTRZYMAŁA DRUGĄ NAGRODĘ W KATEGORII WYWIAD W ZESZŁOROCZNYM DZIELNICOWYM KONKURSIE DZIENNIKARSKIM "BIAŁOŁĘKA".

2012/2013 NR 1 - Felieton „Szybciej do metra”

Dlaczego tak długo? Podsumujmy mostową epopeję zwieńczoną właściwie szczęśliwym finałem, czyli o planach budowy Mostu Północnego, o którym mówiło się już od lat.
W czerwcu 2000 roku podczas meczu piłkarskiego radnych Bielan i Białołęki pada pomysł: zbudujmy Most Północny. W lipcu 2001 roku zdecydowano, że mostem zostanie
przeprowadzony tramwaj, ale na razie nie ma na to pieniędzy. Budowa może się zacząć dopiero w 2005 roku – zapowiada prezydent miasta Wojciech Kozak, ale jak to w naszym kraju bywa, decyzji (zwłaszcza tych trafnych) ciągle brak.
W tych marzeniach o szybkiej podróży na drugi brzeg Wisły trwaliśmy do stycznia 2004 roku. Do tego czasu mieliśmy nadzieję, że most sam zacznie powstawać i ktoś zrobi go za nas. Właśnie w styczniu 2004 roku sprawy w swoje ręce wziął doradca prezydenta Kaczyńskiego, prezentując dokładny przebieg nowej trasy i zapowiadając, że budowa zacznie się w 2006 roku. Dokładnie rok później odbył się wreszcie długo oczekiwany oraz wielokrotnie przekładany konkurs na projekt przeprawy. Miasto w tym czasie skupiło dopiero 17 proc. gruntów potrzebnych pod budowę nowej trasy. W kwietniu 2005 roku konkurs został rozstrzygnięty i gdy już wszyscy myśleli, że budowa ruszy z miejsca, wtedy zaczęły się spory sądowe, a w maju tego samego roku, z powodu błędów urzędniczych, Urząd Zamówień Publicznych unieważnił konkurs, a następnie sąd nakazał powtórzyć przetarg. Oto jest nasza polska budowa. Wcale nie byłem zaskoczony przebiegiem zdarzeń i przerwaniem prac. Nie bylibyśmy sobą, gdyby nie wystąpiły jakieś komplikacje. Polacy w tej kwestii zawsze byli i są "oryginalni".
W lipcu 2006 roku komisarz Kazimierz Marcinkiewicz ogłasza przetarg na budowę i projekt mostu oraz zapewnia nas o zakończeniu budowy "najdalej w 2009 roku". Z powodu fatalnie przygotowanego przetargu najniższa oferta firmy wynosi 1,6 mld. złotych, co aż trzykrotnie przewyższa kosztorys. Na szczęście w styczniu 2007 roku nowa prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz unieważnia przetarg, a jej zastępca zapowiada, że most będzie "gotowy w 2010 roku". W czerwcu 2007 roku niemiecki Schussler Plan wygrywa powtórzony przetarg i po trzech miesiącach przedstawia pierwsze rysunki. W czerwcu 2008 roku miasto ogłosiło osobny przetarg na budowę przeprawy.
Po ośmiu latach od zrodzenia się pomysłu, w listopadzie powstaje długo oczekiwany (REALNY!!!) projekt mostu. Nareszcie w kwietniu 2009 roku mamy porządnego wykonawcę. Coś, co wydawało nam się niewykonalne, nagle zaczęło nabierać kształtów. Termin wyznaczono na koniec 2011 roku. Udałoby się ukończyć prace w terminie, gdyby tym razem nie zawiodła natura.
W maju 2010 roku ewakuowano budowę z powodu pierwszej fali powodziowej na Wiśle, która spowodowała kilkumiesięczne wstrzymanie wielu prac i zniszczenie części gotowych elementów. Jak to się mówi – niepowodzenie przychodzi, gdy sukces jest bliski. Pomimo przeciwności losu zostaje wyznaczony ostateczny termin na oddanie mostu do użytku. W grudniu 2011 roku po wielu dyskusjach i protestach Rada Warszawy przegłosowuje nazwę "Most Marii Skłodowskiej-Curie". 24 marca 2012 roku most zostaje uroczyście otwarty. Jest to moment przepełniającej nas dumy, choć to tylko kawałek ogromnej inwestycji, która miałaby warszawiakom udogodnić poruszanie się z Pragi Płd. na Bielany. Jednak smutne jest to, że w Polsce taka budowa trwała 12 lat, a i tak powstał jej mały kawałek.
Miejmy nadzieję, że ta nowo otwarta przeprawa będzie kamieniem milowym w konstruowaniu i planowaniu kolejnych inwestycji. Miejmy również nadzieję, że przy kolejnych pracach wyciągniemy jakąś nauczkę z tej lekcji i nie popełnimy tych samych błędów, co w tej wieloletniej oraz pozornie łatwej budowie.


FELIETON PRZEMYSŁAWA KĘPIŃSKIEGO, UCZNIA KLASY 2A; TEKST NAGRODZONY W DZIELNICOWYM KONKURSIE DZIENNIKARSKIM "BIAŁOŁEKA" W CZERWCU 2012 R.